Księżyc wyszedł zza chmur – 1

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Nie był to bynajmniej duch zamku, lecz wiernie oddany swojej pracy kustosz muzeum. Wzrokiem gospodarza ogarnął jeszcze przygotowania do porannych warsztatów, na które to przybyć miały – jak co roku – grupy zaprzyjaźnionych miłośników spotkań z przeszłością.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 47

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i opamiętanie.

Mężczyzna oprzytomniał, potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć z niej resztki koszmarnego snu i rozejrzał się dookoła. Zdziwiło go to, co zobaczył. Świat był inny niż pamiętał. On sam też wyglądał inaczej. Był dużo starszy niż mu się wydawało.

Z niedowierzaniem patrzył na swoje odbicie w lustrze. Spojrzał w swoje zmęczone, udręczone oczy i zrozumiał, że to jego własne skłonności – zaciekłość, sztywność poglądów, niektóre nawyki oraz stopniowo narastające przygnębienie – stworzyły wieloletnie więzienie, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy.

Zaczął przyglądać się światłu. Nie wiedział, skąd przyszło, ale to mu nie przeszkadzało. Widział, jak światło potężniało i rosło, mimo że ciemność próbowała mu przeszkodzić. Światło zwyciężało i zdobywało coraz więcej przestrzeni. Przeganiało ciemność z jego myśli, jego serca i jego życia.

Mężczyzna obiecał sobie, że będzie to światło pielęgnował i zrobi co może, by odtąd światło zawsze było obecne w jego życiu. Sam siebie postawił na straży, by pilnować się przed wejściem w stare, szkodliwe nawyki. Również sam siebie zaczął motywować do wypracowywania nowych przekonań i nowych działań – a w konsekwencji nowych, zdrowych nawyków.

Dzięki światłu odzyskał siebie samego, odzyskał też nadzieję, poczucie sensu życia, możliwość zdrowego korzystania ze swojego umysłu oraz możliwość wpływania na własne życie. Powiedział sam sobie, że przecież życie ma tylko jedno, więc właśnie dlatego chce przeżyć je najlepiej, jak się da. Wziął się za siebie i zaczął żyć od nowa. Stwarzał warunki swojego nowego życia i jednocześnie na nowo budował siebie samego.

Tymczasem światło dalej rosło, dawało mu siłę, motywację do działania, radość życia i zaczęło napawać otuchą również ludzi w otoczeniu wyzwolonego przez siebie mężczyzny.

dla Andrzeja napisała Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 28

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał uwagę każdego wędrowcy. Jednym z nich był podróżnik, który uwielbiał czekoladę. Ów człowiek połączył piękny zapach, roznoszący się po lesie, ze smakiem swojej ulubionej czekolady. Zjadł całą tabliczkę, podziwiając piękno kwiatu.

Inny wędrowiec bardzo lubił czosnek, bo mu dobrze służył. Ale, w odróżnieniu od pierwszego pana, nie zjadł swojej przysmaku, gdy przystanął, by obejrzeć kwiat.

Kolejny obieżyświat jechał rowerem i co prawda zauważył kwiat, ale był tak pochłonięty jazdą, że nie zwolnił, tylko pojechał dalej. Przy okazji wiemy, że lubił mleko.

Autor: Adam

Morskie fale – 36

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżę ja. Jestem na wymarzonej wycieczce, ale tak samotna, aż boli.

Gdzie jesteście przyjaciele lub książę? Brak mi was. Na nic cudowne krajobrazy, bez ludzi przyjaznych mi. Nie musi być książę na białym koniu, ale pokrewna dusza, ktoś kto mnie rozumie, umie rozśmieszyć, ale też postawić do pionu.

Biała plażo, zamienię cię na Toruń lub Bieszczady – znajome mi miejsca.

Autor: Felek

Kwiat paproci rozkwitał – 27

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok swoimi srebrzystobiałymi barwami, przyciągał węch przecudownym zapachem, a jego płatki i okalające liście delikatnie i cichutko szemrały.

Duża Hania nie mogła nie dostrzec tego Kwiatu wśród gąszczu innych paproci. Przecież to jest ten Kwiatek, którego szukała mała Hania! Ktoś kiedyś kazał jej go wyrwać z serca i posadzić daleko w gęstym lesie. I jeszcze wmówił jej, że trudno go znaleźć i że właściwie znalezienie go jest niemożliwe, bo zakwita tylko raz w roku. Duża Hania od razu wiedziała, do kogo należy ten Kwiat. Delikatnie wzięła małą Hanię za rękę i przyprowadziła do Kwiatu Paproci. Równie delikatnie wyjęła go z ziemi i dała małej Hani. Mała Hania roześmiała się i przytuliła Kwiat do siebie, aż zamieszkał w jej serduszku i wszystko wokół pojaśniało. Oczy małej Haneczki świeciły szafirowym blaskiem. A wokół pachniało i słychać było przecudowną, niebiańską muzykę. I obie Hanie żyły długo i szczęśliwie.

Autor: Hania

Była sobie łąka – 60

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Kiedy robiło się zimno, firanka znikała. Na parapecie w domku pojawiał się piękny kwiat w doniczce. Gdy mróz malował wzory na szybie, kwiat jakby się kurczył. Czasem zdawało się, że obumrze. Pierwsze promyki słońca budziły go jednak na nowo do życia.

Kwiat czuł się nieswojo w doniczce. Któregoś dnia wiatr szarpnął firanką, doniczka spadła i stłukła się na drobne kawałki. Roślina leżała na rozsypanej ziemi, na dworze.

Ktoś z zewnątrz przechodził. Zdziwił się, kiedy to zobaczył. Kwiat bowiem był z rodzaju polnych i dziwnie wyglądał w tej sytuacji. Zabrał więc go i zasadził na zielonej łące nieopodal.

