Przez kawiarniane okno – 41

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła wiosenna miłość. Ptaki świergotały, słońce świeciło, szare zwykle miasto teraz było rozjaśnione słońcem, zielenią młodych listków i świeżością trawy. Nawet ludzie wydawali się weselsi, lżejsi i bardziej kolorowi, gdy zdjęli już bure płaszcze i kurtki. Wiosenna miłość rozsiewała swoją radość i lekkość. „Ciekawe, ile osób zakocha się teraz? Ile osób odkryje nową miłość, a ile odkryje na nowo swojego partnera lub partnerkę i zakocha się na nowo w kimś, kogo dawno poślubiło?” – tak sobie myślała wiosenna miłość, gdy przechodziła późnym popołudniem przez plac.

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 57

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Stara kobieta uśmiechnęła się na widok tych pamiątek. Zupełnie o nich zapomniała…

Przeszukiwała teraz strych, żeby znaleźć stare dokumenty rodzinne, o które prosił ją wnuk. Chciał je zeskanować i rozesłać kuzynom. Znalazła paczkę z dokumentami i przeszukiwała komodę i stare biurko w nadziei, że znajdzie jeszcze coś ciekawego. No i trafiła na szufladę z tymi pamiątkami.

Patrzyła z uśmiechem na listy i pozostałe drobiazgi, i przypomniała sobie historię sprzed wielu lat…. Była młoda. Oczywiście wtedy myślała inaczej. Jednak teraz, gdy minęło kilkadziesiąt lat, wiedziała, że wówczas była młoda, nawet bardzo młoda. Znalazła się w trudnej sytuacji – życiowej, finansowej i emocjonalnej.

Miała wrażenie, że ziemia usuwała się jej spod nóg. Nie mogła się cofnąć, bo z tyłu oraz z lewej i prawej strony była przepaść. Właśnie do niej osuwała się zmienia, na której stała. Z kolei przed nią była ściana, więc nie mogła iść naprzód.

Bała się, że pochłonie ją ciemna otchłań, ale jednocześnie rozpaczliwie szukała pomocy. Ludzie nie chcieli lub nie potrafili jej pomóc, bo jej nie rozumieli, albo nie chcieli zrozumieć. Mówili, że w głowie się jej poprzewracało, i że inni na jej miejscu skakaliby do góry z radości.

Szukała więc samodzielnie rozwiązań i modliła się o pomoc. Którejś nieprzespanej nocy pojawiło się światełko – pomysł, żeby napisała sama do siebie listy ze wskazówkami, co ma robić.

Wyobraziła sobie, że jest starsza o jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat i że jako doświadczona osoba pisze do siebie – młodszej siebie – rady, co może zrobić, jak wybrnąć z kłopotów, jak rozwiązać problemy, jak zacząć dobrze żyć…

Usiadła przy biurku i zaczęła pisać. Nie zdawała sobie sprawy z tego, co pisze. Litery same wypływały na papier. Pisała do białego rana. Nie czytając, zapakowała listy do kopert. Następnie zaadresowała do siebie każdą kopertę.

Gdy skończyła i zaczęła się budzić z tego dziwnego trasu, zobaczyła przed sobą stosik zaklejonych kopert. Kupiła znaczki i co tydzień wysyłała do siebie jeden list. Cieszyła się, gdy znajdowała go potem w skrzynce pocztowej. Siadała wygodnie, rozpieczętowywała go i zaczynała czytać…

Z każdego listu emanowały: życzliwość, doświadczenie, spokój i wiara w to, że sobie poradzi. Rzeczywiście – poradziła sobie. Kilka miesięcy później, gdy otwierała ostatni list, wiedziała, że wychodzi na prostą.

Przez kilka lat systematycznie zaglądała do tych listów. Później o nich zapomniała.

Teraz minęło ponad pięćdziesiąt lat. „Może warto do nich znów zajrzeć?” – pomyślała staruszka, patrząc na koperty z listami, które tak dobrze spełniły swoje zadanie.

