Gromadka dzieci – 43

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o ludziach lasu. Były to osoby zżyte z lasem i na stałe w nim mieszkające. Mieszkanie tam miało dla nich raczej same plusy, a ewentualne trudności były już opanowane. Musieli co prawda być czujni, przewidujący i pracowici, ale to było do zaakceptowania.

Babcia tak prowadziła opowieść, by wartości opisane wyżej wydały się dzieciom bardzo ważne.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 25

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Lecz małej śnieżynce było smutno, bo te duże, podwiewane, ponownie wznosiły się i unoszone wiatrem, mogły wirować długo. To była cała frajda.

Autor: Staszek

Mała śnieżynka – 24

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Mała Marysia, siedząc w fotelu, przyglądała się im. Wyobrażała sobie koleżanki i kolegów, bawiących się w śniegu – jak lepią bałwana, przyprawiają mu nos z marchewki, szyję obwiązują szalikiem. Inne dzieci zjeżdżają na sankach z pobliskiej górki, rzucają śnieżkami. Jakiś chłopiec rzuca piłkę psu, który ją w podskokach aportuje.

Marysia sama ma nadzieję, że niedługo poczuje się lepiej, choroba minie i mamusia pozwoli jej brać udział w zabawie.

Autor: Monisia

Lekkie krople deszczu – 43

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dobrze mi znany miejski pejzaż…

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że życie trochę przypomina mi deszcz, a może raczej, że dni przemijają jeden po drugim, tak jak krople deszczu spadają kropelka po kropelce. Każdy jest taki sam, a jednocześnie bardzo się różnią. Jest ich bardzo dużo, ale nie trwają bez końca, bo życie kiedyś przeminie, a deszcz kiedyś się skończy. Może więc warto doceniać każdą kropelkę deszczu i każdy dzień, który został nam dany?

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 23

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Przyglądał się im mały kundelek. Pierwszy raz widział spadający śnieg. Próbował łapać śnieżynki, szczekał na nie, w końcu położył się na ganku, pod daszkiem, i szeroko otwartymi oczyma chłonął widok spadających śnieżynek i ich taniec w świetle latarni.

Gdy napadało już sporo śniegu, pobiegł, żeby się w nim wytarzać.

Potem wesołym szczekaniem powitał swoją panią, która wróciła z pracy. Piesek wiedział, że za chwilę dostanie ciepły posiłek, więc szczekał radośnie, a śnieżynki dalej spadały, wirując w powietrzu.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 22

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Wiele takich śnieżynek leżało już na ziemi, którą pokryły najpierw białą koronką. Stawała się ona coraz grubsza, bo padało już od wielu dni. Śnieżynki leżące wołały do tych wirujących: „Chodźcie do nas”.

W oknie zapaliło się światło, które rzucało na biały śnieg żółty, wesoły blask. Zenek – gospodarz domu – otworzył drzwi, spojrzał na skrzący się śnieg i powiedział: „O, w mordę, ileż można odśnieżać, a tu pada i pada”.

Autor: Kania

Lekkie krople deszczu – 42

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było deszczowy, miejski pejzaż.

Babcia podeszła do okna, trzymając w ramionach małe dziecko – swoją wnuczkę. Zaczęła opowiadać małej o mgle, o mieście, o całym świecie… I nie zważała na to, że maleńka jeszcze nie umiała mówić, tylko patrzyła tak, jakby cały świat chciała wchłonąć swoimi oczami.

Babcia kołysała małą i mówiła, mówiła, mówiła…

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 21

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Śnieżynki lubiły mróz, nawet duży mróz. Czuły się wtedy lepiej i wiedziały, że czas ich zabawy będzie dłuższy. Śnieżynki lubiły ze sobą rozmawiać. Posługiwały się błyskawicznym językiem. Umożliwiało to milionom śnieżynek szybką rozmowę z wieloma siostrami. Głównymi tematami rozmów były rozważania o czasie lotu i miejscu lądowania. Po opadnięciu na ziemię dyskutowano, która i gdzie zostanie przeniesiona na łopacie, a która w spokoju dotrwa do wiosny. Śnieżynki lubiły psikusy, nie wiadomo jakim sposobem dowiadywały się, jakie są prognozy meteorologiczne. W czasie zabawy starały się spadać w inne miejsca od wyznaczonych oraz w innym czasie i ilości.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 20

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Spokojnie padał śnieg, więc tańczących śnieżynek było coraz więcej i więcej. Dotykały się, muskały, cieszyły się wzajemną bliskością. Całe mrowie śnieżynek tańczyło lekko, swobodnie do przepięknej muzyki wiatru. Przenoszone przez wiatr, z miejsca na miejsce, radowały się z kontaktu z nowo poznanymi śnieżynkami. Radości i zabawie nie było końca.

Lecz niektóre śnieżynki, zmęczone tańcem, opadły na dół. Przytulając się jedna do drugiej, otuliły ziemię, drzewa, krzewy i byliny, ciesząc się, że będzie im ciepło i bezpiecznie przetrwają do wiosny, a z wiosną obudzą się, rozkwitną i będą cieszyć ludzi swym pięknem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 41

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było delikatne cienie drzew. Zza chmur wychodziło słońce i krople rozświetlały się jak małe światełka. Po pół godzinie było już całkiem ciepło. Sąsiadka z pobliskiego domu wywiesiła pranie. „Pewnie szybko wyschnie, dzień dobry” – powiedział sąsiad. Na to sąsiadka zauważyła, że zaraz już będzie wieczór.

Trzeba jeszcze zrobić kolację i posprzątać kuchnię. Nie da się tego nie robić, gdy są małe dzieci. Czasem się to robi z przyjemnością, a czasami odruchowo.

Wtem na podwórze wjechało auto dostawcze pizzy. Problem kolacji został rozwiązany. Cała rodzina usiadła przy stole. Ojciec dał pomysł, że po posiłku każdy sam zmywa swój talerz i sztućce.

Autor: Adam