Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.
Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:
– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.
– Ale jestem ci potrzebna!
– Już nie.
– Pozwól mi sobie pomóc.
– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…
– Jestem z tobą większość twojego życia…
– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.
– A jeśli nie zechcę?
– Nie dajesz mi wyboru
– Więc zostanę.
– Nie uda ci się.
– Grozisz mi? To wojna!
– Nie. Już nie chcę walczyć.
– Ale potrzeba…
– Nie potrzeba.
– Przecież jestem twoją…
– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.
– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.
– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.
– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.
– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.
– Ale…
– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.
– Ale…
– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!
Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.
„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.
Autor: Jenczy