Mała śnieżynka – 33

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Zza okna kamienicy dochodziły dźwięki muzyki. Śnieżynki sprawiały wrażenie, jakby ta muzyka podrywała ich do tańca. Pragnęły jak najdłużej uniknąć zderzenia się z ziemią, wzbijać się w powietrze i tańczyć – niczym motyle, które raz dotknięte, natychmiast gasną.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 11

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich piękna blondynka o bardzo długich nogach i promiennym uśmiechu. Skąd ja ją znam? Ach, to przecież moja faworytka w „Tańcu z Gwiazdami”, która zajęła drugie miejsce! Szła pewna siebie, przesyłając swój czarujący uśmiech przechodniom. Była szczęśliwa.

Autor: Danusia

Przez kawiarniane okno – 10

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wesoło podskakując kroczył Błazen w cyrkowym stroju, takim z łatą na łacie, w ogromnych czarnych buciorach i z kulfoniastym, czerwonym nosem na twarzy. Miał wesołe oczy i podśpiewywał sobie skoczną melodyjkę.

Ludzie rozstępowali się przed nim z różnymi wyrazami twarzy. Niektórzy wesoło się do niego uśmiechali, inni pogardliwie spoglądali z góry, a jeszcze inni znacząco pukali się w czoło. Tylko mały chłopaczek, cały w piegach, spojrzał na niego wnikliwie, odwrócił i zaczął iść za nim śpiewając jego piosenkę. Dołączył jeszcze do nich mały kundelek, wesoło machając krótkim ogonkiem…

Autor: Ela S.

Mała śnieżynka – 32

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wstawał dzień i kolory świata zmieniały się z niebieskich w jasnożółte. Zima dopiero się zaczynała, więc lekki mróz i padający śnieg były pożądane. Pomimo krótkiego dnia stało się jaśniej. Początkowo padający śnieg tworzył na ulicach jakby dywan. Po kilku dniach zalegały już jego zaspy.

Piękne słońce zachęcało do wyjścia z domów, które trzeba było jednak odśnieżyć.

Niektóre dzieci obserwowały zimę przez okno. Wnuczka, pomagająca swojej babci w kuchni, w pewnym momencie jakby zapomniała o sporządzaniu domowego makaronu i wpatrywała się w okno. Babcia zbytnio nie protestowała. Po kilku minutach zadała małej Basi pytanie – „Co tam jest takiego interesującego?” A dziewczynka odpowiedziała, że z zainteresowaniem ogląda ślady na śniegu.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 9

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich jamnik razem ze swoją właścicielką – małą dziewczynką, która w jednej rączce trzymała smycz, a drugą schowała w dużej dłoni dziadka, ubranego w szary płaszcz.

Pies miał na sobie jasnoniebieski kubraczek, a dziewczynka była w różowym paltociku. Wyglądali prześlicznie – tworzyli dwie kolorowe plamy na tle szarego placu i szarobrunatnych ubrań przechodniów. Uśmiech sam wypływał na usta, a serce się grzało na widok różowej dziewczynki i jej niebieskiego jamnika.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 8

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ja.

Szłam zajęta swoimi sprawami i nawet nie pomyślałam, że ktoś może mi się przyglądać. Zdziwiłam się, gdy zadzwonił telefon i koleżanka powiedziała, że siedzi w kawiarni i zaprasza na kawę. Miło spędziłyśmy ten czas.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 7

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich byłam ja. Bardzo lubię obserwować przechodzących obok mnie ludzi. Zawsze cieszą mnie młodzi ludzie, czy to idący samotnie, czy też pary. Najczęściej emanują młodzieńczą energią i miło jest na nich patrzeć. Wzruszają mnie też osoby w bardzo zaawansowanym wieku, które mimo różnych dolegliwości, korzystając często z lasek, kul, a nawet balkoników, znajdują w sobie tyle chęci życia, żeby się przemóc i wyjść na ulicę. Chciałabym, żebym ja również potrafiła zawsze w ten sposób postępować, mimo różnych problemów zdrowotnych i nie najlepszego stanu psychicznego.

Autor: Alicja

Mała śnieżynka – 31

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

– Ładny obraz – odezwał się Merlin, który niepostrzeżenie wszedł do pracowni i przystanął za plecami Kokoryczki.

Z uznaniem przyjrzał się niedokończonemu obrazowi, stojącemu na sztalugach i dodał:

– Śnieżynki wyglądają, jakby się rzeczywiście poruszały. Jesteś pewna, że nie jesteś czarodziejką?

