Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała wrażenie, że robi to bardzo szybko i nerwowo. Kuliła się w środku, choć na zewnątrz robiła wrażenie wyluzowanej i spokojnej. Patrzyła z zainteresowaniem na dziecięce ciuszki, choć była wielka jak niedźwiedzica.
Kwilącym głosem zapytała przechodnia o drogę, ale nie dostała odpowiedzi, bo on skulił się ze strachu i ze zdziwieniem popatrzył w niebo. „Skąd się wziął ten grzmot, skoro nie ma burzy” – pomyślał sobie i na wszelki wypadek przyspieszył kroku, bo chciał zdążyć do domu przed ewentualnym deszczem.
Zrobiło się jej bardzo przykro, skuliła się w sobie i zaczęła płakać. Przerażeni ludzie umykali z chodników do bram budynków. Zamykali okna i zdziwieni patrzyli, jak olbrzymie krople żrącego deszczu spadają na ich miasto. „Skąd się to wzięło, skoro na niebie nie ma żadnej chmury?” – pytali się nawzajem.
Zanosiła się od płaczu – a wicher hulał po ulicach, przewracał budki i przechodniów, wyrywał drzewa, przenosił samochody…
– Niech mnie ktoś usłyszy – jęczała, myśląc, że jest maluteńką kruszynką.
Wyczerpana przestała płakać, zamilkła i kiwała się w przód i w tył, patrząc przed siebie tępym wzrokiem.
– Widzę cię – usłyszała przy uchu cichutki głosik. Zdziwiona popatrzyła na staruszka, który siedział na latającym dywanie
– Jak się nazywasz? – zapytał staruszek.
– Kruszynka – odpowiedziała.
– Na pewno Kruszynka?
– Tak.
– A kim jesteś?
– Kruszynką.
Staruszek w zamyślaniu zmierzył wzrokiem olbrzymią postać. Uznał, że nie warto wyprowadzać jej z błędu.
– Czego potrzebujesz? – zapytał z troską.
– Chcę ciepła, przytulenia i sympatii.
– A gdzie mieszkasz?
– Nie wiem. Chciałabym tu, ale nikt, poza tobą, mnie ty nie zauważa.
– Ludzie się ciebie boją.
– Jak to?
– Boją się twojego głosu i twoich łez. Boją się ciebie zobaczyć bo jesteś potężna i wielka.
– Chcę być jedną z nich – zdenerwowała się.
– Na początek, załóż ten płaszcz – zaproponował staruszek i podał jej duże, męskie okrycie.
Zamyślona przypatrzyła się płaszczowi. Potem próbowała go założyć. Nie dała rady wsunąć ręki do rękawa. Był tak ciasny, że nawet najmniejszy palec się w niego nie zmieścił.
– Widzisz, Kruszynko – w zamyśleniu powiedział staruszek – chyba mamy kłopot.
– Jaki?
– Myślisz, że jesteś człowiekiem, a ludzie się ciebie boją, bo ciebie nie widzą. Ty też się boisz, a myśląc, że jesteś człowiekiem, nie widzisz lub nie chcesz zobaczyć, kim jesteś naprawdę.
– Jestem człowiekiem. Dziewczynką, dzieckiem. Przecież jestem malutka – zaprotestowała.
– Kiedy się urodziłaś? Gdzie?
– Tutaj, przed chwilą. Nie było mnie i nagle się pojawiłam. Potrzebuję, żeby ktoś się mną zaopiekował i przytulił mnie. Tak bardzo chcę, żeby ktoś mnie przytulił!!!!!
– Czy mogę dotknąć twojej ręki? – zapytał staruszek.
– Tak.
– Czujesz mój dotyk, ciepło mojej dłoni?
– Nie.
– Znowu mamy kłopot. Jesteś tak duża, że ani ja, ani nikt z ludzi nie może ciebie objąć, przytulić, ukołysać do snu. Koniecznie musimy się dowiedzieć, kim jesteś i kim są twoi rodzice lub opiekunowie. Potrzebujesz pomocy, a ludzie nie mogą ci jej zapewnić.
Patrzyła na niego oszołomiona. Nie wiedziała, co powiedzieć.
– Przypomnij sobie, co się działo, zanim zjawiłaś się w mieście.
– Coś zakołysało i gdzieś leciałam. Może spadłam.
Rozżalona zaczęła płakać. Łzy kapały na ulice, a sztorm znów zaczął szarpać miastem. Staruszek wyciągnął z kieszeni fujarkę i zaczął grać. Przestała płakać i zapytała:
– Co to jest?
– Kołysanka. Chyba rzeczywiście jesteś malutka. Musimy znaleźć twoich rodziców.
Staruszek grał, a ona zasnęła. Zwinęła się w kłębek i spokojnie oddychała.
– Dobra robota, Merlinie – odezwała się stara kobieta, siedząca na wyściełanej, wygodnej miotle.
– Jaga, zapraszam na dywan – uśmiechnął się Merlin.
– Nie, dziękuję, poszukam jej rodziców. Jak myślisz, kim oni mogą być?
– Poszukaj najpierw w Krainie Emocji.
– Ona ma wielką siłę, z której nie zdaje sobie sprawy – zamyśliła się Babcia Jaga – może prowadzi ją Zawiedziona Nadzieja?
– To moja córka – rozległ się grzmiący głos.
– Witaj Gniewie – z ulgą uśmiechnął się Merlin – Jak nazywa się twoja córeczka? I jak do nas trafiła?
– To Potęga. Jej matką jej Miłość, która chce by nasza mała, jak dorośnie służyła ludziom. Ja chciałem, żeby została z nami. Pokłóciliśmy się z Miłością. Trzasnąłem drzwiami, przywołałem piorun i roztrzaskałem nasz dom na drobne kawałki. Kiedy zacząłem dusić Miłość, kołyska przechyliła się, a Potęga spadła do waszego świata. Minęło trochę czasu, zanim ochłonąłem na tyle, żeby zobaczyć, że jej nie ma. Skrępowałem i zakneblowałem Miłość, żeby mi nie przeszkadzała i przyszedłem po moją córkę. Ma być Potęgą Gniewu, a nie Miłości.
– Myślę Gniewie, że nasza córka sama zdecyduje, kim zostanie w przyszłości, co będzie robić i gdzie będzie żyć – rozległ się słodki głos.
Staruszek-Merlin i Babcia Jaga z szacunkiem patrzyli na świetlistą postać, spływającą z góry.
– Jednak nie da się ciebie skutecznie związać i zakneblować – mruknął pod nosem Gniew.
– Kochany, tyle razy już próbowałeś – uśmiechnęła się Miłość i z czułością spojrzała na śpiąca Potęgę, jakby rzeczywiście była malutką Kruszynką. Otuliła córeczkę swoim ciepłem i delikatnie zaczęła kołysać.
W mieście rozkwitły kwiaty, a uśmiechnięci ludzie wyszli na ulice i zaczęli sprzątać pozostałości po niedawnym huraganie.
Miłość i Gniew ze swoją Kruszynką – córeczką Potęgą – wzlatywali w górę.
– Wracamy do siebie – powiedział Gniew.
– Myślę, że ona wróci do was, jak trochę podrośnie – dodała Miłość.
Merlin gestem dłoni zaprosił Babcię Jagę na swój dywan. Oni też wrócili do swojego domu – do Szkoły Czarowania.
Autor: Archiwista SC