Kobieta leniwie przeciągnęła się – 1

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła jego. Tak – człowieka jej marzeń.

Znali się od dawna, nawet widywali przelotem, ale każde gdzieś szło w swoją stronę. Wiedziała, że ostatnio miał ciężki okres – nie chciała się narzucać. Teraz, kiedy jest królem z jej snu – może zadzwoni…

A może następnego dnia przyśni jej się ciąg dalszy i we śnie dowie się, co czynić dalej?

Autor: Ewa Majewska

Kolorowe fajerwerki – 28

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim nowe zadania…

Jednak teraz mało kto o tym myślał. Uczniowie i nauczyciele Szkoły Czarowania w pełni oddawali się zabawie. Na czas sylwestrowego wieczoru odłożyli zmartwienia na bok, więc mogli bawić się beztrosko.

Głos i Babcia Jaga dość szybko odłączyli się od rozbawionego tłumu, by zająć się tym, co zwykle robili – mieli czuwać nad bezpieczeństwem szkoły, uczniów i nauczycieli. Tym razem towarzyszył im Merlin.

Obeszli szkołę. Sprawdzili standardowe Bramy oraz specjalne przejścia do innych Wymiarów i zapieczętowali je, aby nikt nie mógł zjawić się w nich niezapowiedziany.

Następnie Głos zaszył się w dyżurce, gdzie całą noc będzie oglądał kamery i wskaźniki mocy, a Merlin z Babcią Jagą poszli do szpitalnego skrzydła. Zwolnili dyżurną pielęgniarkę, by udała się na zabawę, a sami weszli do pokoju Jęczyduszy. Zastali tam lekarza, który powiedział, że pacjentka jeszcze się nie obudziła.

– Długo będzie spała? – zapytała Babcia Jaga.

– Tak, daliśmy jej zastrzyk. Mimo tego, ciągle dręczą ją koszmary.

– Wiecie, jak jej pomóc? – spytał Merlin.

– Niestety nie – odpowiedział lekarz – w tym przypadku jesteśmy zupełnie bezradni.

Babcia Jaga popatrzyła na niego ze współczuciem i powiedziała:

– Wspólnie z Merlinem podjęliśmy pewne działania. Niestety nie wiemy, czy uda się nam uzyskać pomoc dla Jęczyduszy, a w przyszłości również dla Jęczyduszki.

– Jęczyduszki – zdziwił się lekarz – przecież ona jest zupełnie zdrowa

– Jeszcze zdrowa – sprecyzował Merlin – niestety już powoli zaczyna drążyć ją to, co gnębi Jęczyduszę…

– Dziwna choroba – szepnął lekarz – nie widać, że się zaczyna i nie wiadomo, jak ją leczyć. Cały czas szukamy lekarstwa…

– Może znajdziecie, a może nasze działania pomogą. Na pewno się uda – powiedziała Babcia, ale odwróciła lekko głowę, by lekarz nie zauważył zwątpienia w jej oczach.

Zobaczył je jednak Merlin i delikatnie poklepał ją po ramieniu, by dodać jej otuchy.

Coś zabrzęczało i Głos odezwał się przez głośnik, wiszący na ścianie – Ktoś chce się do nas teleportować. Zezwolić?

– Kto? – zapytała Babcia Jaga.

– Nieznana postać. Mówi, że nazywa się Jenczy.

Merlin z Babcią Jagą spojrzeli po sobie zaskoczeni i uradowani.

– Udało się – szepnęła wzruszona Babcia, a głośno powiedziała – Zezwalam. Teleportuj ją od razu do nas.

– Ją? – zdziwił się lekarz.

– Tak, ona przynosi ze sobą lekarstwo dla Jęczyduszy i Jęczyduszki – odpowiedziała babcia.

– Jest lekarzem?

– Nie, jest Czarodziejką. Chorowała, tak jak Jęczydusza i wyzdrowiała – powiedział Merlin.

– I właśnie dlatego sądzimy, że wzięła ze sobą lekarstwo – szepnęła Babcia Jaga.

Dało się słyszeć pstryk, pojawił się błysk, a następnie chmura dymu. Gdy dym się rozwiał się, zobaczyli staruszkę, trzymającą za rękę małą dziewczynkę.

Staruszka uśmiechnęła się i powiedziała:

– Wybaczcie efektowne wejście. Głos chciał wam zrobić sylwestrową niespodziankę. Jestem Jenczy, a to jest moja pomocnica. Nazywa się Duszka. Razem pomożemy waszym podopiecznym.

