W dolinie – 5

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, stała kobieta, Magda – zwana Borówką, Panią Smoków.

Wokół jej wzniesionych rąk falowało, pulsowało i błyszczało powietrze. Smoki, namalowane na ścianach, wydawałoby się, jakby poruszały skrzydłami. Powietrze iskrzyło coraz mocniej. Silne strumienie białego światła pojawiały się ze wszystkich stron. Powietrze lśniło coraz mocniej wokół Magdy. Ściany pokoiku zaczęły falować, jakby poruszały się.

Smoki na ścianach naprawdę poruszały się i przybywało ich, jak gdyby wychodziły z głębi ścian. Wreszcie oderwały się od materii ściany, wirując wokół Smoczej Mistrzyni coraz ciaśniej i ciaśniej, siadając jej na ramionach, owijając się wokół całego ciała. Światło stało się bardzo jasne, a oplatające Magdę smoki stapiały się ze sobą, tworząc świetlistą, żywą, smoczą zbroję. Zbroja ta łączyła się z jej ciałem.

Smoki pochłaniały wszystkie nieczyste substancje, zamieniając je w dym, który ulatywał, a miejsce tych zajmowało światło, iskrzące tęczowo, białe światło.

Smocza Pani rosła w siłę, jakby unosząc się w powietrzu. Opuściła wolno ręce, kładąc je na sercu. Stała znowu na środku całkiem zwyczajnego pokoiku na poddaszu, tylko jakby wyższa, jaśniejsza, radośniejsza.

dla Borówki napisał Marek Jasiński