Przez kawiarniane okno – 10

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wesoło podskakując kroczył Błazen w cyrkowym stroju, takim z łatą na łacie, w ogromnych czarnych buciorach i z kulfoniastym, czerwonym nosem na twarzy. Miał wesołe oczy i podśpiewywał sobie skoczną melodyjkę.

Ludzie rozstępowali się przed nim z różnymi wyrazami twarzy. Niektórzy wesoło się do niego uśmiechali, inni pogardliwie spoglądali z góry, a jeszcze inni znacząco pukali się w czoło. Tylko mały chłopaczek, cały w piegach, spojrzał na niego wnikliwie, odwrócił i zaczął iść za nim śpiewając jego piosenkę. Dołączył jeszcze do nich mały kundelek, wesoło machając krótkim ogonkiem…

Autor: Ela S.