Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła lamparta, który uważnie przyglądał się jej swoimi żółtymi oczyma.
– Zwierzak – pomyślała kobieta – ale czemu nie lew?
– Bo lwy są przereklamowane. Mają dobry PR i tyle. A prawdziwa władza to ja – usłyszała w swojej głowie odpowiedź.
Lampart z wdziękiem przeszedł koło niej i nagle, błyskawicznym susem powalił paparazzo, który chciał mu zrobić zdjęcie. Kamera gruchnęła z trzaskiem o podłogę. Inni fotoreporterzy cofnęli się, a straż królewska zaaresztowała ich i zarekwirowała im sprzęt. Król nie zwracał już na nich uwagi i dał sygnał orkiestrze.
Muzycy zaczęli grać i rozpoczęły się tańce… Król przyglądał się, jak pierwsze pary tancerzy wirowały na parkiecie i jak dołączały do nich kolejne pary… Każdy chciał, by król był z niego zadowolony, więc wkrótce większość gości tańczyła… W pewnej chwili lampart podszedł do jednej z dam dworu i też zaprosił ją do tańca…
Zdziwiona kobieta zobaczyła, że tańczącej parze towarzyszą dziwne cienie na ścianach. Cień króla-lamparta wyglądał jak cień eleganckiego, wytwornego mężczyzny. A cień jego partnerki – jak cień pantery.
Kobieta zamrugała oczami i próbowała się skupić na tańczącej parze.
– Jeszcze absyntu? – zapytał lokaj.
– Nie, dziękuję, chyba wystarczy – odpowiedziała i obudziła się…
Gdy otworzyła oczy, zobaczyła swojego kota, który siedział na łóżku i przyglądał się jej uważnie.
Autor: Ewa Damentka