Ciemność zgęstniała – 42

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i… głównie nadzieję.

Las rozświetlał się powoli i było sporo cienia, ale później aż kipiało w nim życie. Na pustyni światło zajaśniało szybko i od razu stało się gorące. Tam było go za dużo. Nocą z kolei było zimno. Pustynny ekosystem był raczej skromny.

Wybór przebywania jest w nas. Dobieramy wersje do siebie i do chwili, w której funkcjonujemy.

Autor: Adam

Mała ławeczka – 8

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadywała na niej para wróbelków, która znała to miejsce od dawna. Zawsze czekały na niej okruszki chleba i ziarenka, które zostawiał dla swoich ulubieńców mieszkaniec pobliskiego domu. Ziarenka i okruszki chleba dobrze były ukryte pod gałęziami płaczącej wierzby i nikt nieproszony nie wiedział o tym dziwnym karmniku.

Autor: Danusia

Przez kawiarniane okno – 31

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich… po założeniu czarodziejskich okularów, dotrzeć można było iskierkę – czerwono-żółtą – maleńką, błyskającą i znikającą. Przeskakiwała od ramienia do ramienia. Potem do dłoni i do czubka butów. Z czubków butów błyskawicznie odbijała się w pionie – wprost do kapeluszy i ramion, po czym, jak bumerang wracała na dłonie przechodniów. I opadała na chodnik. Czasem dostawała się to teczek i torebek, znikając na moment w ich wnętrzach. Ci mali przechodnie mogli ją nawet wyczuć, bo nieraz już odnajdywały się w ich tornistrach dawno zagubione ulubione drobiazgi.

Autor: Ewa Majewska

Mała ławeczka – 7

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często podchodził do niej mały żółw. Rozmawiał ze ślimakiem, który mieszkał w trawie, i z wróblami, które przysiadały na ławeczce. Razem wymieniali się sąsiedzkimi ploteczkami. A wierzba szumiała i na swój sposób też włączała się do rozmowy.

Ławeczka tylko przysłuchiwała się, ale promieniała ze szczęścia, bo była towarzyska i bardzo lubiła gości.

Autor: Jęczyduszka

Była sobie łąka – 54

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Obok domku przebiegała droga, którą chodzili ludzie i konno przejeżdżali turyści. Droga była gruntowa, więc samochody przejeżdżały tędy bardzo rzadko.

Domek był ciekawie położony. Z jednej strony leśna głusza, z drugiej bliskość kilku większych miast, a jeszcze wcześniej wiejskie sklepy po drodze.

W związku z tym, wartość tej nieruchomości była bardzo duża.

Autor: Adam

Mała ławeczka – 6

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często w tym miejscu przysiadał starszy pan, w wieku 72 lat. Tego dnia ów pan zobaczył na ławce siedzącego młodzieńca, który wpatrywał się w to, co przed nim. A były przed nim: trawy, żółte kwiatki, dróżki, a w oddali staw i pływające w nim kaczki. W tej sytuacji starszy pan patrzył na młodzieńca, którzy obserwował… kaczki. Dojrzały człowiek wiedział, że w takiej chwili się nie przeszkadza. Z radością usiadłby na swojej ulubionej ławce, ale uznał, że dzisiaj wybierze inne miejsce.

Nad stawem pojawiły się dwa łabędzie. Dróżkami czasami przejeżdżały rowery. Na trawie dzieci, pilnowane przez rodziców, uganiały się za psami, które były na spacerze. Panowała atmosfera równowagi.

Starszy pan pomyślał, jak dobrze, że jest tu normalnie, tak jak zwykle.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 30

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Braciszek i Siostrzyczka. Wypadli ze swojej bajki, bo któryś z nieuważnych czytelników zrzucił ze stołu książkę, w której mieszkali. Kiedy zauważyli, że wypadli ze swojej opowieści, starali się do niej wrócić, ale im się to nie udało. Sami nie potrafili tego zrobić, a czytelnicy i bibliotekarze nie mogli im pomóc, bo ich po prostu nie widzieli…

Braciszek i Siostrzyczka wyszli więc z czytelni dużej biblioteki na ulicę, a potem na plac, w nadziei, że inni ludzi ich zobaczą i pomogą im. Jednak wyglądało na to, że inni ludzie też ich nie widzieli. Na szczęście Braciszek zauważył, że przygląda się im starszy pan z siwą brodą, który kogoś mu przypominał. Pociągnął Siostrzyczkę za rękaw i pokazał jej siwego pana.

– To chyba Merlin, czarodziej – szepnęła Siostrzyczka.

Razem podeszli do starszego pana.

– Jesteś Merlinem? Pomożesz nam wrócić do naszej bajki?

– Tak, jestem. Niestety, wasz powrót jest teraz niemożliwy. Zabiorę was w inne miejsce. Będziecie mile widziani w Szkole Czarowania Babci Jagi.

– Gdzie jest ta szkoła? – spytała Siostrzyczka

– Boję się Baby Jagi – jednocześnie krzyknął Braciszek i przytulił się do Siostrzyczki, jakby szukał u niej ratunku.

– Szkoła mieści się pomiędzy światami i znajdują tam schronienie wróżki, czarodzieje i różne bajeczne postacie, które wypadły ze swoich bajek lub zostały z nich wypchnięte. I nie ma tam żadnej Baby Jagi – jest tylko dobra wróżka Babcia Jaga. Zaraz ją zobaczycie. O, już jest!