Uznała, że zastanowi się nad tym później. Wzięła paczkę z dokumentami i zeszła na dół. Ktoś dzwonił do drzwi. Tak jak się domyślała – był to wnuk, który przyszedł po obiecane materiały.

Autor: Ewa Damentka

Na dnie szuflady – 56

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Starsza pani, która do niej zajrzała, uśmiechnęła się ze wzruszeniem na widok tych pamiątek. Przypominały jej one o pewnym nieporozumieniu, które przerodziło się w przyjaźń.

Kiedyś, pewien młody mężczyzna, któremu pomogła, błędnie zrozumiał jej intencje i wypowiedział jej wojnę, opowiadając na prawo i lewo, jaką jest ona okropną osobą. Staruszka długo o tym nie wiedziała, jednak z czasem echa jego opowieści zaczęły do niej docierać, a sama zauważyła, że mężczyzna zaczął się wobec niej zachowywać inaczej niż przedtem – z rezerwą, a nawet z ledwo skrywaną wrogością.

Kiedy zrozumiała, co się dzieje, zaczęła przypominać sobie sytuację, z której zrodziło się owo nieporozumienie. Długo analizowała swoje zachowania i uznała, że gdyby ta sytuacja się powtórzyła, zrobiłaby powtórnie to samo, co wtedy. Kiedy to zrozumiała, zaczęła przyglądać się temu wydarzeniu tak, jakby była tym młodym mężczyzną i uznała, że rzeczywiście mógł jej nie zrozumieć, bo był w bardzo silnych emocjach, które mogły zniekształcić zarówno jej intencje, jak i słowa, jakie wtedy wypowiedziała.

Zatroskała się. Wypowiedziane wówczas słowa odniosły swój skutek. Wtedy były odpowiednie i pomogły mężczyźnie przeprowadzić zmianę, jakiej potrzebował. Teraz jednak, już po dokonanej zmianie, słowa zostały i zatruwały. Wracały rykoszetem i raniły ich oboje.

Zaczęła rozmyślać, co może zrobić, żeby uzdrowić tę sytuację. Przychodziły jej do głowy kolejne pomysły, które wdrażała w życie. Pielęgnowała w sobie życzliwość wobec tego mężczyzny oraz wobec samej siebie, z nadzieją, że znajdzie dobre rozwiązanie. Wkrótce okazało się, że ów mężczyzna, niezależnie od niej, robił dokładnie to samo. Spotkali się w połowie drogi i długo rozmawiali. Wyjaśnili sobie dawne nieporozumienie i wysłuchali siebie nawzajem. Oczyścili swoją relację, swoje emocje i swoją sytuację towarzyską i zawodową.

Ich znajomość wzniosła się na wyższy poziom – empatii, zrozumienia i życzliwości. Mężczyzna wyjechał, realizując swoje marzenia i przysyłał jej listy i drobne upominki. Rozwinął skrzydła i inspirował kolejnych młodych ludzi do pracy nad sobą i swoim rozwojem. Z kolei ona z bardzo skutecznej, ale jędzowatej Baby Jagi, przemieniła się w równe skuteczną, ale sympatyczną Babcię Jagę.

Teraz, przeglądając dawne pamiątki, Babcia Jaga pomyślała, że gdyby nie ów mężczyzna, to nie zmieniłaby się, a wobec tego prawdopodobnie nie założyłaby Szkoły Czarowania. „Może on powinien zostać patronem szkoły?” – pomyślała i uznała, że wróci do tego pomysłu, jeśli szkoła będzie działała tak długo, że da przykład i zainspiruje inne wróżki i innych czarodziejów. Wtedy patron może być potrzebny, by odróżnić jej szkołę od innych Szkół Czarowania, które prawdopodobnie powstaną.

Autor: Archiwista SC

Przy pięknej starej toaletce – 47

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że zaprzyjaźniła się z płanetnikami i spędziła z nimi całe wakacje. Podróżowali, mieszkali w chmurowych domach i pałacach. Pili pyszną wodę, gromadzoną przez chmury i robili to, co zwykle robią płanetnicy. Czasami wylewali na ziemię nadmiar wody z burzowych chmur, a czasem przesuwali po niebie małe obłoczki – które wyglądały jak małe owieczki, pasące się w bezkresnym, niebiańskim błękicie. Dziewczyna zżyła się z płanetnikami, razem z nimi szyła im ubrania i buty, naprawiała sprzęty i śpiewała. Teraz, czesząc włosy, przyłapała się na tym, że śpiewa jedną z tych pięknych piosenek.

