Przez kawiarniane okno – 41

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła wiosenna miłość. Ptaki świergotały, słońce świeciło, szare zwykle miasto teraz było rozjaśnione słońcem, zielenią młodych listków i świeżością trawy. Nawet ludzie wydawali się weselsi, lżejsi i bardziej kolorowi, gdy zdjęli już bure płaszcze i kurtki. Wiosenna miłość rozsiewała swoją radość i lekkość. „Ciekawe, ile osób zakocha się teraz? Ile osób odkryje nową miłość, a ile odkryje na nowo swojego partnera lub partnerkę i zakocha się na nowo w kimś, kogo dawno poślubiło?” – tak sobie myślała wiosenna miłość, gdy przechodziła późnym popołudniem przez plac.

Autor: Ewa Damentka