Była sobie łąka – 57

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wokół okna latały motyle. Albo tylko tak to wyglądało. To w rzeczywistości były małe, kolorowe, latające wróżki.

Z wielką ciekawością zaglądały do okna. Wewnątrz pomieszczenia, na środku podłogi siedziała, otoczona świecami, szacowna trenerka magii wróżek, nazywana pieszczotliwie przez wróżki Borówką. Wykonywała właśnie rytuał przywoływania żywiołów. Na twarzy trenerki wróżek malował się spokój i rozbawienie zarazem. Czuła, że za oknem kłębią się maleńkie wróżki. Teraz jednak był dla niej czas. Czas na odnowę substancji żywiołów w organizmie. Stary, zapomniany rytuał. Dlatego małe wróżki muszą poczekać, co zresztą dobrze rozumiały. Ich trenerka musi mieć przecież wiele sił, aby nauczyć je trudnej magii. Po dłuższej chwili otwarła powoli oczy i spojrzała przez firankę na wpatrzone w nią małe istotki. Gestem przywołała je do siebie. Żadna z małych wróżek nie ociągała się. Wszystkie wkrótce siedziały u jej stóp.

Z otwartymi buziami przyglądały się swojej mistrzyni, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Borówka miała świetlistą skórę, roziskrzone radością oczy i promieniała zdrowiem i wewnętrzną siłą. Wróżki zaczęły radośnie klaskać w dłonie, kołysać się i podskakiwać. Borówka znów wykonała gest w powietrzu, rozpoczynający lekcję. Wróżki ucichły i uspokoiły się.

Borówka rozpoczęła wykład: „Praca dla ludzi, dbanie o ich zdrowie i szczęście, to niezwykle ważna sprawa. Jednak trzeba dbać zawsze więcej o siebie samego, bo tylko wtedy możemy siebie dać innym. Dziś obserwowałyście mnie przy rzadkim rytuale. Właśnie ten jest bardzo ważny. Dziś wszystkie nauczycie się go i codziennie, aż po kres waszych dni rytuał ten będziecie czynić. Podobnie jak ja, dzień po dniu…”

Dla kochanej Magdy napisał Marek Jasiński

Kwiat paproci rozkwitał – 1

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał różne fruwające istoty – pszczoły, motyle, ptaki. A chwilę później i trochę nieśmiało – elfy i duszki leśne. Te ostatnie bardzo się starały, żeby wyglądać jak gałązki, kłębki mchu lub pajęczyny. Kwiat wszystkie je przyciągał i obiecywał… Właściwie co obiecywał? Ano każdemu z tych stworzeń chciał spełnić marzenie większe i mniejsze, ważne i mniej ważne… Czas na spełnianie marzeń był krótki – tyle ile kwitł kwiat, ale to i tak było dużo, bo trzeba było trafić na ten moment i na ten las.

Autor: Borówka

Była sobie łąka – 56

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Jeszcze niedawno w środku pracowały skrzaty, elfy i małe aniołki. Szykowały lekarstwo dla Borówki.

– Czy zdążymy? Czy będzie dostarczone na czas? – głośno zapytał mały, zatroskany krasnoludek.

– Tak, oczywiście. Już jest dostarczane – odparł pucołowaty aniołek.

Drugi aniołek, też mały i pucołowaty, dodał – Chora dostaje je kropelka po kropelce.

– Kto je podaje? – dopytywał krasnoludek

– Anioły Światła uzdrawiają ją w imię Najwyższego.

Krasnoludek zamyślił się, zatroskał jeszcze bardziej i zapytał

– A czemu tyle istot jest w to zaangażowanych? Ludzie się modlą o jej wyzdrowienie, my pracujemy, Anioły leczą. Przecież Anioły mogą ją uleczyć same, bez naszej pomocy.

– A ty? Czemu z nami jesteś i szykujesz to lekarstwo? – zapytał jeden z aniołków.

– Bo lubię Borówkę i chcę czymś zająć myśli, żeby się o nią nie martwić. Wydaje mi się, że prędzej wyzdrowieje, jak będę pomagał w przyrządzaniu lekarstwa.

Aniołki uśmiechnęły się słodko, a pewien elf popatrzył z sympatią na krasnoludka i powiedział:

– Borówka jest ogólnie szanowaną i kochaną osobą. Każde z nas chce mieć udział w jej wyzdrowieniu.

– Będę się cieszyć, jak wyzdrowieje – powiedział smutny krasnoludek.