Merlin pokazał ręką na portal, który uformował się tuż przed nimi. Widać w nim było Babcię Jagę i za nią szkolny korytarz.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do dzieci, a na widok tego uśmiechu ich strach stopniał. Bez wahania weszły do szkoły. Tuż za nimi wszedł Merlin, który wcześniej z niepokojem przyjrzał się dziwnie zachmurzonemu niebu. Przekraczając portal westchnął z ulgą – „Najwyższy czas”.

Przejście zamknęło się natychmiast, gdy Merlin przekroczył jego próg. Dzieci więc nie widziały, że Zło zaatakowało portal tuż po tym, jak one przez niego przeszły. Wiedzieli o tym tylko Merlin, Babcia Jaga i Głos. Babcia Jaga przesłała obu drżącą myśl – „Udało się, na szczęście”. Sama zachwiała się, a Merlin przytulił ją i podtrzymał, by nie osunęła się na podłogę. Oboje patrzyli, jak Braciszkiem i Siostrzyczką zaopiekowały się Jagódka i Jęczyduszka.

– Zdążyliśmy w samą porę – Głos przesłał im telepatycznie wiadomość i dodał – Jaga, idź do swojej sypialni, odpocznij, ja skanuję, kto jeszcze może potrzebować naszej pomocy. Zawiadomię ciebie i Merlina, jak będzie potrzebni.

– Muszę sprawdzić… – zaczęła protestować Babcia Jaga.

– Wszystkim się zajmiemy – uspokoił ją Merlin – teraz odpocznij, jesteś nam bardzo potrzebna.

– Merlin ma rację, jak będziesz się upierać, to położymy cię w szpitalu, a wiesz, że lekarz nie wypuści ciebie stamtąd tak szybko, jakbyś chciała…

– Dobrze – szepnęła Babcia Jaga – przekonaliście mnie. Merlinie nie musisz mnie odprowadzać, sama dojdę. Przypilnuj Merlinka, miał dziwną minę, gdy zobaczył naszych nowych podopiecznych.

– Tak, zauważyłem – westchnął Merlin i ruszył w kierunku uczniów zebranych wokół Braciszka i Siostrzyczki.

Tymczasem Głos obserwował przez kamery plac widoczny z kawiarnianego okna. Zło, nie mogąc przejść przez portal, bardzo się rozeźliło i wywołało straszliwą burzę z piorunami. Rozzłościło się jeszcze bardziej, gdy okazało się, że ludzie go nie widzieli. Zamiast się bać – rozłożyli parasolki, żeby uchronić się przed deszczem i przyśpieszyli kroku, by znaleźć schronienie w domach, sklepach, kawiarniach lub chociaż w tramwajach i autobusach.

„Zdążyliśmy” – pomyślał Głos – „coś dziwnego dzieje się w tym świecie, trzeba tam posłać Ratowników, Obserwatorów, Słuchaczy i może jeszcze inne służby pomocnicze”. Jak pomyślał, tak zrobił. Nad placem przejaśniało i pojawiły się zwiewne świetliste sylwetki. Ludzie ich również nie widzieli, ale jakoś zrobiło się im lżej. Zwolnili kroku, głębiej oddychali i częściej uśmiechali się do siebie nawzajem.

„Dobra robota” – pomyślał Głos i zabrał się za obserwację innych kamer.

Autor: Archiwista SC

Mała ławeczka – 5

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często przychodziła tam para nastolatków. On mówił jej, kim będzie w przyszłości, ona szukała sposobu, jak w tych jego pomysłach znaleźć miejsce dla siebie, ale nie było łatwo, bo jak tu towarzyszyć pilotowi odrzutowca albo badaczowi Antarktydy.

Minęło kilka lat, od jakiegoś czasu widywali się na tej ławeczce dwa razy w roku na jej (w maju) i jego (w październiku) urodziny. Ona studiowała hotelarstwo, on kończył politechnikę…

Znowu minęło kilka lat. Każde z nich znalazło swoje szczęście, o którym chętnie opowiadało temu drugiemu. Pozostali przyjaciółmi na zawsze.

Autor: Borówka

Była sobie łąka – 53

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka… Dmuchawy dobrze pracowały, więc firanka powiewała bardzo malowniczo – wręcz tańczyła w powietrzu. Wewnątrz domu rekwizytorzy rozstawiali ostatnie przedmioty. Operator sprawdzał ustawienie kamer, jego pomocnik podłączał kable. Reżyser przeglądał scenariusz, a aktorzy byli właśnie charakteryzowani. Producent z kolei przeglął swoje notatki. Za chwilę rozpoczną się zdjęcia do kolejnego filmu.

Ciekawe, jakie filmy można nakręcić z tą łąką, domkiem i białą powiewającą firanką?

Autor: Ewa Damentka

Mała ławeczka – 4

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadał na niej starszy pan. Siadał, zamykał oczy i wspominał majowy wieczór przed laty. Tego wieczoru przysiadł się do młodej, pięknej kobiety, która siedziała smutna na tej ławeczce, wierzba była jeszcze mała. Pamięta jej niepewne spojrzenie, kiedy zapytał, czy może się dosiąść. Rozmawiali aż do nocy. Księżyc świecił wysoko, kiedy odprowadzał ją do domu. Potem została jego żoną. Zmarła kilka lat temu, ale gdy on siada na tej ławeczce, to wspomnienia stają się świeższe.

Autor: Andrzej B.