– Oczywiście, że nie! Już sprawdzaliście – ze śmiechem odpowiedziała Kokoryczka, wytarła ścierką zabrudzone przy malowaniu ręce i przywitała się z Merlinem, a ten zapytał:

– Jak to robisz, że obraz wygląda jak żywy?

– Nie wiem. Teraz, przy tym malunku tak się skupiłam, że zapomniałam o całym świecie. Nawet nie usłyszałam, że nadchodzisz i nie poczułam, że stanąłeś za mną…

– Tak… – mruknął Merlin i dalej mówił, jakby sam do siebie – uczucie… piękno… wzruszenie… To może być to, co sprawia, że obraz jest taki niecodzienny… Chciałoby się do niego wejść…

– Przyszedłeś, żeby podziwiać moje obrazy? – z miłym uśmiechem zapytała Kokoryczka.

– Nie, choć są piękne. Mam do ciebie prośbę, a właściwie mamy, bo Babcia Jaga i Głos też są zainteresowani, żebyś zajęła się bajkami.

Kokoryczka poparzyła uważnie na Merlina, a mówił dalej:

– Oczywiście, zależy nam, żebyś dalej prowadziła lekcje NLP dla wróżek i czarodziejów, bo są ważne i potrzebne… Kiedy na ostatnich zajęciach wytłumaczyłaś nam, jak ważne jest rozpoznawanie struktury naszych zachowań, pomyśleliśmy sobie, że mogłabyś nam pomóc w rozpoznawaniu struktury bajek i baśniowych lekcji. Bajki, baśnie, legendy są prastarą formą uczenia wróżek i czarodziejów. Możesz nam pomóc je zrozumieć i zobaczyć wielopiętrowość ich przekazu. Przy okazji nauczymy się świadomie tworzyć nowe baśnie. Jagódka i Jęczyduszka pomogą ci spisywać ludzkie bajki, żebyśmy mieli ich własne wersje. Przydadzą się, jeśli znowu znikniesz z naszej szkoły. Niedługo dołączy do nas Brzozowa Bajdulka, która sama tworzy baśnie.

– Skąd wiecie, że lubię bajki?

– Masz ich bardzo dużo w swojej bibliotece. Od nich zresztą zaczniemy, bo część z nich jest bardzo podobna do bajek z naszego świata.

– Kiedy mam zacząć?

– Jak będziesz gotowa.

– Dobrze – powiedziała Kokoryczka i uśmiechnęła się do Merlina myśląc, że czeka ją ciekawa przygoda. Ciekawa była też Brzozowej Bajdulki, bo bardzo się jej podobały jej opowiastki nazywane bajdulkami, które były przechowywane w szkolnej bibliotece.

Autor: Archiwista SC

Przez kawiarniane okno – 6

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zauważyłam panią, pchającą wózek inwalidzki z małą dziewczynką. Dziewczynka myśli – „wszyscy idą, ja jadę”. A mama – „jechać z tym wózkiem to nic, a potem trzeba ten bardzo ciężki wózek wytaszczyć na pierwsze piętro, córeczka sama wejdzie”. Dziewczynka jest pogodna, obserwuje przechodniów. Powoli przechodzą i znikają za zakrętem.

Autor: Zosia S.

Mała śnieżynka – 30

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Przyglądał się jej mały chłopczyk. Dziwiło go, że śnieżynek jest wiele, a każda jest inna. Zapatrzył się na tę jedną małą śnieżynkę i pragnął gorąco, żeby jego samego również ktoś zauważył i wyróżnił swoją uwagą. Nie chciał być anonimowym chłopczykiem, jednym z wielu milionów chłopczyków żyjących na Ziemi. Chciał, by znalazł się ktoś, dla kogo będzie jedyny, niepowtarzalny, doceniany i kochany.

Śnieżynka zauważyła chłopca i też mu się przyglądała. Było dla niej jasne to, czego chłopczyk jeszcze nie rozumiał – że on sam powinien docenić siebie i zauważyć swoją niepowtarzalność.

„Przyjacielu” – pomyślała – „życzę ci z całego mojego śnieżynkowego serca, żebyś siebie polubił i był dla siebie ważny. Wtedy będziesz umiał zauważyć, że ktoś cię wyróżnia i będziesz się cieszyć, że ktoś obdarza cię swoją uwagą – tak jak ja się cieszę, że na mnie patrzysz i jestem ci za to wdzięczna.” Myśląc to, śnieżynka z wdziękiem opadła na rękaw palta chłopczyka. Przyglądali się sobie uważnie chłopczyk i śnieżynka, śnieżynka i chłopczyk. Po czym śnieżynka rozpuściła się, zadowolona, że dobrze wykorzystała czas, który był jej dany.

Autor: Brzozowa Bajdulka