– Już teraz możesz to robić – odpowiedział jeden z aniołków – i to niezależnie od tego co się stanie. Borówka albo wyzdrowieje, albo pójdzie prosto do nieba. Być może Pan Bóg ma dla niej nowe zadania. W każdym wypadku nasza życzliwość i pomoc będą do niej docierać i wspierać ją w tym, co będzie robiła.

– Chciałbym, żebym wyzdrowiała.

– My też, ale nie znamy planów Najwyższego. Za to możemy mu być wdzięczni, że dane nam było poznać Borówkę. Pomyśl, jaką jest wspaniałą osobą, skoro tyle istot ją pokochało?

…A zielona łąka, domek, las i strumyk, które przysłuchiwały się tej rozmowie, również były przepełnione wdzięcznością, bo też zdążyły poznać i polubić Borówkę.

Dla Borówki napisała Kokoryczka

Była sobie łąka – 55

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. W małym pokoju stała kobieta, okoliczni ludzie nazywali ją Borówką, a przyjaciele często nazywali ją żartobliwie Wiedźmą Borówką. Kobieta, tak naprawdę, miała na imię Magda.

Zaczęła pomału przechadzać się po pokoju, krążąc wokół ścian zastawionych regałami. Na regałach znajdowały się pamiątki, piękne zdjęcia, magiczne przedmioty i przede wszystkim wiedza, wiedza w postaci książek, albumów, skryptów…

Magda, przechodząc wokół pomieszczenia, przyglądała się uważnie przedmiotom. Przez całe swoje życie intensywnie studiowała i pracowała z wiedzą, którą przekazywał jej ojciec, przyjaciele, nauczyciel. Znowu przystanęła na środku pokoju i ogarniała wszystko wzrokiem.

Czuła się trochę słaba, ponieważ dużo pracowała z ludźmi tego dnia i wiele dni wcześniej. W tym czasie przyszło do niej bardzo wiele osób. Zdecydowana większość z nich cieszyła się z powrotu do zdrowia, z udzielonej im pomocy. Czasami niektórzy pacjenci sami nie byli przekonani, czy chcą wrócić do tego zdrowia, więc ich powrót nie zawsze był możliwy tak szybko, jakby tego może oczekiwali. Jednak Borówka nigdy odmawiała nikomu, nie pozostawiała nigdy żadnej osoby bez pomocy.

Teraz, patrząc na całą historię, która rozegrała się z jej udziałem, zyskała nowe spojrzenie na całość zagadnienia. Przecież, wszystkie te informacje, cała ta wiedza zawiera tylko jedną tajemnicę: „MOŻEMY”. Możemy wszystko. Możemy wypowiedzieć magiczne słowo, które leczy. Możemy wyobrazić sobie sytuację, kiedy leczy przedmiot magiczny i leczy energia, która wokół nas krąży.

Stojąc na środku pokoju, zamyślona, podniosła do góry oczy i pomyślała: „Przecież to nie ma znaczenia, czy jestem teraz zmęczona. To nie ma znaczenia, czy coś mnie boli. To nie ma znaczenia, czy jestem słaba. W każdym momencie mogę to zmienić”.

Złożyła dłonie przed sobą, właściwie zbliżyła je do siebie, przymknęła oczy, a wokół niej zaczęło delikatnie falować powietrze. Między dłońmi pojawiło się coś w rodzaju rozżarzonej mgiełki, strumieni falującego powietrza. Rozświetlona energia wzrastała wokół niej, falujące powietrze zaczęło jaśnieć, jaśnieć. Pomieszczenie wydawało się wypełniać niesamowitym zapachem, pięknym dźwiękiem przypominającym, jak gdyby dźwięczenie dzwoneczka, może dzwonków? Tak dzwonków, dzwonków tybetańskich, takich właśnie, jakich używa do leczenia pacjentów. Tak to ten dźwięk roztacza się wokół. Przestrzeń się rozświetliła, całe ciało otoczone zostało niewiarygodnie pięknym białym światłem, skrzącym się przebłyskami, energia otaczała ją z każdej strony dostarczając odżywczej i duchowej materii do każdej komórki ciała, do najdrobniejszej molekuły, zarazem transformując wszelkie toksyny, wszelkie trucizny, które były w organizmie, w otaczającym ciało fizyczne ciele eterycznym. Ciało leczyło się samo, działo się to dosyć szybko. Szybciej, niż mógł sobie to wyobrazić jakikolwiek człowiek, żyjący racjonalnością i myślący standardowymi zasadami, standardowym sposobem myślenia. Wszak to ważna zasada, że nie ogranicza nas żadna zasada, żadna fizyczna reguła, żadna racjonalność. To tylko poziom naszej wyobraźni kreuje nasz wszechświat…

Po pewnej chwili całe pomieszczenie falowało światłem, ciało Borówki samo z siebie zaczęło świecić. Wydawało się, że każdy, każdy najmniejszy nawet fragment ciała, najmniejszy skrawek skóry świeci.

