Przez kawiarniane okno – 29

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł pomysł na milion – milion złotych, milion dolarów, milion euro… A właściwie był to pomysł na pierwszy milion… widziałam, jaki był okrąglutki. Szedł razem z ludźmi. Do niektórych się przytulał, jakby chciał, żeby zabrali go ze sobą. Ludzie go ignorowali…

Szybko dopiłam kawę i wyszłam z kawiarni. Podeszłam do nieco zagubionego pomysłu i zapytałam, czy chce ze mną porozmawiać. Zgodził się z radością. Wyznał, że czuł się samotny pomiędzy ludźmi…

… Nagle poczułam się tak, jakby było to kiedyś, jakiś czas temu. Zobaczyłam, że teraz pomysł jest mniej samotny, bo wędruje przez życie razem ze mną i moimi przyjaciółmi. Dołączają do nas nowe pomysły, a nawet… nowe miliony… w różnych walutach…

Była to bardzo sympatyczna wizja. Oprzytomniałam w samą porę, by usłyszeć, że pomysł zapytał mnie, czy mógłby wędrować ze mną dłużej, bo bardzo chciałby mieć przyjazną duszę koło siebie. Oczywiście, zgodziłam się. Ciekawa jestem, czy wizja się spełni w całości… Na razie wędrujemy razem i jest nam bardzo dobrze ze sobą i z naszymi przyjaciółmi.

Autor: Kokoryczka

Mała ławeczka – 3

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadali na niej zakochani mali uciekinierzy z pobliskiej szkoły – w ramach wiosennych wagarów. Wierzba pokryta wówczas była świeżą zieloną mgiełką – pachniała ziemia, a obok przechadzał się, wydając co jakiś czas donośny odgłos, łazienkowy paw.

Ciekawe, czy wy też znacie podobną wierzbę lub tę, która rośnie w warszawskich Łazienkach?

Jak nie znacie – koniecznie poszukajcie – nawet jak nie jesteście zakochani, a wasz czas wagarów minął bezpowrotnie…

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 41

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i radość.

Świece, lampy naftowe, elektryczność. Te pierwsze są naturalne i znane od dawien dawna. Elektryczność jest dużym ułatwieniem życia. Obecnie do tych pierwotnych źródeł światła można już nigdy nie wracać, chyba że dla klimatu.

Na elektryczność jesteśmy skazani. Dzisiejszy świat bez niej już by sobie nie poradził.

Zapytaj siebie – jakie światło masz w sobie?

Autor: Adam

Mała ławeczka – 2

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często była świadkiem chwil pięknych i tych smutnych. W zasadzie każdego dnia… Nieraz obserwowała, jak te smutne zamieniają się w radosne, choć czasem było odwrotnie. Na szczęście tych dobrych momentów i zdarzeń było więcej…

Płacząca wierzba nieraz pomogła smutasom. Gładziła głowy i plecy siedzącym kłębkom nerwów, szemrała będącym w lęku. Była najdoskonalszym terapeutą.

Wraz z ławeczką, na której siadano, wierzba stanowiła rodzinę. Pełną, kochającą, tulącą…

Autor: Marek Jasiński

Mała ławeczka – 1

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadywał na niej starszy pan, który przychodził do parku z dużą papierową torbą, pełną okruszków.

Siadał na ławeczce, wyciągał kilka okruszków i czekał na wróble, które zjawiały się bardzo szybko. Wyjadały mu okruszki z dłoni. Kiedy wróbli było już bardzo dużo, rozsypywał okruszki na ziemi przed ławeczką. Po zjedzeniu tych okruszków wróble jeszcze długo towarzyszyły starszemu panu. Siadały na jego głowie, ramionach i kolanach, siadały też na ławeczce i na ziemi. Czasem któryś podfruwał, by po chwili znów przysiąść. Ćwierkały, ćwirkały, czyrczyrikały, a starszy pan przysłuchiwał się tak, jakby rozumiał, o czym ćwierkają jego zaprzyjaźnione wróble.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 28

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich moje zdrowie, szczęście i powodzenie. Szły we trójkę, trzymając się za ręce i rozglądały się uważnie dookoła. Radość biegała wokół nich. Co chwila podbiegała do różnych ludzi, zaglądała im w oczy i po chwili wracała do szczęścia, zdrowia i powodzenia…

Od razu ich rozpoznałam. Od dawna mi ich brakowało, ale nie pamiętałam, gdzie ich zgubiłam. Wyszłam z kawiarni. Gdy znalazłam się na placu, one też mnie zauważyły. Cała czwórka podbiegła do mnie. I szczęście, i zdrowie, i powodzenie, i radość… Przytuliły się do mnie i znów jesteśmy razem. Tym razem ich nie zgubię. Obiecałam to zarówno im, jak i sobie samej.

Autor: Jagódka

Na dnie szuflady – 52

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia… Ach, te wspomnienia… Często do nich ostatnio wracała, brakowało jej czegoś, czegoś istotnego. Tylko ona sama wiedziała, że to coś malutkie, a ciężkie jak tona, ciągnie jej serce w dół, w otchłań. Nie umiała wyrwać się z tego marazmu, dlatego bardzo rzadko starała się wracać do tych dni, gdy była zakochana. Tęskniła za nim. Jej serce już na zawsze będzie wiedziało, że należy słuchać jego rytmu i kierować się nim. Serce nie rozum, sprawi, że niebo będzie na ziemi.

Autor: Lejla

Przez kawiarniane okno – 27

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich przemieszczał się słup ogłoszeniowy. Dziwnie wyglądał, gdy podczas chodzenia pokazywał ciemne półbuty, czarne skarpetki i ciemne nogawki spodni. Potem – gdy przystawał – już nie wzbudzał sensacji. Po prostu, słup jak słup. Ludzie podchodzili do niego, by czytać ogłoszenia, jakie były na nim naklejone.

„Fajny pomysł na biznes” – pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać, na jaki pomysł sama mogłabym wpaść.

Tymczasem słup podszedł bardzo blisko kawiarnianego okna i znowu zamarł. Spojrzałam na niego i zobaczyłam ogłoszenie. Wielkimi literami napisano w nim: „Zrób to, o czym marzysz. Zrealizuj marzenia swojego serca”.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 26

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Walerian Małolepszy – włamywacz. „Zmęczyłem się po ostatnim skoku” – rozmyślał – „Nie te lata! Jak ten rottweiler wyskoczył zza muru, myślałem, że to koniec. Gdyby nie pętko kiełbasy zabrane na przekąskę, byłoby po mnie. A tak, to on zeżarł moją kolację i jeszcze zdążył mi rozszarpać nogawkę od spodni, kiedy przechodziłem przez mur. Ale co robić, ryzyko zawodowe! Dobrze, że nie umiał wezwać policji! No cóż, trzeba się rozejrzeć za jakąś inną robotą, może coś bezpieczniejszego… już nie te wypasione rezydencje nowobogackich, a powiedzmy jakiś sklepik, o choćby taki jak ten”. Tu z uwagą spojrzał na mały antykwariat usadowiony między dwiema kamienicami.

Autor: Anna-Elżbieta

Na dnie szuflady – 51

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Mimo nawet długiego wpatrywania się w nią – nic nie dało się już na niej zobaczyć. Kiepski film, wywoływacz albo fotograf… Można było snuć domysły. Sądząc po pozostałych przedmiotach, zdjęcie to mogło się łączyć z historią miłości spełnionej lub nieszczęśliwej… Albo z zupełnie inną – nieoczywistą i trudniejszą do wymyślenia…

Autor: Ewa Majewska