Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich samotność w tłumie. Wy – mieszkańcy miast – pewnie dobrze ją znacie. Jesteście tak zaganiani, że udajecie, że jej nie ma. Kiedy podejdzie do was na przystanku lub zapuka do drzwi – odwracacie się w drugą stronę lub pilnie sprawdzacie wiadomości w waszych telefonach.
Ona jednak nie odchodzi. Depcze za wami dokądkolwiek się udacie – nawet jeśli przyspieszacie kroku.
Autor: Ewa Majewska