Księżyc wyszedł zza chmur – 27

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Postać-zjawa, dawno zmarłej księżniczki o balsamicznym sercu, pełnym miłości. Miłości niespełnionej. Dla dobra kraju wyszła za mąż za królewicza, którego darzyła sympatią, ale nie miłością.

U schyłku życia postanowiła pomagać młodym, zakochanym, których miłość była trudna do spełnienia. Pragnęła, aby w grodzie leżącym wokół zamku panowało szczęście i kwitła miłość. Docierały do niej wieści z grodu przez posłańców. Na okazję połączenia zakochanych organizowała bale, podczas których miała możliwość rozwiązywania przeszkód.

Zanim odeszła w zaświaty, powiedziała swoim zaufanym, że zawsze będzie całym sercem z zakochanymi, aby ich miłość się spełniała. A na znak, że wszystko dobrze się ułoży, będzie pojawiała się o północy na zamkowych murach, w świetle księżyca wyraźnie widoczna dla zakochanych, których miłość się spełni i będzie trwać całe ich życie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mała śnieżynka – 38

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Było to bardzo dziwne, ponieważ wiosną śnieg nie pada.

Dziecko o tym wiedziało i było bardzo zdziwione widokiem owych śnieżynek. Stanęło przed dylematem – czy zapytać ojca, co się dzieje, czy nie zapytać?

Atmosfera była bardzo fajna, ponieważ ojciec z synem podróżowali statkiem wycieczkowym po Mazurach. Chłopiec odczekał właściwy moment i zapytał ojca, skąd wziął się na statku ten śnieg. Ojciec, powstrzymując śmiech, rzeczowo wytłumaczył, że jest wiosna i o tej porze roku kwitną drzewa. Poprosił syna, aby pochylił się i z drewnianej podłogi podniósł jedną z tych śnieżynek.

Dziecko wiedziało, że śnieg trzymany w dłoni, po pewnym czasie się roztapia. Chłopczyk trzymał teraz tę podniesioną przez siebie „śnieżynkę” w dłoni i poczuł, że nie jest zimna. Ojciec zapytał go, czy „śnieżynka” się roztapia, a jeżeli nie, to jaki ma kształt.

Dziecko przyjrzało się dokładnie i odpowiedziało, że to mikro kwiatek.

– Właśnie to jest kwiatek z drzewa, które kwitnie. Odczepił się od drzewa i latał w powietrzu, a na jego miejscu powstaną owoce – powiedział ojciec.

Jako, że podróż statkiem dobiegała końca, ojciec zagaił, że jutro zapozna syna ze zwyczajami pływających w jeziorze ryb.

Na to dziecko zapytało – czy jutro też popłyniemy statkiem?

Ojciec odparł – Synku, czy koniecznie trzeba płynąć statkiem, by rozmawiać o rybach?

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 26

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to studentka historii sztuki, która po całym dniu myszkowania w bibliotece zamkowej, wyszła ochłodzić się w tę czarowną noc. I pomarzyć… O czym? O miłości, żeby spotkała ją tak mocna i radosna, jak księżniczkę, która tu przed wieki mieszkała.

I pomyśleć… O czym? O tym, jak ubrać w słowa, jak oddać tę atmosferę i historię tego zamku, żeby praca licencjacka, którą pisze, była wiarygodna i ciekawa.

Nie zdawała sobie sprawy, że gdy spaceruje po murach zamkowych, może być brana za zjawę. Że ktoś może uwierzyć, że jednak istnieją.

Autor: Felek

Księżyc wyszedł zza chmur – 25

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Szczęk łańcuchów dał się słyszeć nie wiadomo skąd. Krzyknął – z wyniosłych murów – rycerz, wsparty na ogromnym kosturze:

– To znów twój odgłos, twoje łańcuchy! Ha, słyszę ciebie, nawet w lochu zamknięty towarzyszysz mi, spotkamy się. Ale dziś pełnia…

Zniknął po tych słowach potężny mężczyzna.

Zgrzyt, stuki dochodziły teraz z ociemniałej nagle ściany. W fosie bulgotało Coś-niecoś, nie wiadomo:

– Nie – bul bul – opu – bul bul! – ścisz tego zamku – ssss. Bul bul bul! Fosa moja, otacza cię jak ta noc! Ciesz się pełnią, ciesz. Przyjdzie róż! Przyjdzie!

