Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim przyszedł mój własny Nowy Rok. Październikowy Nowy Rok. Paliłam w piecu gałęziami i gałązkami, zbieranymi w okolicy.
Przypomniałam sobie babcię Balbinę, matkę mojego ojca, która w swojej kuchni paliła chrustem przynoszonym z pobliskiego lasu. U babci Balbiny zawsze było skromnie, wręcz biednie. Poczułam się przez chwilę, jak dawniej u babci Balbiny. Po chwili, oczyma wyobraźni zobaczyłam inny obraz. Babcia Anna i ja, siedzące przy kuchni. Dokładałyśmy do ognia grube i drobne gałęzie, przywiezione przez dziadka z lasu. Ale u rodziców mojej mamy nie było biednie. Wręcz przeciwnie – było bogato.. Poczułam ogromną radość, akceptację i miłość, jakie dostawałam od babci Anny. Lubiłam przebywać u niej. Rozmawiać, śmiać się, żartować, gotować.
W mym sercu zagościła akceptacja mnie samej. Zniknęło poczucie, że jestem złem całego świata. Pojawiła się lekkość.
Gdy włączyłam telewizor, okazało się, że to, co było mówione w telewizji, stało się bardzo jasne i zrozumiałe. Powiększyła się pojemność mojego umysłu. Zniknęła wcześniejsza złość na samą siebie, że za mało zapamiętuję. Odczułam, jak buduje się we mnie spokój, który wcześniej już zaczęłam budować podejmując decyzje, że będę wolniej chodzić, bo przyszedł moment w moim życiu, gdy miałam dość czegoś, co gnało wciąż do przodu, a i tak często się spóźniałam. Spóźnianie się było specjalnością mojej mamy. Ja lubię wyjść wcześniej z domu, iść powoli. Przyjść na spotkanie punktualnie.
Zaczęłam odnajdywać siebie i budować swoją własną tożsamość.
Autor: Danuta Majorkiewicz