Lekkie krople deszczu – 52

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.

Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.

– Ale jestem ci potrzebna!

– Już nie.

– Pozwól mi sobie pomóc.

– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…

– Jestem z tobą większość twojego życia…

– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.

– A jeśli nie zechcę?

– Nie dajesz mi wyboru

– Więc zostanę.

– Nie uda ci się.

– Grozisz mi? To wojna!

– Nie. Już nie chcę walczyć.

– Ale potrzeba…

– Nie potrzeba.

– Przecież jestem twoją…

– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.

– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.

– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.

– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.

– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.

– Ale…

– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.

– Ale…

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!

Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.

„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.

Autor: Jenczy