Roztańczona brzózka – 5

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu listki brzozy zaczęły drżeć inaczej. Wiatr pieścił je jak zwykle…

Listki jednak już nie wibrowały na wietrze, lecz zaczęły kołysać się równomiernie. Brzózka stała się brzozą, a pod nią działy się odtąd cuda…

Autor: Marek Jasiński

Roztańczona brzózka – 4

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu wiatr się nasilił. Listki były tym bardzo zdziwione i zmęczone. Nigdy dotąd nie musiały włożyć tyle energii, żeby walczyć z wiatrem.

Wieczorem natomiast wiatr zupełnie ustał. Listki i gałęzie zastanawiały się, co będzie w przyszłości, czy często będą silne wiatry i czy będzie dużo czasu, żeby potem odpocząć.

Małe ptaszki, które siedziały na gałęziach brzózki miały podobne wątpliwości.

Większe ptaki wyczuły rozterkę młodych i oznajmiły im, że wszystko w przyrodzie rośnie i w czasem staje się większe i silniejsze.

Autor: Adam

Kiedyś dawno dawno temu – 49

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Przyszedł czas, by nadać dziecku imię. Ojciec był człowiekiem bardzo tradycyjnym i proponował piękne, staropolskie imiona. Mama była bardzo oczytaną i nowoczesną kobietą, zatem proponowała imiona zaczerpnięte z języka angielskiego.

W pewnym momencie dziecko zaczęło płakać i mama zajęła się jego karmieniem. Ojciec w tym czasie wziął ciepły prysznic i bardzo się odprężył. Gdy wyszedł z łazienki, dziecko i żona już spali. Było wiadomo, że do tematu trzeba wrócić dnia następnego.

Tegoż dnia rodzinę odwiedził dziadek maluszka. Rodzice z dumą pokazali chłopca i opowiedzieli o perypetiach z nadaniem mu imienia. Dziadek przypomniał, iż oczekiwał syna, którego chciał nazwać Janem, a urodziła się córka Marysia – mama chłopczyka. W związku z tym zaproponował, aby tak długo czekające w kolejce imię nadano wnukowi.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 3

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu powieszono na niej huśtawkę. Nie była ciężka, ale każdy kolejny dzień powodował rysy i rany na korze brzózki. Z zewnątrz było to prawie niezauważalne, ot kilka zadrapań. Rany jednak były głębokie. Kiedy pewnego dnia huśtawkę zdjęto, rany otworzyły się na dobre. Na szczęście brzózka była już brzozą, a rany stały się wkrótce rankami.

A kiedy wiał silny wiatr, brzoza lekko uginała się pod jego siłą, żeby w inny słoneczny dzień z dumą prezentować swoje piękne gałęzie.

Autor: Wędrowny Grajek

Przy pięknej starej toaletce – 44

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest małą dziewczynką, śniącą o wielkich polach różnosmakowych lodów.

W dziecięcym świecie miejsce zbóż zajęły lody. W tym śnie, o dziwo, lody nie roztapiały się nawet wtedy, gdy świeciło na nie mocne, czerwcowe słońce. Bezpośredni blask słońca uwypuklał prawdziwe kolory lodów.

Dziewczynka zastanawiała się, czy smakować te lody, które widzi, czy też pójść dalej. Najpierw pomyślała sobie, że jak spróbuje każdego pola i będzie najedzona, to pójdzie dalej. Ciekawość jednak była silniejsza, a cierpliwość wynagrodzona.

Dziecko poszło dalej i zza lodowych pagórków wyłoniły się kolejne pola lodów. Te były z rodzynkami, bitą śmietaną i truskawkami.

Autor: Adam

Roztańczona brzózka – 2

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu zawędrował pod nią jeż. Przyniósł ze sobą jabłko i zostawił je pod brzozą. Myślał, że się nim pożywi, ale zmienił zdanie, gdyż na łące znalazł bardzo dużo smacznych pędraków.

Jabłkiem, pozostawionym przez jeża, zainteresował się bezdomny chłopiec, który był sam na świecie, a przynajmniej tak mu się wydawało, gdy nieśmiało wyciągnął rączkę po jabłko.

Brzózka przyjaźnie szumiała i tańczyła na wietrze. Jeż jadł pędraki – spojrzał przelotnie na chłopczyka i wrócił do swego posiłku. Chłopczyk potrzymał chwilę jabłko w swoich rączkach i patrzył na nie z namysłem. Wreszcie zdecydował się – ugryzł kawałek. Nie był przygotowany na to, co zaczęło się wydarzać, gdy połknął pierwszy kęs jabłka.

Jego samotność zaczęła rozwiewać się, a razem z nią odszedł smutek i rozpacz. Chłopczyk przestał myśleć o ludziach, których utracił, choć może lepsze byłoby określenie, że przestał o nich myśleć tak jak dotąd. Zamiast rozpaczać, że ich utracił, zaczął przypominać sobie miłe chwile z nimi spędzane i poczuł wdzięczność, że ich spotkał i dane im było razem wędrować przez życie.

