Ciemność zgęstniała – 52

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wielki ryk. Ryk zawiedzionej nadziei. Ryk rozpaczy…

Ludzie, uwięzieni w jaskini, skulili się i obserwowali, co będzie dalej. Skuli się ze strachu, chociaż powód ich strachu właśnie znikał. Skulili się, bo przyzwyczaili się bać. Potwór uwięził ich dawno temu. Początkowo łudzili się, że się wyzwolą, potem, że Potwór ich uwolni. Na końcu mieli nadzieję, że przynajmniej uda się im zrobić coś sensownego – zająć czymś serca i umysły. Wszystko na próżno. Gdy Potwór zorientował się, że chcą być przydatni – zabronił im pracować i zajmować się czymkolwiek. Ciągle ich obserwował i mieli wrażenie, że cieszyła go ich bezsilność. A może bardziej cieszyło go, że miał nad nimi władzę i mógł z nimi robić, co chciał, zabierając im wolność osobistą, wolność wyboru… Narzucając swój sposób myślenia i karząc każdego, komu nie udało się ukryć, że myśli inaczej…

Z nadzieją i niedowierzaniem patrzyli, jak Potwór ryczy i miota się. Wydawał się niezwyciężony, a teraz, na ich oczach, pokonało go światło – mała iskierka nadziei, która dostała się do ciemnych lochów i wlała się w serca więźniów, tworząc kolejne iskierki nadziei. Były one malutkie, ale jednocześnie tak silne, że mury więzienia zaczęły się kruszyć.

Ryczał wściekły i zawiedziony, bo światło zwyciężało. Rozjaśniało już wszystkie zakamarki dawnego więzienia. Co gorsza, ukazało również jego prawdziwą postać. Jego potężną sylwetkę, jego brzydotę, zmierzwione włosy i przerażone spojrzenie. Więźniowie widzieli go i jednocześnie widzieli siebie nawzajem. Nie mogli nie zauważyć własnej siły, determinacji i własnej godności, którą Potwór deptał, ale nie udało mu się jej zniszczyć.

Jeden z więźniów poszedł do Potwora, pogłaskał go po ramieniu i powiedział: „Chciałem się pożegnać. Odchodzę”. Potwór ryknął jeszcze głośniej. Więzień odczekał chwilę i spokojnie dodał: „Przykro mi, już nie wierzę w ciebie i twoje więzienie. Wracam do domu”. I wyszedł z jaskini. Po prostu wyszedł.

Pozostali więźniowie odczekali chwilę, bojąc się Potwora. Jednak, zobaczyli, że ten tylko ryczał i miotał się. Nie stało się najgorsze. Śmiałek nie został ukarany, ani zatrzymany – spokojnie szedł do domu. Widzieli jego oddalającą się sylwetkę i stopniowo sami nabierali odwagi.

Poszli jego śladem. Wychodzili z więziennej jaskini stopniowo. Niektórzy oglądali się za siebie przerażeni, że Potwór ich złapie i ponownie uwięzi. Tak się nie stało. Rozzłoszczony, bezsilny, ryczący Potwór został sam w rozpadającym się więzieniu, skąpany światłem, które rosło z każdą sekundą.

Autor: Jenczy

Kustosz z zainteresowaniem – 21

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku umieszczono grzechotkę, wykonaną z wydrążonej tykwy. Do grzechotki dołączono list. Nadawca informował, że jest szamanem w pewnej wiosce i ostatnio przyśniły mu się duchy przodków, które kazały mu wysłać tę grzechotkę do jakiegoś muzeum, bo będzie komuś potrzebna.

Znakiem rozpoznawczym będzie to, czy osoba, która otworzy paczkę, spodziewa się własnego dziecka lub czy dziecka spodziewa się ktoś z jej rodziny.

Szaman prosi więc, żeby adresat, który nie spełnia tego warunku, posłał paczkę dalej – do kolejnego muzeum. Grzechotka zapewni dobry poród oraz przyniesie zdrowie i szczęście nowo narodzonemu dziecku.

Do tego listu dołączone były króciutkie liściki od kolegów muzealników, którzy przesyłali dalej tę niezwykłą paczkę.

Kustosz ze zdziwieniem i wzruszeniem ponownie przeczytał list szamana. Zaledwie wczoraj wieczorem dowiedział się, że zostanie ojcem, a już dziś przyszedł prezent dla jego jeszcze nienarodzonego dziecka…

Autor: Ewa Damentka

Przy pięknej starej toaletce – 48

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że uśmiecha się do siebie. „Po co to robię? Przecież i tak lubię siebie i akceptuję swoje działania. Nie ma jednak nic złego w uśmiechaniu się do siebie.”