Popatrzyła łagodnie na śpiącą Jęczyduszę i dodała:

– Myślę, że teraz nie będziemy jej budzić. Wrócimy później, a wy chyba macie wiele pytań.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – zapraszam do mojego gabinetu. Tam porozmawiamy, ale najpierw pokażemy wam wasz pokój. Rozgościcie się, odpoczniecie… potem porozmawiamy. Mamy dużo czasu…

– Dziękujemy – uśmiechnęła się Jenczy – Duszce przyda się odpoczynek. Podróż była męcząca.

Tymczasem mała Duszka, mimo onieśmielenia, uważnie przyglądała się zebranym. Najpierw spojrzała prosto w oczy Merlinowi, potem lekarzowi, a na końcu Babci Jadze, a każde z nich poczuło, jakby mogło wziąć głębszy oddech. Powietrze w pokoju rozjaśniło się i otucha weszła w ich serca, a razem z nią nadzieja. Jęczydusza przestała jęczeć i zaczęła spokojniej oddychać.

– Czy ona jest tym lekarstwem? – zapytał Merlin, patrząc z sympatią na małą Duszkę.

– Można tak powiedzieć – odpowiedziała Jenczy. I dodała – jest istotną częścią lekarstwa.

– Na szczęście nie będzie tu samotna – uśmiechnęła się Babcia Jaga i popatrzyła na nadchodzącą Jagódkę oraz Jęczyduszkę, która niosła na barana małą Jadzię.

– Jenczy, dziewczęta pomogą się wam rozgościć. Jak uznasz, że będziesz gotowa, zaprowadzą cię do mojego gabinetu. Na razie odpocznijcie.

Jenczy i Duszka poszły z uczennicami. Duszka nieśmiało przyglądała się małej Jadzi.

– Chyba się zaprzyjaźnią – stwierdził lekarz i spojrzał na Babcię Jagę i Merlina, który przyglądali się śpiącej spokojnie Jęczyduszy.

– Niewiarygodne – szepnął lekarz i zaczął badać jej puls – od dawna nie spała tak spokojnie.

Znowu zazgrzytał głośnik i Głos zaproponował:

– Lekarzu, Merlinie, idźcie się bawić. Będę monitorował Jęczyduszę i dam wam znać, jeśli będziecie potrzebni. Trwa zabawa, korzystajcie, Merlinek wymyślił coś niesamowitego…

– Mamy go mieć na oku? – zapytał podejrzliwie lekarz i spojrzał na stojącego obok Czarodzieja.

– Myślę, że tak – westchnął Merlin.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do nich i gestem dłoni pokazała, że mają już iść. Potem pochyliła się nad śpiącą Jęczyduszą i powiedziała:

– To będzie dobry rok, wyzdrowiejesz. Na pewno wyzdrowiejesz…

Autor: Archiwista SC

Gromadka dzieci – 42

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o latających dywanach. Jedno z rezolutnych dzieci zapytało, czy ten, na którym siedzą, też poleci i kiedy…

Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i wszedł dziadek. Przyniósł dwa wiadra drzewa do kominka. Dzieci obserwowały podkładanie do kominka, ale nic nie mówiły. Wtem najmłodsza siostra dużego rodzeństwa zapytała, czy piece też latają. Dziadek odpowiedział, że nie, bo służą do tego, by ogrzewać mieszkanie.

Przyszła pora kolacji. Podczas kolacji Dziadek zastanawiał się, jak zmobilizować dzieci do udziału w pracach domowych i do przyniesienia drewna z podwórka do domu.

Autor: Adam

Kolorowe fajerwerki – 27

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim przyszły wspomnienia wszystkich wspaniałych balów Sylwestrowych, spędzanych z ukochanym w gronie przyjaciół.

Tańczyliśmy w rytm noworocznego walca, później sentymentalnego tanga i wreszcie twista. Szampan lał się strumieniami…

A teraz – fajerwerki za oknem, pusty dom i beznadziejny program telewizyjny.

Ale jutro będzie lepiej, zacznie się Nowy Rok, a z nim nowe wycieczki i spotkania z rówieśnikami. Jeszcze pół roku i przyleci córka z mężem i wnukiem.

No więc, dość sentymentów – jutro czeka basen i gimnastyka. Przecież muszę być sprawna.