Autor: Jagódka

Przy pięknej starej toaletce – 46

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była gdzieś w dalekim kraju i spotkała tam mężczyznę swojego życia, dla którego ona również objawiła się jako ta jedyna.

Zagadka – skąd o tym wiedzieli? Czuli to każdą cząstką swoich ciał. Przeżyli wspólnie kilka pięknych dni. Potem wrócili do swoich domów, ale pragnienie bycia razem zwyciężyło nad rozsądkiem i spotkali się ponownie.

Dziś są prawdziwymi przyjaciółmi – od lat. A najwspanialsze jest to, że młoda dziewczyna śniła o życiu, jakie wiedzie teraz.

Autor: Wędrowny Grajek

Przy pięknej starej toaletce – 45

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jej pokój, jakimś zaczarowanym sposobem, został przeniesiony do innego świata, w innych wymiar czasoprzestrzeni, nazywany „Pomiędzy” – w miejsce i czas, w którym kształtowała się Szkoła Czarowania, skupiająca uczniów i nauczycieli z różnych wymiarów i różnych czasów. Dziewczynie śniło się, że kiedy wychodziła z domu do pracy, to otworzyła drzwi swojego pokoju i znalazła się w tym czarodziejskim świecie, w Szkole Czarowania.

Szkoła była prowadzona przez Babcię Jagę, której pomagali Głos, Merlin, wróżka Jenczy oraz czarodziejki Jagoda i Jęczydusza. Czasami szkołę odwiedzała wiedźma Borówka, gdy szła w odwiedziny do Ciotki z Kanapy, która mieszkała w kuchennym skrzydle Szkoły.

To właśnie wiedźma Borówka pierwsza ją zobaczyła. Przechodziła właśnie korytarzem, gdy młoda kobieta otworzyła drzwi do swojego pokoju.

– Jestem Borówka, a ty jak się nazywasz? – zapytała.

– Ja, eeeee – zaskoczona dziewczyna nie potrafiła wydobyć z siebie głosu.

– Wyglądasz jak Kokoryczka.

– Ale…

– Ci…. – przerwała jej Borówka i dodała – Niebezpiecznie jest podawać swoje Prawdziwe Imię. Zwłaszcza tutaj, gdzie wróżki i czarodzieje mogliby je poznać.

– A gdzie jesteśmy?

– W Szkole Czarowania – odpowiedziała Borówka i zaczęła snuć opowieść o szkole.

Dziewczyna słuchała uważnie, a jednocześnie przypatrywała się szkolnemu korytarzowi.

Zza zakrętu wyłoniła się staruszka, która szybko do ich podeszła, a raczej podpłynęła.

– Ooo… nowa uczennica. Skąd przybywasz kochanie?

– Z Ziemi.

Staruszka patrzyła na nią z zastanowieniem.

– To prawda Babciu Jago – wtrąciła się Borówka.

– Jak się tu znalazłaś? – zapytała starsza pani, nazywana Babcią Jagą.

– Przez drzwi mojego pokoju. Byłam przekonana, ze wychodzę do pracy.

– Możesz nam pokazać swój pokój? – zapytała staruszka.

– Tak, oczywiście…

Zawróciły i przeszły korytarzem do nadal otwartych drzwi. Weszły do środka i zobaczyły zasłane łóżko, toaletkę, biurko z komputerem i regały z książkami.

Borówka i Babcia Jaga starały się nie okazać po sobie, jak bardzo interesujące są dla nich książki, których było bardzo dużo w tym pokoju…

– Wpadnę później na pogawędkę, teraz zaopiekuje się tobą Borówka – powiedziała po chwili Babcia Jaga. Potem przyjrzała się uważnie dziewczynie i zapytała:

– Czy masz już imię, które będziesz używała w naszej szkole?

