Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.
Pewnego razu zawędrował pod nią jeż. Przyniósł ze sobą jabłko i zostawił je pod brzozą. Myślał, że się nim pożywi, ale zmienił zdanie, gdyż na łące znalazł bardzo dużo smacznych pędraków.
Jabłkiem, pozostawionym przez jeża, zainteresował się bezdomny chłopiec, który był sam na świecie, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy nieśmiało wyciągnął rączkę po jabłko.
Brzózka przyjaźnie szumiała i tańczyła na wietrze. Jeż jadł pędraki – spojrzał przelotnie na chłopczyka i wrócił do swego posiłku. Chłopczyk potrzymał chwilę jabłko w swoich rączkach i patrzył na nie z namysłem. Wreszcie zdecydował się – ugryzł kawałek. Nie był przygotowany na to, co zaczęło się wydarzać, gdy połknął pierwszy kęs jabłka.
Jego samotność zaczęła rozwiewać się, a razem z nią odszedł smutek i rozpacz. Chłopczyk przestał myśleć o ludziach, których utracił, choć może lepsze byłoby określenie, że przestał o nich myśleć tak jak dotąd. Zamiast rozpaczać, że ich utracił, zaczął przypominać sobie miłe chwile z nimi spędzane i poczuł wdzięczność, że ich spotkał i dane im było razem wędrować przez życie.
Wdzięczność rosła, była wszechogarniająca i przepełniała drobne ciałko chłopczyka. Razem z wdzięcznością przyszła miłość do świata, do ludzi i do siebie samego. Chwilę później chłopczyk zaczął odczuwać miłość, którą świat i inni ludzie mieli dla niego.
Przypomniały mu się twarze ludzi, którzy go lubili i cenili go. Poczuł ich życzliwość i troskę o niego. Zrozumiał, że nie jest sam i że ma dla kogo żyć. Bezwiednie odłożył jabłko na trawę i wrócił do domu.
Brzózka szumiała, a jeż znowu zainteresował się jabłkiem i przeniósł je w inne miejsce. Być może przyda się kolejnej istocie…
Autor: Ewa Damentka