Autorka: Danusia

Kolorowe fajerwerki – 26

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim malutka dziewczynka – Nadzieja. Nadzieja, że tym razem się uda… Że będzie to rok najlepszy z możliwych lat, a następny będzie jeszcze lepszy. Nadzieja, że my – ludzie – oprzytomniejemy i staniemy się gospodarzami, prawdziwymi gospodarzami naszego życia, naszych miast, państw, naszej planety. Nadzieja, że zakończymy rabunkową gospodarkę i konflikty zbrojne, że zaczniemy nawzajem szanować siebie, swoje życie, swoje powinności, swoją i cudzą własność, siebie nawzajem…

Czy to złudna mrzonka? Przecież ludzie toczą wojny od bardzo dawna… Czy rzeczywiście mamy stać się Aniołami?

A może po prostu wystarczy być przyzwoitym człowiekiem?

Życzę nam wszystkim, aby w Nowym Roku nasza przyzwoitość nie była wystawiana na zbyt ciężkie próby.

Autorka: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 41

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o różowej fujarce, która zawędrowała kiedyś do dziecinnego pokoju. Każde dziecko, które brało ją do ręki, zaczynało grać skoczne melodie, jeśli to był dzień, lub rzewne i spokojne, jeśli to był wieczór.

Nocami, gdy spały, fujarka grała sama, a ich sny były miłe i kolorowe.

Autorka: Ewa Damentka

Kolorowe fajerwerki – 25

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim dużo nadziei na rok nie gorszy niż mijający. Snuję plany, jak najlepiej wykorzystać ciągle ubywające siły. Głowa chciałaby jeszcze tak dużo, a reszta ciała za nią nie nadąża. Ale plany trzeba mieć i próbować je realizować i cieszyć się tym, co wokół dobrego.

Wszystkiego najpiękniejszego w Nowym Roku.

Autorka: Iwonna

Kolorowe fajerwerki – 24

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim śnieg.

Rodzice z dziećmi, w towarzystwie innych mieszkańców miasta, spacerowali po Starym Rynku. Sylwester na świeżym powietrzu i z lubianą muzyką – fajna rzecz.

Cała rodzina była w uniesieniu, ale najmłodsze dziecko – nie. Nie było ono zainteresowane sylwestrową zabawą lecz padającym śniegiem. Mały chłopiec sprawdził, że można otworzyć szeroko buzię i zimny śnieg wtedy wpada do środka mrożąc język. Można też tylko wysunąć język z buzi – efekt roztapiania się śniegu jest podobny.

Płatki śniegu w różnokolorowych światełkach wyglądały bardzo dobrze. Wpatrując się mocno, można było zobaczyć kryształki. Piękne zjawisko.

Kolejne ciekawe zjawisko to to, że każdy dorosły pozostawia na śniegu duże ślady, a dzieci małe.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 40

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki. Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dziadku. Był on wyjątkowy i życie miał magiczne. Geniusz prawie i ostoja działania.

To nie była prawda. Dziadek miał swoje wady i nie wysadził pociągu, nie wywiesił flagi na kolumnie, ale jeśli by mówić o nim i nie kłamać, to zalet też miał trochę, może nawet więcej niż trochę.

To, co opowiadała dzieciom, to nie było więc nic prawdziwego o dziadku, ale babcia tęskniła za nim. A akurat był listopad. Pierwszy listopada. Pierwsze godziny tego dnia i dzieci powinny już dawno iść spać. Zakończyła opowieść o wspaniałym człowieku, ich przodku i wygoniła ich do łóżek. Nie chciały zasnąć, ale babcia je utuliła i sama poszła spać, potem… nie mogła zasnąć.

Dziadek wprawdzie nie wysadził pociągu w czasie wojny, nie wywiesił flagi Solidarności na kolumnie Zygmunta, ale nie był sadystą, a wprost przeciwnie i to było piękne. Miał empatię, pamiętał zawsze o jej urodzinach, a gdy nie pamiętał, to było widać, że jest mu wstyd i potem organizował coś zastępczego. Niby, ot tak, ale ona wiedziała. Babcia wspominała tamte dni, jak było fajnie i jak dziadek był wyjątkowy i zasnęła, ale zasnęła taka jakaś smutna, samotna.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Kolorowe fajerwerki – 23

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim ocieplenie.

W dzień i w nocy temperatura nie spadała poniżej zera. Ludzie byli ubrani wiosennie i często spacerowali. Starsi mówili o tęsknocie do śniegu i grzania się przy piecu kaflowym. Młodzież jeździła rowerami.

Osiedlowy sklep rowerowy został uruchomiony na kilka godzin dziennie. Nie tylko pogoda, ale też duża ilość nowych dróg rowerowych zachęcała do jazdy. Dzień był krótki i idąc obok drogi można było zaobserwować znaczną ilość światełek rowerowych.

Autor: Adam