Kolorowe fajerwerki – 28

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim nowe zadania…

Jednak teraz mało kto o tym myślał. Uczniowie i nauczyciele Szkoły Czarowania w pełni oddawali się zabawie. Na czas sylwestrowego wieczoru odłożyli zmartwienia na bok, więc mogli bawić się beztrosko.

Głos i Babcia Jaga dość szybko odłączyli się od rozbawionego tłumu, by zająć się tym, co zwykle robili – mieli czuwać nad bezpieczeństwem szkoły, uczniów i nauczycieli. Tym razem towarzyszył im Merlin.

Obeszli szkołę. Sprawdzili standardowe Bramy oraz specjalne przejścia do innych Wymiarów i zapieczętowali je, aby nikt nie mógł zjawić się w nich niezapowiedziany.

Następnie Głos zaszył się w dyżurce, gdzie całą noc będzie oglądał kamery i wskaźniki mocy, a Merlin z Babcią Jagą poszli do szpitalnego skrzydła. Zwolnili dyżurną pielęgniarkę, by udała się na zabawę, a sami weszli do pokoju Jęczyduszy. Zastali tam lekarza, który powiedział, że pacjentka jeszcze się nie obudziła.

– Długo będzie spała? – zapytała Babcia Jaga.

– Tak, daliśmy jej zastrzyk. Mimo tego, ciągle dręczą ją koszmary.

– Wiecie, jak jej pomóc? – spytał Merlin.

– Niestety nie – odpowiedział lekarz – w tym przypadku jesteśmy zupełnie bezradni.

Babcia Jaga popatrzyła na niego ze współczuciem i powiedziała:

– Wspólnie z Merlinem podjęliśmy pewne działania. Niestety nie wiemy, czy uda się nam uzyskać pomoc dla Jęczyduszy, a w przyszłości również dla Jęczyduszki.

– Jęczyduszki – zdziwił się lekarz – przecież ona jest zupełnie zdrowa

– Jeszcze zdrowa – sprecyzował Merlin – niestety już powoli zaczyna drążyć ją to, co gnębi Jęczyduszę…

– Dziwna choroba – szepnął lekarz – nie widać, że się zaczyna i nie wiadomo, jak ją leczyć. Cały czas szukamy lekarstwa…

– Może znajdziecie, a może nasze działania pomogą. Na pewno się uda – powiedziała Babcia, ale odwróciła lekko głowę, by lekarz nie zauważył zwątpienia w jej oczach.

Zobaczył je jednak Merlin i delikatnie poklepał ją po ramieniu, by dodać jej otuchy.

Coś zabrzęczało i Głos odezwał się przez głośnik, wiszący na ścianie – Ktoś chce się do nas teleportować. Zezwolić?

– Kto? – zapytała Babcia Jaga.

– Nieznana postać. Mówi, że nazywa się Jenczy.

Merlin z Babcią Jagą spojrzeli po sobie zaskoczeni i uradowani.

– Udało się – szepnęła wzruszona Babcia, a głośno powiedziała – Zezwalam. Teleportuj ją od razu do nas.

– Ją? – zdziwił się lekarz.

– Tak, ona przynosi ze sobą lekarstwo dla Jęczyduszy i Jęczyduszki – odpowiedziała babcia.

– Jest lekarzem?

– Nie, jest Czarodziejką. Chorowała, tak jak Jęczydusza i wyzdrowiała – powiedział Merlin.

– I właśnie dlatego sądzimy, że wzięła ze sobą lekarstwo – szepnęła Babcia Jaga.

Dało się słyszeć pstryk, pojawił się błysk, a następnie chmura dymu. Gdy dym się rozwiał się, zobaczyli staruszkę, trzymającą za rękę małą dziewczynkę.

Staruszka uśmiechnęła się i powiedziała:

– Wybaczcie efektowne wejście. Głos chciał wam zrobić sylwestrową niespodziankę. Jestem Jenczy, a to jest moja pomocnica. Nazywa się Duszka. Razem pomożemy waszym podopiecznym.

Popatrzyła łagodnie na śpiącą Jęczyduszę i dodała:

– Myślę, że teraz nie będziemy jej budzić. Wrócimy później, a wy chyba macie wiele pytań.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – zapraszam do mojego gabinetu. Tam porozmawiamy, ale najpierw pokażemy wam wasz pokój. Rozgościcie się, odpoczniecie… potem porozmawiamy. Mamy dużo czasu…

– Dziękujemy – uśmiechnęła się Jenczy – Duszce przyda się odpoczynek. Podróż była męcząca.

Tymczasem mała Duszka, mimo onieśmielenia, uważnie przyglądała się zebranym. Najpierw spojrzała prosto w oczy Merlinowi, potem lekarzowi, a na końcu Babci Jadze, a każde z nich poczuło, jakby mogło wziąć głębszy oddech. Powietrze w pokoju rozjaśniło się i otucha weszła w ich serca, a razem z nią nadzieja. Jęczydusza przestała jęczeć i zaczęła spokojniej oddychać.

– Czy ona jest tym lekarstwem? – zapytał Merlin, patrząc z sympatią na małą Duszkę.

– Można tak powiedzieć – odpowiedziała Jenczy. I dodała – jest istotną częścią lekarstwa.

– Na szczęście nie będzie tu samotna – uśmiechnęła się Babcia Jaga i popatrzyła na nadchodzącą Jagódkę oraz Jęczyduszkę, która niosła na barana małą Jadzię.

– Jenczy, dziewczęta pomogą się wam rozgościć. Jak uznasz, że będziesz gotowa, zaprowadzą cię do mojego gabinetu. Na razie odpocznijcie.

Jenczy i Duszka poszły z uczennicami. Duszka nieśmiało przyglądała się małej Jadzi.

– Chyba się zaprzyjaźnią – stwierdził lekarz i spojrzał na Babcię Jagę i Merlina, który przyglądali się śpiącej spokojnie Jęczyduszy.

– Niewiarygodne – szepnął lekarz i zaczął badać jej puls – od dawna nie spała tak spokojnie.

Znowu zazgrzytał głośnik i Głos zaproponował:

– Lekarzu, Merlinie, idźcie się bawić. Będę monitorował Jęczyduszę i dam wam znać, jeśli będziecie potrzebni. Trwa zabawa, korzystajcie, Merlinek wymyślił coś niesamowitego…

– Mamy go mieć na oku? – zapytał podejrzliwie lekarz i spojrzał na stojącego obok Czarodzieja.

– Myślę, że tak – westchnął Merlin.

Babcia Jaga uśmiechnęła się do nich i gestem dłoni pokazała, że mają już iść. Potem pochyliła się nad śpiącą Jęczyduszą i powiedziała:

– To będzie dobry rok, wyzdrowiejesz. Na pewno wyzdrowiejesz…

Autor: Archiwista SC