Bulgotnęło jeszcze raz, zapadła na chwilę cisza. Przymglone teraz światło księżyca wydobywało tylko kontury budowli.

Autor: Motyl

Kiedyś dawno dawno temu – 48

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu rozmyślał o wspólnym życiu z żoną i pierworodnym synem. Marzył też o tym, że rodzina powiększy się i na świat przyjdą kolejne dzieci.

Los pokrzyżował te plany. Rodzina się rozdzieliła, a opieka nad synem przypadła mamie. Tata długo walczył o prawo do odwiedzin synka i do uczestniczenia w jego dorastaniu. Była żona i teściowa miały jednak inne plany.

Ojcu dziecka ciągle towarzyszy nadzieja, że to się zmieni, i że kiedyś swobodnie będzie kontaktował się z własnym synem. Może, kiedyś….

Autor: Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 50

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły siedziała kobieta, która przyszła posłuchać śpiewu skowronka. Kiedyś uczyła się śpiewać i grać na różnych instrumentach. Nawet skończyła szkołę muzyczną. Jednak śpiew skowronka zawsze ją wzruszał i sądziła, że sama swoim śpiewem nigdy nie dorówna temu drobnemu wirtuozowi.

Zasłuchana, zapomniała o codziennych sprawach i całą sobą przeżywała ptasie trele. Każda komóreczka jej ciała wibrowała w rytmie śpiewu skowronka. Kobieta po raz pierwszy w życiu zapytała samą siebie, co może zrobić, by śpiew skowronka towarzyszył jej zawsze i wszędzie, bo jest bardzo piękny, a ona sama czuje się lepszą osobą, jakby było w niej więcej dobra i miłości, gdy słyszy śpiew skowronka. Gdy zadała sobie to pytanie, uświadomiła sobie, że pragnie, by ta chwila trwała wiecznie, a jednocześnie czuje żal, że jest to niemożliwe. Wtedy poruszyło się jej serce – przyjrzało się uważnie jej myślom i intencjom – i niespodziewanie zaczęło śpiewać. Skowronek to usłyszał i sam zaczął śpiewać jeszcze piękniej niż zwykle.

Kobieta poczuła, jak pieśń jej serca przeplata się z pieśnią skowronka. Jak tworzą razem symfonię, piękną i harmonijną. I tak to trwa do dziś. Jej serce ciągle śpiewa swoją pieśń, a kobieta często przychodzi, by usiąść na prastarym brzegu Wisły i posłuchać melodii, jaką jej serce śpiewa wspólnie ze skowronkiem, który daje z siebie wszystko, by dorównać pięknu pieśni kobiecego serca.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 24

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Postać w środku nocy budziła zdumienie.

Gimnazjalista, zwiedzający z rodziną ów zamek, postanowił nie dać się nabrać. Wymyślił sobie, że gdy będzie jeździł w nocy po zamku swoim rowerem, z latarką zaczepioną na kasku, to też będzie wzbudzał zdziwienie.

Rodzina chłopaka nie protestowała, bo była już przyzwyczajona do niecodziennych pomysłów Antoniego.

Antoni zrealizował swój pomysł i zastanawiał się nawet, czy nie zbliżyć się do nocnej postaci, ale zdecydował, aby ten drugi nocny podróżnik spokojnie przemierzał swoją drogę w swoim sektorze.

Autor: Adam

Kwiat paproci rozkwitał – 39

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał do siebie swoim światłem ludzi, zwierzęta, ptaki.

Rósł w miejscu zwanym przez okolicznych mieszkańców „kręgiem dobrej energii”. Z pokolenia na pokolenie przekazywana była o nim legenda, że krąg emanuje nadprzyrodzoną, uzdrawiającą energią.

Wieść o nim rozchodziła się coraz dalej i dalej. Przyjeżdżali w owo miejsce ludzie z różnymi przypadłościami. Borykający się ze swoimi dolegliwościami czasami wiele miesięcy, a nawet lat.

Przyjeżdżali po wielokroć z wiarą, że odzyskają zdrowie. A gdy je odzyskali, przekazywali wieść innym, że krąg uzdrawia.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Księżyc wyszedł zza chmur – 23

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Duch, nie było wątpliwości.

