Przez kawiarniane okno – 16

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich małe Słoneczko. W końcu Słoneczko też człowiek, więc może sobie pójść na spacer. Założyło kurteczkę z długim rękawem, spodnie, rękawiczki. Głowę omotało chustą, żeby uchronić ludzi przed swoimi palącymi promieniami. Szło na chudych nóżkach, przy tym tańczyło i przytupywało w rytm swojej własnej muzyki.

Zdziwiona zobaczyłam, że coś dziwnego dzieje się z tymi jego nóżkami. Zaczęłam się uważnie przyglądać, a ono mrugnęło do mnie okiem i pokazało w zwolnionym tempie, co robiło…

Otóż te jego nóżki, to były promienie i Słoneczko przy każdym kroku wyjmowało jeden promień z nogawki, drugi przekładało do tej nogawki, a trzeci wkładało do nogawki właśnie opustoszałej. Po prostu szło i kręciło się dookoła…

Dobrze się bawiło, a jak razem z nim. Dotąd robi mi się ciepło w okolicy seca, i uśmiecham się wesoło, jak przypomnę sobie ten obrazek.

Autor: Jagódka