Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich, na przystanku rozegrała się szybka scenka – do mężczyzny, wyglądającego na bezdomnego i zmarzniętego, podeszła nagle kobieta i podając mu swoje czarne, wełniane rękawiczki powiedziała:
– Proszę założyć te rękawiczki, mogą być za małe, ale proszę je założyć.
I wsiadła do nadjeżdżającego tramwaju.
Mężczyzna nic nie odpowiedział. Włożył nieco przymałe damskie rękawiczki.
Autor: Ewa Majewska