Kwiat paproci rozkwitał – 40

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał wzrok wszystkich, którzy przechodzili w pobliżu.

– Przyroda jest piękna – powiedział do swoich wnuków starszy pan.

Dzieci puściły to mimo uszu, szły dalej. Były już głodne i chciały do domu. Grupa miała jednak jeszcze kilka kilometrów do przejścia.

Dzieci zapytały dziadka, czy zawsze tak dużo chodził i zwiedzał.

– W młodości dużo jeździłem samochodem – odparł – obecnie doceniam znaczenie ruchu i staram się spacerować jak najwięcej.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 48

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mężczyzna o innym kolorze skóry, niż pozostali ludzie w tłumie. Różnił się nie tylko kolorem skóry – również rysami twarzy.

„Ciekawe, czy jest mieszkańcem, czy gościem w tym wielkim mieście? Co tu robi? Jak rozmawiają z nim ludzie?” – takie pytania zadawała sobie dziewczynka, która siedziała z rodzicami w kawiarni i przez okno obserwowała plac i przechodzący tłum.

Ucieszyła się, gdy zobaczyła, że do tego mężczyzny podszedł inny, o takim samym kolorze skóry i podobnych rysach twarzy. „A więc nie jest sam. Nie jest samotny, ma towarzystwo” – z ulgą pomyślała dziewczynka i zajęła się deserem, który postawił przed nią kelner.

Autor: Siostrzyczka

Przez kawiarniane okno – 47

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł aktor. Przygotowywał się do swojej roli i nie zwracał uwagi na wędrujący tłum. Nogi same zaprowadziły go do teatru…

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 43

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Małe śnieżynki i lekki wiatr muskały twarze ludzi, wysiadających z różnych pojazdów i podążających szerokimi marmurowymi schodami do pałacu.

Pałac rozświetlony był latarniami i przepięknymi lampionami porozwieszanymi u sufitu arkad otaczających wokół pałac. Wszyscy uśmiechnięci i radośni podążali na bal, który został zorganizowany przez parę królewską dla obywateli kraju, w którym pełnili swą władzę. Król, zasiadający na tronie, bardzo dbał o dobrobyt i zadowolenie społeczeństwa. Cieszyło go bardzo, że ludzie żyją w dostatku. Szczęśliwi i radośni. A oni byli pełni życzliwości i wdzięczności dla króla i jego żony. Licznie przybywali na każdy bal przez nich organizowany. Bawili się do białego rana, jednocząc się z nimi.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przez kawiarniane okno – 46

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szła Nadzieja.

Rozglądała się ciekawie, bo była nowa w tym dużym mieście. Przyglądała się ulicom, budynkom i… ludziom. Najbardziej interesowali ją właśnie oni: duzi i mali, starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci.

Ciekawa była, jacy są? Czy ją polubią? Czy pozwolą jej zamieszkać w ich mieście? Czy pozwolą, żeby sprowadziła tu swoją rodzinę? Rodziców? Dzieci? Siostry i braci?

Na chwilę posmutniała, ale przypomniała sobie, że przecież jest Nadzieją…, a to zobowiązuje. Rozjaśniła się, rozluźniła i zaczęła się wlewać w serca ludzi. Pomyślała: „Może jednak pozwolą mi zostać ze sobą”…

A ludzie poczuli ją i dotychczas szare miasto w ich oczach zaczęło przybierać piękne, kolorowe barwy.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Duży stół wystawiono – 20

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który miał tu przybyć niebawem.

Hortensja starannie doglądała każdej potrawy, a Paweł upewniał się, że wszyscy dojadą na czas. Od czasu do czasu wychodził z domu, żeby podwieźć kolejnego gościa. Dom przesycony był zapachami, cudowną muzyką i radosnym nastrojem.

Dzisiaj Natalia miała poznać Szamana, który w dzieciństwie podarował jej grzechotkę. Grzechotka ta odwracała jej uwagę od problemów, którymi kiedyś zadręczali się jej rodzice. Dzięki temu mogła zająć się sobą, swoim dorastaniem i rozwojem.

