Kobieta leniwie przeciągnęła się – 41

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że ten głos dostojny i potężny należy do niezwykłego młodzieńca, o szlachetnych rysach twarzy i sprężystej, muskularnej postawie.

Król dalej mówił: „Bal ten, ustanowiliśmy dla uczczenia wspaniałego roku, wspaniałych zbiorów i niezwykłych osiągnięć, jakich wspólnymi siłami dokonaliśmy. To niezwykły rok dla wszystkich. Cieszę się z waszego szczęścia”. Tu spojrzał w oczy kobiety czule.

Kobieta drgnęła, jak gdyby obudziła się ze snu… spojrzała na budzik… Tak – naprawdę dobry rok…

Autor: Marek Jasiński

Na ekranie – 26

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Quo vadis”.

Rzymianin, który właśnie chciał rzucić smartfonem o ziemię, powstrzymał się. Zaczął oglądać telefon z różnych stron, zastanawiając się, co to takiego? Czemu świeci, miga i wyświetla ten napis…

…A swoją drogą, ciekawa jestem, w jaki sposób smartfon z XXI wieku znalazł się w Cesarstwie Rzymskim, za panowania Juliusza Cezara?

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 42

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dwie dziewczyny, które rozmawiały o kawie. Była odpowiednia pora na popołudniowe spotkanie. Dziewczyny ustaliły, do której kawiarni wejść, by otrzymać najlepszą kawę w mieście. Miały w tym doświadczenie, ale ich gusta były różne. Ni stąd ni zowąd, o wyborze kawiarni zaważył porządek i czystość tej, koło której właśnie przechodziły.

Autor: Adam

Na ekranie – 25

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis:

„Koniec świata przesunięty. Zaczęła się nowa era – kolejna nowa era. ŻYJESZ W NOWYM ŚWIECIE – TERAZ TY GO KSZTAŁTUJESZ – Powodzenia.”

Człowiek rozejrzał się dookoła – rzeczywiście, nie było widać jego starego życia. Gdy mgła zaczęła powoli opadać, odsłonił się wyniszczony krajobraz. „Trzeba się wziąć do roboty” – pomyślał – „Najpierw muszę zadbać o coś do jedzenia i o dach nad głową”.

Zakasał rękawy i rzeczywiście wziął się do roboty. Tak dobrze zaplanował i realizował swoje nowe życie, że coraz więcej pań myślało o tym, żeby go poślubić.

On jednak przyglądał się im uważnie i wiedział, że tym razem bardzo starannie wybierze nową partnerkę życia.

Autor: Młody Adept

Gromadka dzieci – 56

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dworku. Pięknym, białym dworku uplasowanym nad jeziorem.

Mówiła, że przyszła tam kiedyś i wszystkim, którzy tam przyszli w gości – a było ich więcej niż dzieci na podwórku, więcej niż dzieci w całym osiedlu – wszystkim, było tam dobrze. Ten, kto umiał grać w piłkę koszykową – zaczynał również pięknie śpiewać (tutaj kilkoro dzieci zaśmiało się). Niejadkom nagle wszystko smakowało. Szpinak (rozumiecie, dorośli mają swoje wymagania) nagle smakował, tak jak lody. A lody, podane w srebrnych pucharkach, odrastały podczas jedzenia. Kiedy dziecko już nie chciało więcej – pucharek robił się pusty i całkiem czysty.

– A czy można tam było przyjść z pieskiem? – zapytała dziewczynka z kokardkami.

– Tak – uśmiechnęła się babcia i wyjaśniła z powagą:

– Tam był wspaniały tor przeszkód dla psów, wokół podwórka.

– A czy trzeba było zaraz już iść do domu? – zapytał Marek.

– Nie, Marku, tam każdy miał na noc swój pokoik z lampką.

– I misiem! – zawołała Zosia.

– Tak, Zosiu, z mruczącym misiem.

Dzieci zaczęły być senne…

Autor: Motyl

Na ekranie – 24

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „GŁÓWNE WEJŚCIE OTWARTE”.

Ludzie, którzy tłoczyli się przy zamkniętych, bocznych wejściach do ZOO, przemieścili się teraz do wejścia głównego. Gdyby spojrzeć na nich z lotu ptaka, widać by było, że tworzą olbrzymi tłum, który szczelnie wypełnia plac przed głównym wejściem i wszystkie parkowe alejki. Wiele osób stało również na trawnikach.

Mała dziewczynka zapytała mamę:

– Czy dostaniemy się dzisiaj do ZOO?

– Mamy szansę – odpowiedziała mama i dodała – musimy zdążyć, bo te egzotyczne zwierzęta z innych planet, będą tu tylko dzisiaj. Jutro rano odlatują do innego miasta.