Kwiat odżył. Jego pyłek unosił się nad łąką, a pszczoły chętnie odwiedzały go. Był szczęśliwy. Miał przyjaciół, którzy otaczali go zewsząd.

Autor: Wędrowny Grajek

Kwiat paproci rozkwitał – 26

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał nadzieje i marzenia wielu ludzi. Wśród mrowia marzeń było jedno – malutkie marzenie malutkiej dziewczynki.

Mała była ciągle musztrowana i pouczana przez dorosłych. Musiała cieszyć się z każdego prezentu, jaki jej dawali – nawet jeśli się jej nie podobał. A z reguły dorośli dawali jej prezenty, które podobały się im samym – ona miała zupełnie inne upodobania! Jak wspomniałam, mała nie mogła pokazać, że nie lubi czegoś, co jej dawano. Jednak również nie mogła też pokazać, że lubi coś, czego jej zabraniano. A praktycznie zabraniano jej wszystkiego, co lubiła…

Dziewczynka nauczyła się więc kontrolować swoje zachowania i wiedziała, że ma udawać, że jest zadowolona i szczęśliwa. Poza tym, że nauczyła się okazywać zadowolenie z nietrafionych prezentów, tak samo nauczyła się udawać, że smakują jej potrawy, którymi ją karmiono, że podobają się jej ubranka, w które ją ubierano i że zawsze chce iść tam, gdzie zaprowadzają ją jej opiekunowie. Poza tym, pod wpływem opiekunów, nauczyła się odmawiać, gdy dalsza rodzina i obcy częstowali ją czekoladkami lub innymi przysmakami, które chciałaby zjeść.

Dziewczynka była malutka, ale gdzieś głęboko, w najgłębszym zakamarku siebie czuła, że opiekunowie choć raz mogliby zadać sobie trud i sprawdzić, co ona lubi robić. Czuła, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii ubraniowych i do swoich przysmaków. Że ma prawo zatrzymać się i podziwiać widok, który się jej podoba lub pójść na spacer, tam gdzie rzeczywiście chce…

Marzenie było malutkie i prawie się rozwiewało, bo dziewczynka traciła nadzieję, że się spełni. Kwiat paproci przyciągnął je do siebie – a ono urosło. Stało się silne, mocne i wróciło do dziewczynki.

Znalazło ją, mimo że minęło wiele lat i ona przemieniła się w dużą, dorosłą kobietę. Dzięki prezentowi od kwiatu paproci zachowała dziecięcą niewinność i radość. Teraz cieszy się każdą piękną chwilą. Cieszy się, gdy je coś, co jej smakuje, gdy idzie na spacer z ludźmi, z którymi chce spędzać czas i wspólnie z nimi wybiera trasę spaceru. I zawsze cieszy się w sklepie, bo teraz sama może wybierać sobie ubrania takie, jakie się jej podobają. Sądzi, że jest wielką szczęściarą.

I pomyśleć, że tak niewiele trzeba, żeby być naprawdę szczęśliwą osobą…

Autor: Kokoryczka

Morskie fale – 35

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży spotkałam przyjaciela. Nawet nie wiedziałam, że to przyjaciel.

Początkowo patrzyłam na niego nieufnie, bo nie wzbudził mojego zaufania swoimi słowami, zachowaniem i wyglądem. Nie podobało mi się też to, że cuchnął. Pierwsze spotkanie zostawiło niesympatyczne wrażenie. Natomiast późniejsze okazje – kiedy widziałam go między ludźmi lub spacerującego po plaży, spowodowały, że stopniowo zmieniałam zdanie.

Dużo, dużo później dowiedziałam się, że kilka dni przed naszym spotkaniem został zdradzony i porzucony. Odeszła od niego wymarzona kobieta jego życia. Przez kilka dni pił, stąd jego niechlujny wygląd, cuchnące ubrania, zmierzwione włosy i dziwny wzrok. Potem wziął się w garść i odzyskał swoje życie. Pomaga wielu ludziom i właśnie przy okazji wspólnych działań miałam okazję poznać go na nowo.

Teraz, gdy widzę niechlujnych, cuchnących ludzi, powstrzymuję się przed pochopną oceną. Nie znam ich historii, tak jak nie znałam historii mojego przyjaciela, gdy spotkałam go pierwszy raz.

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 25

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał dobre myśli osób zwiedzających las. Można by powiedzieć, że las przyciąga tylko dobre myśli, bo jest prawdziwy. Jest jednym wielkim organizmem. W lesie obowiązują pory roku. Coś się rodzi i coś kończy swój żywot.

Są zwierzęta i rośliny. Osobistości duże i małe. W lesie zawsze jest dobry wiatr, który zimą ogrzewa, a latem chłodzi.

Autor: Adam

Wiosenny las – 44

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i głęboko oddychał. Zatapiał się w wiosennej aurze. Był pełen harmonii, choć czasem czuł się samotny.

Tego dnia spotkał kobietę. Jego oddech przestał być miarowy. Serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Chciał dalej spokojnie oddychać, ale już nie potrafił. Wpadł w panikę i uciekł.

Kobieta, którą spotkał, zauważyła to i posmutniała.

Kolejne dni były dla nich udręką. On walczył z rozchwianym oddechem, ona ze smutkiem i tęsknotą.

Spotkali się po paru dniach na tej samej leśnej dróżce.

Tym razem kobieta dotknęła dłoni mężczyzny, zanim ten uciekł.

Jego oddech się uspokoił. Przestał czuć się samotny. Kobieta była szczęśliwa.

Autor: Wędrowny Grajek