Na dnie szuflady – 57

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Stara kobieta uśmiechnęła się na widok tych pamiątek. Zupełnie o nich zapomniała…

Przeszukiwała teraz strych, żeby znaleźć stare dokumenty rodzinne, o które prosił ją wnuk. Chciał je zeskanować i rozesłać kuzynom. Znalazła paczkę z dokumentami i przeszukiwała komodę i stare biurko w nadziei, że znajdzie jeszcze coś ciekawego. No i trafiła na szufladę z tymi pamiątkami.

Patrzyła z uśmiechem na listy i pozostałe drobiazgi, i przypomniała sobie historię sprzed wielu lat…. Była młoda. Oczywiście wtedy myślała inaczej. Jednak teraz, gdy minęło kilkadziesiąt lat, wiedziała, że wówczas była młoda, nawet bardzo młoda. Znalazła się w trudnej sytuacji – życiowej, finansowej i emocjonalnej.

Miała wrażenie, że ziemia usuwała się jej spod nóg. Nie mogła się cofnąć, bo z tyłu oraz z lewej i prawej strony była przepaść. Właśnie do niej osuwała się zmienia, na której stała. Z kolei przed nią była ściana, więc nie mogła iść naprzód.

Bała się, że pochłonie ją ciemna otchłań, ale jednocześnie rozpaczliwie szukała pomocy. Ludzie nie chcieli lub nie potrafili jej pomóc, bo jej nie rozumieli, albo nie chcieli zrozumieć. Mówili, że w głowie się jej poprzewracało, i że inni na jej miejscu skakaliby do góry z radości.

Szukała więc samodzielnie rozwiązań i modliła się o pomoc. Którejś nieprzespanej nocy pojawiło się światełko – pomysł, żeby napisała sama do siebie listy ze wskazówkami, co ma robić.

Wyobraziła sobie, że jest starsza o jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat i że jako doświadczona osoba pisze do siebie – młodszej siebie – rady, co może zrobić, jak wybrnąć z kłopotów, jak rozwiązać problemy, jak zacząć dobrze żyć…

Usiadła przy biurku i zaczęła pisać. Nie zdawała sobie sprawy z tego, co pisze. Litery same wypływały na papier. Pisała do białego rana. Nie czytając, zapakowała listy do kopert. Następnie zaadresowała do siebie każdą kopertę.

Gdy skończyła i zaczęła się budzić z tego dziwnego trasu, zobaczyła przed sobą stosik zaklejonych kopert. Kupiła znaczki i co tydzień wysyłała do siebie jeden list. Cieszyła się, gdy znajdowała go potem w skrzynce pocztowej. Siadała wygodnie, rozpieczętowywała go i zaczynała czytać…

Z każdego listu emanowały: życzliwość, doświadczenie, spokój i wiara w to, że sobie poradzi. Rzeczywiście – poradziła sobie. Kilka miesięcy później, gdy otwierała ostatni list, wiedziała, że wychodzi na prostą.

Przez kilka lat systematycznie zaglądała do tych listów. Później o nich zapomniała.

Teraz minęło ponad pięćdziesiąt lat. „Może warto do nich znów zajrzeć?” – pomyślała staruszka, patrząc na koperty z listami, które tak dobrze spełniły swoje zadanie.

Uznała, że zastanowi się nad tym później. Wzięła paczkę z dokumentami i zeszła na dół. Ktoś dzwonił do drzwi. Tak jak się domyślała – był to wnuk, który przyszedł po obiecane materiały.

Autor: Ewa Damentka