Przez kawiarniane okno – 25

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wysoki mężczyzna z długą brodą. Na ramionach miał długi płaszcz, a w ręku trzymał złożony parasol, niezwykle długi.

Tłum zmierzał w kierunku estrady, jakby z desek. Na podium stało trzech mężczyzn, jeden związany, drugi – ubrany na czarno i w peruce oraz atletyczny typ z kapturem na głowie i toporem.

Osobnik w peruce odczytał parę zdań z rozwiniętego rulonu. Następnie atletyczny typ pociągnął związanego mężczyznę w stronę pieńka i podniósł topór. Wtedy wysoki mężczyzna w tłumie wyciągnął parasol i wysunął z niego trzonek, który okazał się laską z błyszczącym końcem. Uderzył nią w bruk, na co związany mężczyzna na estradzie zniknął z głośnym trzaskiem, a zaraz po nim – właściciel laski.

Autor: Marek

Przez kawiarniane okno – 24

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Jacek i jego rodzice. Jacek lubił gwizdać w każdym miejscu, gdzie się znajdował. Rodzicom nie było łatwo z takim zachowaniem chłopca, ale znaleźli pewien środek zaradczy. Na Jacka działała obietnica zjedzenia na ciepło jego ulubionych parówek. Wtedy przestawał gwizdać.

Dziecko było już całkiem duże i wraz z nasyceniem się parówkami, zniknęło też gwizdanie. W swoim kolejnym etapie wędrówki po tym świecie Jacek zaczął bardzo chętnie czytać książki.

Autor: Adam

Delikatna mgiełka – 44

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły, między konarami wielkich starych drzew i wśród szuwarów – jak każdego roku ptaki zakładały gniazda i wysiadywały je oczekując potomstwa. Gdy tylko wykluły się z gniazd, ich śpiew i świergot wtórowały głosom skowronka, ożywiając okolicę. W tym ptasim hałasie na prastarym brzegu Wisły panowała harmonia i spontaniczna radość, które miały cechę niewyczerpywalności.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 23

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Baletnica. Tak nazywał się szef grupy rowerzystów. Grupa jeździła na wycieczki, robiła dużo kilometrów. Nieważne było dokąd jadą. Ważne, by przejechać jak najwięcej kilometrów. Baletnica szedł przodem, prowadząc swój wyczynowy rower, a za nim szła grupa piętnastu rowerzystów – też z rowerami.

Po zimnej podróży dobrze jest się ogrzać przy ciepłym ogniu. Ogień jest dobry, ale w bezpiecznej odległości. Patrząc na żywioł, oceń, w jakiej skali jest destrukcyjny, a na ile przydatny…

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 22

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewien roztargniony pisarz ze stertą papierów pod pachą. Właśnie uciekał przed deszczem, bo jak zwykle zapomniał parasola i w popłochu szukał suchego miejsca do schronienia. Jego wzrok zatrzymał się na oknie kawiarni. Wszedł do niej przez drzwi, otrzepał włosy i ubranie z deszczu – i z rozmachem usiadł przy stoliku, odetchnąwszy głęboko. Lekko zmoczone papiery, z zapiskami robionymi ołówkiem, rozłożył obok siebie. Zamówił mocną kawę i… zatonął w swoich rozmyślaniach.

Autor: Ewa Majewska

Wiosenny las – 41

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i gwizdał sobie cicho z zadowolenia. Właśnie szedł wypróbować swojego nowego drona i z lotu ptaka porobić zdjęcia do wiosennej galerii…

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 21

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mały, zgarbiony, czarniawy człowiek z wielkim plecakiem. Nogi miał cienkie, owłosione i wielkie, zakurzone buty, z których wystawały podarte skarpety. Szedł szybko, mijał wszystkich. Dokąd się śpieszył? Kim był? Ja go zobaczyłam, a on czy zauważył kogokolwiek wokół siebie…

Autor: Meidi

Przez kawiarniane okno – 20

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich kobieta w purpurowej sukni, która nie miała twarzy.

Malarz wziął najcieńszy, delikatny pędzelek i kilkoma dotknięciami przywołał na płótno rysy jedynej kobiety, którą przez wszystkie lata kochał naprawdę.

Odwrócił ramkę obrazu i napisał najbanalniejszy tytuł, jaki przyszedł mu do głowy: „Popołudnie na Placu Zamkowym”

Autor: Piotr

Mała śnieżynka – 37

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… A było ich tak dużo, że zabieliły cały świat. Nawet takie dalekie miejsca na ziemi, które nigdy nie gościły w swoich stronach białych śnieżynek.

Jednym przysporzyły dużo radości, innym kłopotów, jeszcze inni byli przerażeni, bo zupełnie nie wiedzieli, jak poruszać się w nowej rzeczywistości… Co mądrzejsi zasięgnęli rad, a następnie sprowadzili niezbędne sprzęty, buty, rękawiczki i udostępnili je sąsiadom. Ci odpłacali im z wdzięcznością, czym tylko mogli. Nie byli już więcej przerażeni ani smutni.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 19

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dostrzegłam jedną fajną babkę. Szła uśmiechnięta, w słomkowym kapeluszu na głowie, nucąc jakąś wesołą melodię. Jej krok był pewny, dziarski i zdecydowany. Szła, trzymając się za ręce z wysokim, uśmiechniętym mężczyzną, który powtarzał jej czule: „jesteś cudowna”. Cała sytuacja nie byłaby wcale jakaś osobliwa, gdyby nie fakt, że oboje mieli na plecach plecaki, z których wystawały cztery wesołe, dziecinne główki – po dwie z każdego plecaka. Od czasu do czasu zamieniali się plecakami, wywołując przy tym radość i pisk dzieci. W pewnym momencie doszli do plaży, którą widać było z kawiarnianego okna. „Trzeba nabrać sił przed dalszą podróżą” – stwierdzili oboje. Fajna babka przekazała swój plecak mężowi, a sama rozpoczęła taniec na plaży.

– Twoje cudowne ruchy uspokajają nie tylko Ciebie, ale i mnie. Mógłbym tak patrzeć bez końca – powiedział mąż.

– I my też – krzyknęły radośnie dzieci.

Autor: Hania