– Ko…., Kokoryczka.

– Dobrze, Kokoryczko. Na razie pamiętaj, żeby zostawiać otwarte drzwi, kiedy wychodzisz na szkolny korytarz. Zamykaj je tylko wtedy, gdy będziesz sama w pokoju. Ten pokój jest jedynym łącznikiem z twoim światem. Gdybyś zamknęła drzwi, jak będziesz przebywać na terenie szkoły, to on może zniknąć, a ty nie będziesz miała możliwości powrotu. Jeśli będziesz w nim sama, to być może pokój z powrotem przeniesie cię do twojego świata. Nie musisz się obawiać, że wejdzie tu ktoś bez twojej wiedzy. Głos utworzy barierę ochronną, która będzie przepuszczała tylko ciebie i gości, których sama zaprosisz – i tylko na czas zaproszenia.

Kokoryczka stała oszołomiona nadmiarem wrażeń. Babcia Jaga spojrzała na nią z sympatią i dodała:

– Borówka oprowadzi cię po szkole.

Tak też się stało. Dzięki życzliwości Borówki, Kokoryczka poznała ogólnie dostępne pomieszczenia. Były puste, gdyż uczniowie i nauczyciele spali – w Szkole Czarowania był środek nocy. Borówka zaprowadziła dziewczynę do Ciotki z Kanapy, na pyszną herbatę. Kokoryczka polubiła Ciotkę, która zaproponowała jej, że może zostać jej mentorką i nauczycielką, gdyby zechciała uczyć się czarowania. Borówka przysłuchiwała się ich rozmowie, uśmiechając się życzliwie i tajemniczo, jakby wiedziała, że obydwie panie przypadną sobie do gustu.

Kokoryczka poczuła senność i zmęczenie, więc grzecznie pożegnała Ciotkę z Kanapy oraz Borówkę i wróciła do siebie, by się chwilkę zdrzemnąć.

Weszła do swojego pokoju i starannie zamknęła drzwi.

Rano obudziła się wypoczęta, pełna energii i radości. Siedząc przy pięknej starej toaletce rozczesywała swoje gęste, piękne włosy i wspominała swój sen. Następnie poszła do pracy…

* * *

Minęło kilkadziesiąt lat. Starsza już pani zasiadła przy pięknej toaletce i rozczesywała swoje nadal piękne i gęste, choć już trochę przyprószone siwizną, włosy. Przypomniał się jej sen sprzed wielu lat. Był tak wyraźny, jakby dopiero co się przyśnił… Leniwie pomyślała, że może ciekawie byłoby spędzić trochę czasu w Szkole Czarowania. Rozbawiona uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze, gdyż pomysł wydał się jej niedorzeczny. Dokończyła rozczesywanie włosów i wstała, by pójść do kuchni i zrobić sobie filiżankę mocnej herbaty.

Otworzyła drzwi do pokoju i oniemiała. Przed sobą zobaczyła, poznany we śnie, korytarz Szkoły Czarowania. Znowu przechodziła nim Borówka, która przystanęła na widok kobiety w szlafroku i powiedziała:

– Dzień dobry Kokoryczko, Miło cię znowu widzieć…

Kokoryczka odruchowo cofnęła się i rozejrzała po dobrze znanym sobie pokoju. Podeszła do okna, żeby go otworzyć i odetchnąć świeżym powietrzem. Nie mogła tego zrobić, gdyż okna nie było! Zamiast niego, na ścianie była tapeta z widokiem, jaki zwykle widziała.

Usłyszała pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziała odruchowo.

Drzwi uchyliły się szerzej i stanęła w nich Borówka.

– Kokoryczko, zapraszam na śniadanie. Zaczekam na ciebie na korytarzu.

Kobieta westchnęła, szybko się ubrała i wyszła na szkolny korytarz…

Autor: Archiwista SC

Roztańczona brzózka – 32

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu na polanę przyszedł młody kompozytor. Zapatrzył się na brzózkę, wczuł w rytm jej tańca i zaczął nucić melodię – jej melodię. Wyjął notes i przelał na papier piosenkę brzozy.