Duch był tu, w tym zamku, na pewno. Widziało go wielu, wszyscy, którzy tu przybywali. Duch przechadzał się po krużgankach, po murach, zapalał światła w salach lub gasił nagle światło. A gdy był teraz na murach, co chwilę przystawał i patrzył się gdzieś długo w dal, czy zadzierał głowę do góry. Świetnie go było widać na tle nocy, ducha tego zamku, gdyż oświetlało go akurat lekkie intymne światło, idące z blasku księżyca i jakby z samych murów zamku. To był prawdziwy duch, nie było dwóch zdań i żadnej dyskusji. Duch.

Ludzie walili do zamku i koniecznie chcieli skorzystać na kontakcie z tym duchem. Notabene w zamku była świetna knajpka, w której można było zjeść bardzo dobre potrawy w przystępnej cenie, nie śpiesząc się z konsumpcją i cieszyć się czystym powietrzem. Można było też wynająć pokój w zamku, gdyż zamek udostępniał pomieszczenia gościom, a do tego wynajmowano tu rowery i rozdawano mapki z zaznaczonymi miejscowymi atrakcjami i trasami spacerów. A wieczorem można było porozmawiać ze współobecnymi na jakieś błahe, czyli najważniejsze tematy, pijąc lampkę wina i nigdzie się nie śpiesząc. Zyskiwały na tym głównie dzieci, wieczorem mogły się wyspać, by w dzień spędzać czynnie czas z rodzicami. Czasem w nocy robiono festyny, czy organizowano ucztę u księżniczki i wszyscy byli wtedy dziwnie ubrani, często w przez siebie przygotowane stroje i duch też był wtedy obecny. Duch był wszędzie. Pobliskie gospodarstwa oferowały swoje usługi i też tam pojawiał się duch, ten duch.

Wynajmowano dorożki, oferowano hipoterapię z koniem od wozu, naukę jazdy konnej, świeże mleko, wędzone ryby i sery. Wszystko doskonałe na piknik. Organizowano ogniska z napadem zbójników mieszkających pod zamkiem, a ostatnio duch zamku urósł na obrzeżach zamczyska i zorganizowano tu konkurencyjne noclegi na polu namiotowym dla biedniejszych klientów i powstała w pobliżu wiejska karczma; to wszystko przyciągało ludzi. Znaczy, ten duch przyciągał ludzi.

Duch ożywiał ten zamek, remontował go, organizował życie w zamku i ten duch tu mieszkał. Niewątpliwie był tu obecny. I każdy, kto tu przybywał, chciał coś uszczknąć temu duchowi, dla siebie, a czym więcej brał dla siebie, tym duch zyskiwał i stawał się większy, i więcej mówiono o obecności ducha i to w różny sposób. Mówiono w opowieściach po zakończonym wypoczynku, mówiono o tym w tonie głosu, który był szczęśliwy i w błyskach w oczach, czy w zwykłym spokoju, spokoju symbolizującym szczęście. Przybywało więcej turystów i powracali ci, którzy tu już byli, z niepokojem czy duch jeszcze jest, czy ceny są nadal tak przystępne i zaczęto pisać o okolicy artykuły w gazetach. Nic innego, ale była to tylko, wiadomo, zasługa ducha zamku.

A teraz przechadzał się po murach zamkowych z kieliszkiem w ręku i zadzierając głowę ku górze, patrzył na miliony gwiazd. Czuł spokój, chłodne i czyste powietrze i czekał na Hermenegildę, znaczy na drugiego ducha, który na niego działał swoim duchem.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Delikatna mgiełka – 49

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły stała drewniana łódź. Siedziało przy niej parę osób. Podziwiali popisy małego śpiewaka… Takich chwil było niewiele. Kiedy dzień zaczynał tętnić swoim niewzruszonym życiem, ptak uciekał w nieznane.

Był tam ktoś, kto zastanawiał się, dokąd odlatuje. Czekał co dzień na skowronka i napawał się jego muzyką. Te chwile pomagały mu zapomnieć o trudach dnia. Czasami myślał też, że nie ważne skąd ptak pochodzi. Chwile są zbyt cenne, żeby ryzykować podróż. Jednak któregoś dnia wziął łódź i popłynął za odlatującym skowronkiem. Dotarli do pięknej krainy, gdzie śpiew towarzyszył im cały czas, a serca biły mocniej.

Autor: Wędrowny Grajek