Przez kawiarniane okno – 5

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła dziewczynka, która szła sama, z zaciekawieniem zaglądając we wszystkie witryny sklepów i zajrzała też do okna kawiarnianego. Przystanęła. Zdziwiło ją, że widzi swoją mamę, która ponad rok wcześniej wyszła z domu i od tej pory dziewczynka jej nie widziała. Została tylko z bardzo kochającym ją tatą. Ale to nie to samo.

Wszędzie, gdzie tylko wychodziła, szukała mamy. Widywała wiele postaci do niej podobnych. Bardzo brakowało jej mamy.

Pani siedząca w kawiarni zauważyła przyglądającą się jej dziewczynkę, uśmiechnęła się do niej i pomyślała: „tak bym bardzo chciała mieć taką uśmiechniętą córeczkę”. Dokończyła picie herbaty, wyszła z kawiarni, ale dziewczynka zniknęła w tłumie.

Autor: Joanna

Przez kawiarniane okno – 4

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich prawdziwa Czarodziejka. Pozornie niczym się nie wyróżniała z tłumu – miała na sobie lekki płaszcz, torbę i parasolkę. Mijając przechodniów uśmiechała się do nich życzliwie. Bardzo często uśmiech ten był prawie niewidoczny, ale i tak każdy, kto złapał choć na chwilę z nią kontakt – czuł, że przepływa do niego fala życzliwości i ciepła. Kiedy ją poczuł, mógł przekazać ją potem dalej, o ile zachował choć odrobinę wrażliwości.

Autor: Ewa Majewska

Mała śnieżynka – 29

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Lekki wiatr i rój śnieżynek nie przeszkodziły jednak młodzieńcowi w przedłużeniu sezonu motocyklowego. Jego pragnieniem było, by sezon trwał cały rok. Jazda po śniegu nie była zbyt bezpieczna i ciepła jak latem, ale było coś cudownego w kontynuacji ulubionego zajęcia. Była też w tym wiara przełamania ciężkich warunków i realizacja dopełnienia celu w postaci przejechania motocyklem dookoła kilku osiedlowych ulic.

Było też odróżnienie od innych – oni na sankach, ja na motocyklu. Ponadto trzymam równowagę na dwóch kołach, gdy jest ślisko.

Przy okazji można zaobserwować wyprowadzanie psów i dzieci na spacer. Ulubiony śnieg – zabawa i radość powrotu do domu, po tym jak się zmarznie.

Gdy jest rozgrzeje, to po kolacji można obejrzeć zdjęcia z wakacji – czyli wycieczek rowerowych i kajakowych.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 3

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mała dziewczynka, która bawiła się z pręgowanym, szarym kotkiem. Jej oczy iskrzyły z przejęcia, a uśmiech nie schodził z ust. Choć zabawa z figlarnym, małym kocięciem trwała już dość długo, dziewczynka nieustannie jaśniała. Wielkie szczęście nie opuszczało jej nawet wtedy, kiedy przybiegł pies. Kocię cofało się, chroniąc w objęciach dziewczynki, co wywołało jeszcze większe szczęście. Pies przyjaźnie je obwąchał, zamerdał ogonem i pobiegł dalej.

Pomyślałem wtedy, że jeśli masz swoje szczęście w rękach, niestraszny ci wyimaginowany problem. Po prostu jak ta dziewczynka, jesteś szczęściem.

Autor: Marek Jasiński

Przez kawiarniane okno – 2

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały chłopczyk. Wyglądał tak, jakby kogoś szukał. Szedł podskakując, a jednocześnie się rozglądał. W pewnym momencie pojawił się uśmiech na pucołowatej buzi i wyraźnie przyśpieszył, kierując się w stronę drobnej, uśmiechniętej staruszki. Podbiegł, przytulił się i dalej szli już razem, trzymając się za ręce.

Autor: Andrzej B.

Przez kawiarniane okno – 1

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich mały piesek, który szukał swojego domu. Zgubił się, a może zgubiono jego. Teraz błąkał się, szukając znajomych zapachów i obrazów. Było dość zimno i bardzo dygotał…

Zauważyły go dzieci, który szły ze swoimi rodzicami. Pokazały im pieska i pytająco-prosząco patrzyły na mamę i tatę. Ci, oczywiście, natychmiast zrozumieli, o co chodzi ich pociechom. Spojrzeli po sobie, uśmiechnęli się i podeszli do pieska. Chcieli sprawdzić, czy ma jakieś dane identyfikacyjne na plakietce przyczepionej do obroży. Okazało się, że nie miał ani plakietki, ani nawet obroży, więc wzięli go ze sobą.

Piesek zyskał nowy dom, dzieci – przyjaciela, a ich rodzice zadowolenie, gdy widzieli, z jakim oddaniem ich dzieci opiekują się pieskiem. Często całą rodziną – wspólnie z psem, który też już do rodziny należał – chodzili na spacery – również na plac, na którym spotkali się po raz pierwszy.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 28

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Podobały mi się. Było ich dużo. Tańczyłam z nimi, a one spadały na moje ręce. I potem moje rękawiczki zrobiły się białe, bo śnieżynki na nich siadały. Chyba je polubiły. Ja też je lubię.

Autor: Duszka

Gromadka dzieci – 44

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o… sadzy.

Bajka musiała być wymyślana na poczekaniu, gdyż dzieci mogły non-stop, nawet przez trzy godziny, słuchać jej opowieści. Oczywiście dzieci już się zorientowały, że babcia urozmaicała znane im wątki po to, żeby się nie nudziły.

Babcia mieszkała na wsi, a dzieci przyjechały teraz z dużego miasta. Wiejska chata babci posiadała nie tylko kominek, ale też piece kaflowe i płytę na drewno, do pieczenia i gotowania. To był prawdziwy klimat domu. W pewnych odstępach czasu piece wymagają czyszczenia. Główną bohaterką tych prac jest sadza.

W opowieściach babci sadza została ożywiona, a bajka przedstawiała etapy: gromadzenia drewna, rozpalania w piecu i czyszczenia tego pożytecznego urządzenia.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 27

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Tą małą śnieżynką byłam ja. Lubię, gdy wokół mnie wznoszą się lub opadają inne śnieżynki. Wtedy jest wesoło.

Co by to było, gdybym była tylko ja – jedna śnieżynka, która choć opada wolniutko, to i tak spadnie na ziemię i zniknie. A gdy jest nas dużo, to ja opadnę na inne. Drugie i trzecie śnieżynki opadną na mnie i powstaje gruba, biała, śnieżna kołdra, którą tak lubią dzieci i jeszcze więksi ich rodzice.

Autor: Meidi

Mała śnieżynka – 26

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Dołączały do swoich sióstr, które wcześniej wyruszyły na Ziemię. Spadające śnieżynki zobaczyły ogrom pracy, wykonanej przez ich starsze siostry. Cała ziemia otulona była białym płaszczem śniegu. Drzewa przyozdabiała biała koronka, która osiadła na gałązkach, gałązeczkach i nielicznych listkach. Delikatna koronka traw i zarośli dopełniała wrażenia. Śnieżynki wciskały się w każdy zakamarek. Przyozdabiały również dachy, parapety, latarnie, ogrodzenia i poręcze ławek…

„Dobra robota” – pomyślały spadające śnieżynki i każda z nich wypatrywała, gdzie ma osiąść, które miejsce będzie najlepsze, aby zimowy pejzaż był jeszcze ładniejszy.

Autor: Ewa Damentka