W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, latała ćma. Próbowała dostać się do żarówki, ale klosz bronił dostępu. Ćma próbowała z różnych stron, jednak nieskutecznie.
– Na szczęście nieskutecznie – powiedziała mama do swojego dziecka, które nie mogło zasnąć, więc ona siedziała przy nim i opowiadała mu bajki.
– Wiesz, kochanie – mówiła dalej mama – miewamy w życiu różne pragnienia, które chcemy zrealizować. Niektóre z nich są dla nas dobre, inne nie. Czasami ludzie – jak ta ćma – ciągną do fałszywego słońca. Myślą, że przyciąga ich coś dobrego, życiodajnego, a spalają się w jego płomieniu, gdy znajdą się zbyt blisko. Więc nie martw się, że nie udaje ci się osiągnąć jakiegoś marzenia. Może to jest najlepsze, co może ci się przytrafić. Zatrzymaj się wtedy na chwilę i wsłuchaj w głos twojego serca. Musisz się wyciszyć, bo ten głos jest bardzo cichutki. Kiedy wyciszysz się tak bardzo, że usłyszysz głos własnego serca – wtedy zapytaj. Co masz robić? Posłuchaj odpowiedzi, bo jej sens będzie jasny – kontynuować to, co robisz, czy odpuścić. Twoje serce zawsze odróżni prawdziwe słońce od fałszywego.
Dziecko zasnęło, a ćma przestała trzepotać skrzydełkami, tylko wróciła na firankę. „Ciekawe, czy zrozumiała moją bajkę?” – pomyślała mama. Uśmiechnęła się do dziecka, potem do ćmy, następnie zgasiła światło i wyszła z pokoju. Była bardzo senna. Wiedziała jednak, że jej matczyne serce zawsze obudzi ją, jeśli dziecko będzie jej potrzebowało.
dla Adasia napisała Brzozowa Bajdulka