Wyrosła na mądrą, silną dziewczynkę, która świetnie radziła sobie z otaczającą ją rzeczywistością.

Gdy tak wszyscy czekali na Szamana, ktoś zauważył, że do domu niepostrzeżenie wszedł Kustosz z listem. Był to list od Szamana. Szaman dziękował za zaproszenie i zapewniał, że jego obecność nie jest już konieczna, gdyż w tej rodzinie wszyscy świetnie sobie radzą. Wierzy, że nikt nie pogniewa się o to, że go nie będzie. Musi bowiem przyszykować i podarować nową grzechotkę innemu potrzebującemu dziecku.

– No pewnie, że tak – Natalka klasnęła w ręce – moja mama jest już prawie jak szamanka, oddam jej dzisiaj swoją grzechotkę.

Autor: Hania

Mała śnieżynka – 42

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Zwykle wiatr powstaje sam z siebie, ale nie tylko…

Kiedyś płatki śniegu mogły być unoszone przez jadący powóz czy też parowóz. Później śnieg unoszony był przez samochody i samoloty.

Wniosek z tego taki, że zjawiska mogą pozostawać takie same, ale z biegiem czasu są one wywoływane przez inne czynniki.

Autor: Adam

Duży stół wystawiono – 19

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który może się zjawić. Robiono tak co roku. Gość nigdy nie przyszedł i też nikt się go nie spodziewał.

Zdziwienie było więc wielkie, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Pan domu wstał od stołu i podszedł do drzwi. Otworzył je i zobaczył swojego brata, którego nie widział od kilku lat. Spotkania były utrudnione, bo brat mieszkał i pracował na końcu świata. Teraz stał w drzwiach, zdrowy, uśmiechnięty. Powiedział, że bardzo się stęsknił i przyjechał na Święta, bo chciał pobyć razem z rodziną.

Wszyscy bardzo się ucieszyli, a gość witał się z nimi po kolei i z ciekawością patrzył na dzieci, które podrosły w czasie jego nieobecności i na te, które się w tym czasie urodziły. Dzieci też patrzyły z ciekawością, bo spodziewały się prezentów.

Rodzice obiecali im, że wujek na pewno opowie im o swoich podróżach i pokaże zdjęcia, robione na całym świecie. Na razie jednak potrzebuje poświęcić trochę czasu na rozmowę z dziadkami, czyli swoimi rodzicami. Nie spodziewali się jego wizyty i muszą się nim nacieszyć. Już sprawił im wielką radość swoim przyjazdem, a rozmawiając teraz z nimi, uszczęśliwi ich jeszcze bardziej.

Jedno z dzieci uznało, że w takim razie, wujek jest dla dziadków Świętym Mikołajem, który przyszedł odwiedzić ich w Święta Bożego Narodzenia.

Autor: Jagoda

Przez kawiarniane okno – 45

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich rodzina wyróżniająca się w tłumie.

Niektórzy szli spokojnie, uważnie spoglądając na ludzi, przechodzących obok. Delektowali się popołudniowymi, letnimi promieniami słońca i muzyką dobiegającą od strony placu, na którym grała orkiestra.

Szli jedni obok drugich, nie rozmawiając ze sobą, zajęci tym, co działo się wokół.

Rodzina wyróżniała się z tłumu. Nie rozmawiając, byli cały czas zajęci sobą. Słuchali muzyki, a mimo to spoglądali na siebie. Uśmiechali się. Cieszyli się byciem razem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Duży stół wystawiono – 18

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który, jak mówił zwyczaj, może się pojawić.

Było późno. Do Wigilii miała zasiąść duża osiemnastoosobowa rodzina. Byli wszyscy – młodzi i starzy. Gdy już nadeszła pora siadania do stołu, pierwsze przybiegły dzieci. Najdłużej dali na siebie czekać pradziadkowie. Gdy już przyszli, pradziadek, jak co roku, zapytał, ile osób jest przy stole i czy coś od ostatniego roku się w kwestii liczebności rodziny zmieniło.

Autor: Adam