Dziewczyna obudziła się. Pomyślała, że może będzie uśmiechnięta także do innych.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 20

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajdują się różnokolorowe kamienie.„Pięknie, właśnie na to czekałem”.

Już przy kolacji mężczyzna, wraz z rodziną, zaczął oglądać owe kamienie. Dzieci patrzyły na nie w sposób prosty, trochę zdziwione, że jakieś kolorowe kamienie leżą obok talerzy. I obserwowały dalej.

Rodzice wspomnieli, że po kolacji sięgną do atlasów kamieni i będą owe rozpoznawać, a dzieci mogą w tym uczestniczyć. Matka pomyślała nawet, że może ich hobby stanie się zaraźliwe i ich dzieci będą miały własne pasje.

Ojciec natomiast w swej mądrości rzekł, że dzisiejszego wieczoru zaistniały dwie piękne rzeczy. Mianowicie wspólna kolacja oraz to, że wieczorem poświęcą czas temu, co jest dla nich bardzo interesujące.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 51

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i radość.

Kobieta wyszła ze swojej jaskini. Uznała, że nie chce się dłużej ukrywać i będzie odpowiedzialna za siebie. Wzięła stery swojego życia. Wyznaczyła kierunek myślenia i działania – wspierać i wzmacniać światło, a reszta sama się ułoży w jasny, świetlisty sposób, z pożytkiem dla niej i dla jej rodziny.

Autor: Zyta

Kustosz z zainteresowaniem – 19

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku unosi się chmura różnokolorowego pyłu i połyskuje we wpadających przez muzealne okno promieniach słonecznych. Zaskoczony wpatrywał się bez ruchu, ale z niejaką trwogą, w ten bezkształtny obiekt, przeczący prawom fizyki i zauważył, że chmura zmienia kolory, jak bańka mydlana.

Kiedy ochłonął, zorientował się też, że chmura zrobiła się jasna i emanowała fantazyjnym światłem, znacznie bardziej intensywnym, niż na początku. Gdy uspokoił się już na tyle, żeby przyciągnąć fotel i usiąść naprzeciwko tego nieoczekiwanego fenomenu, przyjrzał się mu lepiej i dostrzegł kolejne zmiany – krawędzie wygładziły się i wtopiły w muzealne powietrze pełne pyłu do tego stopnia, że sprawiały wrażenie, jakby chmura zawsze tam była, jak kurz, który zobaczyć kustosz mógł dopiero, kiedy zapalił w nim światło.

Im bardziej uspokajał się oddech kustosza i im większy był jego spokój, tym jaśniej połyskiwał złoty pył, aż oczom kustosza zaczęły ukazywać się ulepione z tej lewitującej materii kadry z życia, zanim zajął się pracą w muzeum i pomysły, których przez to nie miał czasu zrealizować, troszcząc się o stare eksponaty.

Wpatrując się w świetlisty pył, kustosz poczuł dawną energię, siłę i optymizm, jakich nie zaznał w ciągu dekad pracy, w tej zakurzonej graciarni. Poczuł wolę zmiany i kiedy właśnie zdał sobie z tego sprawę, chmura uniosła się, przesunęła się nad jego głowę i powoli opadła, spowijając go w światło.

Kustosz podjął decyzję.

Autor: Justyna Czekała

Czerwcowa noc – 49

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę, by uczestniczyć w wydarzeniu.

– To dobra odskocznia od codziennego pośpiechu, w jakim się często znajdujemy – zauważył młody człowiek.

Woda w rzece była ciepła i niektóre dzieci moczyły w niej nogi.

Mała dziewczynka, która przyszła tutaj z rodzicami, po raz pierwszy w życiu robiła zdjęcia ludziom puszczającym wianki.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 18

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest ryza papieru. Jest 500 czystych kartek bardzo dobrego papieru. Kustosz zdziwił się, ale pomyślał, że lepiej mieć ryzę papieru, niż jej nie mieć. Zadzwonił do ojca nadawcy i zapytał, co mały Grzesio chciał uzyskać.

– Tato, nie wiem, jestem zapracowany, ale syn mówił mi, że myśli o prezencie na Dzień Dziadka.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 50

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przywracając barwy.

