Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i opamiętanie.
Mężczyzna oprzytomniał, potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć z niej resztki koszmarnego snu i rozejrzał się dookoła. Zdziwiło go to, co zobaczył. Świat był inny niż pamiętał. On sam też wyglądał inaczej. Był dużo starszy niż mu się wydawało.
Z niedowierzaniem patrzył na swoje odbicie w lustrze. Spojrzał w swoje zmęczone, udręczone oczy i zrozumiał, że to jego własne skłonności – zaciekłość, sztywność poglądów, niektóre nawyki oraz stopniowo narastające przygnębienie – stworzyły wieloletnie więzienie, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy.
Zaczął przyglądać się światłu. Nie wiedział, skąd przyszło, ale to mu nie przeszkadzało. Widział, jak światło potężniało i rosło, mimo że ciemność próbowała mu przeszkodzić. Światło zwyciężało i zdobywało coraz więcej przestrzeni. Przeganiało ciemność z jego myśli, jego serca i jego życia.
Mężczyzna obiecał sobie, że będzie to światło pielęgnował i zrobi co może, by odtąd światło zawsze było obecne w jego życiu. Sam siebie postawił na straży, by pilnować się przed wejściem w stare, szkodliwe nawyki. Również sam siebie zaczął motywować do wypracowywania nowych przekonań i nowych działań – a w konsekwencji nowych, zdrowych nawyków.
Dzięki światłu odzyskał siebie samego, odzyskał też nadzieję, poczucie sensu życia, możliwość zdrowego korzystania ze swojego umysłu oraz możliwość wpływania na własne życie. Powiedział sam sobie, że przecież życie ma tylko jedno, więc właśnie dlatego chce przeżyć je najlepiej, jak się da. Wziął się za siebie i zaczął żyć od nowa. Stwarzał warunki swojego nowego życia i jednocześnie na nowo budował siebie samego.
Tymczasem światło dalej rosło, dawało mu siłę, motywację do działania, radość życia i zaczęło napawać otuchą również ludzi w otoczeniu wyzwolonego przez siebie mężczyzny.
dla Andrzeja napisała Ewa Damentka