Przez kawiarniane okno – 46

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła Nadzieja.

Rozglądała się ciekawie, bo była nowa w tym dużym mieście. Przyglądała się ulicom, budynkom i… ludziom. Najbardziej interesowali ją właśnie oni: duzi i mali, starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci.

Ciekawa była, jacy są? Czy ją polubią? Czy pozwolą jej zamieszkać w ich mieście? Czy pozwolą, żeby sprowadziła tu swoją rodzinę? Rodziców? Dzieci? Siostry i braci?

Na chwilę posmutniała, ale przypomniała sobie, że przecież jest Nadzieją…, a to zobowiązuje. Rozjaśniła się, rozluźniła i zaczęła się wlewać w serca ludzi. Pomyślała: „Może jednak pozwolą mi zostać ze sobą”…

A ludzie poczuli ją i dotychczas szare miasto w ich oczach zaczęło przybierać piękne, kolorowe barwy.

Autor: Brzozowa Bajdulka