W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracowała dobra wróżka. Sąsiedzi nie wiedzieli, że nią jest, bo dla niepoznaki przybrała postać starszej, otyłej kobiety.
Teraz, gdy miasteczko spało, dobra wróżka zrzuciła przebranie i pozwoliła, żeby jej wewnętrzne światło zabłysło z cała mocą. To właśnie ono rozjaśniało pokoik. Dobra wróżka wysyłała promyki tego światła do śpiących sąsiadów – bliskich i dalszych. Robiła tak codziennie. Każdy z mieszkańców miasteczka otrzymywał swój promyczek światła, dający mu to, czego potrzebował. Słaby dostawał zdrowie i witalność, przestraszony – poczucie bezpieczeństwa, zdenerwowany – spokój…
Kiedy wszyscy ludzie dostali już jej pomoc – przyszła pora na zwierzęta, potem na rośliny, a następnie na przedmioty i budynki w miasteczku i jego okolicach. Później promyki światła rozchodziły się coraz bardziej, lecząc dalsze tereny i łącząc się z promykami światła, wysyłanymi przez inne dobre wróżki. Razem leczyły całą Ziemię i jej mieszkańców.
Gdy wróżka poczuła, że wypełniła dzisiejsze zadanie, jej światło przygasło, a ona znów przybrała postać otyłej, starej kobiety. Położyła się spać, by wstać rano i rozpocząć pracowity dzień jako jedna z mieszkanek małego miasteczka…
Autor: Jęczyduszka