Dziewczynka z mamą i tłumem ludzi dotarła do wybiegu ze zwierzętami. Zdziwiło ją, że patrzyły rozumnie i niektóre miały w rękach coś, co przypominało jej kamery lub aparaty fotograficzne. W powietrzu, obok zwierząt, latało więcej takich niby-kamer. Dziwne wydało się jej również to, że zwierzęta miały na sobie coś, co przypominało ubrania.

Organizator wystawy rozwiał jej wątpliwości, bo wytłumaczył zebranym, że te zwierzęta przypominają ziemskie małpy i lubią naśladować ludzi, ich wygląd i zachowania. Stąd te niby-kamery, A ubrania są potrzebne ze względów estetycznych, bo widok nieubranych zwierząt jest tak odrażający, że nie można na niego narażać kobiet i dzieci.

Dziewczynka starała się zwrócić na siebie uwagę jednego ze zwierzaków. A gdy to się jej udało – próbowała zaprzyjaźnić się z nim. Pomyślała, że gdyby miała go w domu, to pewnie byłby dobrym przyjacielem – podobnie jak jej kundelek Asik.

Kiedy razem z mamą wróciła do domu, zaczęła bawić się z Asikiem i opowiadała mu o ZOO.

Tymczasem „zwierzęta” wyszły z klatki i poszły w stronę swojego statku kosmicznego.

– Świetna wycieczka – powiedział ten, z którym dziewczynka próbowała się zaprzyjaźnić.

– I tyle dzikich zwierząt… – odezwał się drugi.

– I ciekawych świata. Tłoczyły się i patrzyły tak, jakby naprawdę były nami zainteresowane – dodał trzeci.

– Niektóre wyglądały rozumnie – powiedział pierwszy, przypominając sobie dziewczynkę.

Zamyślił się i dodał – Z tą małą, to chyba mógłbym się zaprzyjaźnić.

Wszyscy wsiedli na statek, zjedli kolację i poszli spać.

Jutro rano polecą do kolejnego ZOO.

dla Adama napisała Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 41

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła wiosenna miłość. Ptaki świergotały, słońce świeciło, szare zwykle miasto teraz było rozjaśnione słońcem, zielenią młodych listków i świeżością trawy. Nawet ludzie wydawali się weselsi, lżejsi i bardziej kolorowi, gdy zdjęli już bure płaszcze i kurtki. Wiosenna miłość rozsiewała swoją radość i lekkość. „Ciekawe, ile osób zakocha się teraz? Ile osób odkryje nową miłość, a ile odkryje na nowo swojego partnera lub partnerkę i zakocha się na nowo w kimś, kogo dawno poślubiło?” – tak sobie myślała wiosenna miłość, gdy przechodziła późnym popołudniem przez plac.

Autor: Ewa Damentka

Na ekranie – 23

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Promocja na dziale budowlanym”.

Część osób, będących w markecie, od razu pośpieszyła w kierunku tego działu, inni dalej robili swoje.

Dwudziestoprocentowa obniżka produktów przyciągnęła wiele osób. Obsługujący dział mieli wiele pracy.

Ktoś zadzwonił do znajomych z informacją, że dzisiaj można kupić materiały budowlane w dobrej cenie.

Ktoś inny zrobił to samo, lecz powiedział, by dzisiaj w markecie się nie pojawiać, bo jest straszny tłok.

Mamy możliwość wyboru. To dobrze. Korzystajmy z tego.

Autor: Adam

Mała ławeczka – 40

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadał na niej pewien mężczyzna z oszronionym siwizną włosem. Przylatywały do niego ptaki. Mnóstwo ptaków. Znały go bardzo dobrze. Siadały na jego rękach i ramionach, a on je karmił.

Kiedyś, gdy był młodzieńcem, otrzymał od swego ojca wiatrówkę Był chłopcem wychowywanym przez ojca bardzo srogo. Miał w sercu ogrom goryczy i żalu. Brał więc wiatrówkę, wychodził na dwór i strzelał do ptaków.

Po wielu, wielu latach przyszło poczucie winy i wraz z nim przemyślenia. Mężczyzna powziął postanowienie, że do końca życia będzie pomagał ptakom. Dlatego codziennie przychodził do parku, siadał na małej ławeczce pod płaczącą wierzbą i karmił ptaki. A zwisające gałęzie wierzby zapewniały atmosferę intymności.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Na ekranie – 22

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „Kondomie, przepuść mnie. Mam prawo żyć i zostać ojcem. Plemnik”.

Autor: Merlinek