Ta melodia oczarowywała potem ludzi na całym świecie. Słuchacze mieli wrażenie, że delikatnie nucą, lekko tańczą i są szczęśliwi. Niektórzy, oczyma wyobraźni, widzieli również roztańczoną brzózkę.

Wiele lat później, kompozytor przyprowadził do brzózki grupę swoich studentów. Pokazując im dorosłą już brzozę, opowiedział jak oczarował go jej taniec i jak doszło do napisania jego najsłynniejszej kompozycji.

Następnie polecił studentom, by rozeszli się po lesie, znaleźli odpowiednie drzewo lub drzewko i zrobili to, co on przed laty – patrzyli, słuchali, wczuwali się i zapisywali melodię drzewa.

Notatki, które wówczas powstały, studenci – pod czujnym okiem profesora – opracowali i nowo powstały utwór nazwali „Leśną rapsodią”.

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 31

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu, pod drzewem, w upalny, wakacyjny dzień, wygrzewały się koty. Leżały leniwie i nie zwracały na nic uwagi. Były do tego stopnia zajęte wypoczynkiem, że nawet nie wystawiały pazurków, gdy obok przechodziły psy.

Psy obwąchiwały koty, ale te ledwie tylko otwierały oczy.

Wieczorem, gdy zrobiło się już trochę chłodniej, kotki nabrały ochoty na zabawę i zaczęły ganiać muszki. Teraz, spacerujące psy mogły usłyszeć fukanie i zobaczyć nastroszoną sierść kotów.

Obserwujący to wszystko chłopcy odgadli, że bawiące się koty wracały do swojej kociej natury, a wcześniej przed upałem chroniła je dobra energia drzewa.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 51

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Chłopczyk wzrastał w kochającej atmosferze rodzinnego domu. W wieku szkolnym spotkało go wiele małych, jak również niemałych rzeczy. Niektóre zapadały głęboko w sercu. Były ciężkie. Za każdym razem chłopiec wspierał się miłością, którą otrzymywał od rodziców i szedł dalej przez życie, bogatszy o nowe doświadczenie.

Kiedy w jego życiu pojawił się przyjaciel, był szczęśliwy. Ten jednak zdradził chłopca, który nie mógł pojąć, jak to się mogło stać. Rodzice tłumaczyli synowi, że jego przyjaciel inaczej nie potrafił. W jego domu panował chłód i brakowało miłości. Nie nauczył się wielu cennych rzeczy, ale bardzo starał się być dobrym przyjacielem.. Być może strach spowodował, że uciekł w ten sposób od prawdziwej przyjaźni.

Chłopak długo rozmyślał nad słowami rodziców. Postanowił zawalczyć o przyjaciela. Poprosił go, aby tamten nie odwracał się od niego ze wstydu przed tym, co zrobił. Żeby dał sobie szansę to naprawić. Po tych słowach obaj wypłakali swoje żale. Podjęli na nowo próbę bycia przyjaciółmi.

Autor: Wędrowny Grajek

Roztańczona brzózka – 30

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu w pobliżu roztańczonej brzózki usiadła kobieta, która miała już dość bólu i cierpienia, związanego z przeszłością. Słyszała, że brzozy mają pozytywną energię, więc przyszła na leśną polanę, do roztańczonej brzózki, z wiarą w sercu na uzdrowienie.

Słońce miało się ku zachodowi, a kobieta siedziała i prosiła o uzdrowienie, O zerwanie wszystkich negatywnych połączeń z przeszłością. Prosiła o uzdrowienie ciemnych myśli i uczuć, które odbierały energię życiową nie tylko jej, ale również wszystkim ludziom, którzy znajdowali się w jej otoczeniu, z którymi się spotykała i o których myślała.

Wnet zobaczyła, jak brzoza pochyla się, a promienie słońca rozświetlają jej ciało i rozpraszają mroki. Czuła, że przybywa jej coraz więcej energii życiowej. Jej serce napełniało się radością, bo budowała się w nim wiara na dobrą przyszłość jej i bliskich jej osób.

Autor: Danuta Majorkiewicz