Po tych wszystkich okropnościach trudno było uwierzyć w to, że zostanie tu na zawsze. Cienie przeszłości przykrywały je to z jednej, to z drugiej strony. Nawet wtedy, kiedy świeciło już swym pełnym blaskiem, pamięć o tamtym bólu i bezsilności wygrywała. Było to tak niedorzeczne, widzieć skulone postaci w jasnym i kolorowym świetle.

Były momenty, kiedy można było oddychać pełną piersią, ale szybko opadły. Czasem z powodu tego, co kiedyś było, a czasem dlatego, że z tej świetlistej rzeczywistości wyłaniał się ponury strzęp.

Z jednej strony przekonanie, że będzie dobrze. Z drugiej zmęczenie i strach.

Na szczęście światło już zawsze świeciło. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było znaleźć sposób, żeby cieszyć się jego ciepłem. Czuć się dobrze i bezpiecznie.

Autor: Wędrowny Grajek

Kustosz z zainteresowaniem – 17

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajduje się druga paczka. W niej znajdowała się kolejna, a w tej jeszcze następna. Zaintrygowany kustosz wyjmował i otwierał paczkę za paczką. Wkrótce w całym pokoju pełno było otwartych paczek dużych i małych.

Kustosz nawet nie zauważył tego bałaganu. Był bardzo ciekawy, co znajdzie w środku. Zaś w środku, w najmniejszej paczuszce, znajdowało się małe puzderko, a w nim… pierścionek. Nawet nie był zabytkowy – zwykły, tandetny pierścionek, jaki można kupić na większości bazarów świata.

„Skąd się tu wziął? Czemu trafił do muzeum? Co jest w nim cennego?” – zastanawiał się kustosz. Przyjrzał się pierścionkowi, a potem obejrzał puzderko, mając nadzieję, że znajdzie jakąś wskazówkę – wyjaśnienie lub podpowiedź. Nic nie znalazł. Ze wszystkich stron obejrzał każde pudełko. I znowu nic… Każda paczka była obklejona naklejkami i znaczkami. Każda miała przybite pieczątki, ale nie miała niczego, co pomogłoby mu rozwiązać tajemnicę pierścionka.

Usiadł wygodnie przy biurku, żeby pomyśleć, jak rozwiązać tę zagadkę. I tak przesiedział dwa dni. Trzeciego dnia odebrał telefon od zaprzyjaźnionego kolegi, który pracował w muzeum, na innym kontynencie.

– Co robisz? – zapytał kolega.

– Myślę – automatycznie odpowiedział kustosz.

– A długo już myślisz? – zainteresował się kolega.

– Czemu pytasz? I dlaczego się śmiejesz? – zapytał podejrzliwie kustosz.

– Ja też myślałem dwa dni. I też nie znalazłem odpowiedzi, za to umysł mi się zresetował i teraz jest czysty i świeżutki jak skowronek.

Kustosz zacisnął zęby i siłą woli powstrzymał wypowiedzenie przekleństwa, które cisnęło mu się na usta. Milczał długą chwilę. Kolega uprzejmie czekał…

– Jak myślisz, kto wymyślił ten dowcip? – odezwał się wreszcie kustosz.

– Nie wiem, ale błogosławię go. Odpocząłem, i wymyśliłem projekt nowej wystawy. Mam jeszcze kilka innych pomysłów i usprawnień, które już wdrażam.

Dalsza rozmowa niezbyt się kleiła, więc się rozłączyli, a kustosz układał w myślach listę kolegów-muzealników z całego świata. Który z nich jest teraz najbardziej zapracowany?

Włożył pierścionek do puzderka, puzderko do najmniejszego pudełeczka, które zakleił i włożył to do trochę większego… i tak po kolei oklejał i wkładał do kolejnych pudełek. Największe pudełko włożył do nowego, jeszcze większego, które miał w szafie. Okleił go paroma muzealnymi naklejkami. I z dziką satysfakcją wpisał adres jednego ze swoich kolegów. Poszedł na pocztę i nadał paczkę.

Gdy wracał do muzeum, pojawiła się myśl, że może to właśnie ten kolega wymyślił zabawę z paczkami. Jednak niezbyt się tym przejął. W głowie zaczęły pojawiać się nowe, świeże, ciekawe pomysły. Przyspieszył kroku, żeby jak najszybciej dotrzeć do pracy. Rozpierała go chęć działania, a umysł rzeczywiście miał czysty i klarowny.

Autor: Ewa Damentka