Wdzięczność rosła, była wszechogarniająca i przepełniała drobne ciałko chłopczyka. Razem z wdzięcznością przyszła miłość do świata, do ludzi i do siebie samego. Chwilę później chłopczyk zaczął odczuwać miłość, którą świat i inni ludzie mieli dla niego.

Przypomniały mu się twarze ludzi, którzy go lubili i cenili go. Poczuł ich życzliwość i troskę o niego. Zrozumiał, że nie jest sam i że ma dla kogo żyć. Bezwiednie odłożył jabłko na trawę i wrócił do domu.

Brzózka szumiała, a jeż znowu zainteresował się jabłkiem i przeniósł je w inne miejsce. Być może przyda się kolejnej istocie…

Autor: Ewa Damentka

Roztańczona brzózka – 1

Roztańczona brzózka rosła na leśnej polanie. Jej gałązki oraz listki szeleściły i migotały, wdzięcznie poruszając się pod wpływem lekkiego wiatru.

Pewnego razu ptaki, siedzące na gałęziach, zadały sobie pytanie: „czy silny wiatr i słaby wiatr to ten sam wiatr?”.

Pytanie dodatkowe: „czy wiatr północny i południowy to różne wiatry?”.

Do tego jeszcze te fajne prądy wznoszące.

Szybujący wysoko orzeł, mistrz lotu, zdawał się dawać piękną odpowiedź na te pytania: „Nieważne są przypadkowe rozterki, a ważne jest to, by jak najefektywniej wykorzystać siłę i piękno, jakie daje przyroda”.

Autor: Adam

Przy pięknej starej toaletce – 43

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że zwiedza piechotą świat.

Była już w wielkich miastach i w małych wsiach. Przyszedł czas, by wejść w głuszę przyrody. Jak się spodziewała, odczucia z takiej wędrówki powinny być wyjątkowe. I rzeczywiście były.

Gdy wchodziła z polnej drogi do lasu, zaczął padać ulewny deszcz. Dziewczyna nerwowo szukała parasola, ale szybko przerwała te poszukiwania. Postanowiła, że tę wędrówkę odbędzie w spokoju. Nie wyjęła parasola ze swojego plecaka, lecz stanęła pod wielkimi i wysokimi drzewami.

Gdy deszcz ustał, zauważyła, że spadło na nią tylko kilka kropel. Zdała sobie sprawę, że przyroda ma naturalne cykle i że człowiek może biec na oślep lub zastanowić się i podjąć wędrówkę we właściwym kierunku.

Autor: Adam

Na dnie szuflady – 53

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Na fotografii był niemowlaczek, dzisiaj już dorosły człowiek. Mama, która zajrzała właśnie do tej szuflady, przypomniała sobie nie o pielęgnacji dziecka, ale o tym jak niegdyś nastoletni młodzieniec wstydził się tego zdjęcia, gdy było ono pokazywane rodzinie.

Kobieta trochę się dziwiła, bo patrzyła tylko z perspektywy pielęgnacji dziecka, a nie jego odczuć.

Nie tak dawno zapytała mężczyznę, którym stał się jej syn, dlaczego tak reagował w pewnym wieku, gdy widział to zdjęcie. Odpowiedział, że teraz to zdjęcie znowu mu się podoba, gdyż przypomina mu jego własnego syna, ale we wczesnej młodości myślał inaczej.

Kobieta zrozumiała, że warto rozmawiać ze swoimi dziećmi po to, by również z ich perspektywy popatrzeć na życie.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 38

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr… Było to bardzo dziwne, ponieważ wiosną śnieg nie pada.

Dziecko o tym wiedziało i było bardzo zdziwione widokiem owych śnieżynek. Stanęło przed dylematem – czy zapytać ojca, co się dzieje, czy nie zapytać?

Atmosfera była bardzo fajna, ponieważ ojciec z synem podróżowali statkiem wycieczkowym po Mazurach. Chłopiec odczekał właściwy moment i zapytał ojca, skąd wziął się na statku ten śnieg. Ojciec, powstrzymując śmiech, rzeczowo wytłumaczył, że jest wiosna i o tej porze roku kwitną drzewa. Poprosił syna, aby pochylił się i z drewnianej podłogi podniósł jedną z tych śnieżynek.

Dziecko wiedziało, że śnieg trzymany w dłoni, po pewnym czasie się roztapia. Chłopczyk trzymał teraz tę podniesioną przez siebie „śnieżynkę” w dłoni i poczuł, że nie jest zimna. Ojciec zapytał go, czy „śnieżynka” się roztapia, a jeżeli nie, to jaki ma kształt.

Dziecko przyjrzało się dokładnie i odpowiedziało, że to mikro kwiatek.

– Właśnie to jest kwiatek z drzewa, które kwitnie. Odczepił się od drzewa i latał w powietrzu, a na jego miejscu powstaną owoce – powiedział ojciec.

Jako, że podróż statkiem dobiegała końca, ojciec zagaił, że jutro zapozna syna ze zwyczajami pływających w jeziorze ryb.

Na to dziecko zapytało – czy jutro też popłyniemy statkiem?

Ojciec odparł – Synku, czy koniecznie trzeba płynąć statkiem, by rozmawiać o rybach?

Autor: Adam