Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przywracając barwy.
Po tych wszystkich okropnościach trudno było uwierzyć w to, że zostanie tu na zawsze. Cienie przeszłości przykrywały je to z jednej, to z drugiej strony. Nawet wtedy, kiedy świeciło już swym pełnym blaskiem, pamięć o tamtym bólu i bezsilności wygrywała. Było to tak niedorzeczne, widzieć skulone postaci w jasnym i kolorowym świetle.
Były momenty, kiedy można było oddychać pełną piersią, ale szybko opadły. Czasem z powodu tego, co kiedyś było, a czasem dlatego, że z tej świetlistej rzeczywistości wyłaniał się ponury strzęp.
Z jednej strony przekonanie, że będzie dobrze. Z drugiej zmęczenie i strach.
Na szczęście światło już zawsze świeciło. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było znaleźć sposób, żeby cieszyć się jego ciepłem. Czuć się dobrze i bezpiecznie.
Autor: Wędrowny Grajek