Magda poruszyła się lekko, przycisnęła dłonie do siebie, potarła je, wykonała gest w powietrzu zamykający rytuał. Opuściła dłonie, powoli podniosła głowę, otworzyła oczy. Oczy lśniły siłą i radością, ciało stało się silne i energiczne, dawne zmęczenie znikło gdzieś w bezkresnej przepaści czasu. Borówka była przygotowana na to, żeby jutrzejszy dzień przeznaczyć przede wszystkim na regenerację sił, a przy okazji na dzielenie się swoją wiedzą z najbliższymi. Przygotowana na to, aby następny dzień poświęcić dalej na zgłębianie tajemnic, poświęcić dla swoich uczniów i przyjaciół. Przyjaciół, którzy byli jednocześnie uczniami. Nadchodzące dni jawiły się jako pełne radości, szczęścia i zdrowia.

Już nigdy nie będzie brakować ani sił, ani energii ani zdrowia. Magia jest w nas. Wystarczy tylko wyciągnąć dłoń…, tak jak uczyniła to Magda „Borówka” przez przyjaciół zwana „Wiedźmą Borówką”, przez pacjentów często „Panią od pleców”.

Opowieść ta jest dedykowana jest najdroższemu mojemu Nauczycielowi, ale również dedykuję je każdemu człowiekowi, który jest w potrzebie, aby skorzystał z własnej wewnętrznej magii.

Marek Jasiński

Przez kawiarniane okno – 40

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dźwigowy.

Wracał z pracy zmęczony. Dziś jego zajęcie było bardzo odpowiedzialne i męczące.

Pomimo zmęczenia schylił się i podniósł zabawkę, która wypadła z dziecięcego wózka.

– Co pan robi? – zapytała właścicielka wózka i dzieci.

– Jestem dźwigowym.

– Proszę pana, pytam raczej, dlaczego pan podnosi zabawkę w sytuacji, gdy obok idzie mój dziesięcioletni syn? Jest od pana młodszy.

– Bo jestem dźwigowym, lubię tę robotę – i oddał zabawkę małemu dziecku.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 51

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o królewiczach i królewnach, smokach i skrzatach – o bohaterach, z losami których utożsamiały się zasłuchane w tej opowieści dzieci.

Kiedyś królewny urosną i zamienią się w królowe, stojące ramię w ramię ze swymi bajkowymi rycerzami czy królami i będą razem iść przez życie wspólnie pokonując napotykane po drodze smoki. Królewicze zamienią się w silnych władców, zarządzających swoimi królestwami i podwładnymi. Będą szukać kandydatki na swoją królową, przyłączać nowe ziemie do swego królestwa i – miejmy nadzieję – rządzić mądrze, dobrze i sprawiedliwie – jak przystoi w najlepszych bajkach.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 50

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kocie, który lubił wspinać się po drzewach. Czasem wchodził tak wysoko, że bał się zejść na dół. Wtedy jego pan zakładał uprząż alpinistyczną, wchodził na drzewo i znosił kota na dół. Kot wierzgał i go drapał, bo się bardzo bał… Specjalnie dla kota została zaprojektowana ścianka wspinaczkowa w dużym pokoju, Kiedy na dworze było zimno, padał śnieg lub deszcz – to kot bawił się w domu, a jego pan korzystał z przyjemności domowego zacisza.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 49

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o złotej rybce. Dwójka dzieci słuchała z wielką uwagą, ale najstarszy chłopiec zaprotestował. Powiedział, że bajki są bez sensu i że chce słuchać prawdziwych bajek o rybkach w morzu, o kutrach rybackich i rybach w sklepie, a nawet o wędkach.

Starsza pani, w związku z tym, tylko nieco zmodyfikowała opowieść, a chłopiec poczuł się doceniony.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 48

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o każdym z nich. Babcia miała taki niezwykły dar, że opowiadała bajkę dla każdego, kto tylko zechciał.

To była bajka, która dawała ukryte wskazówki, pocieszała albo dodawała sił.

Ktoś chciałby może poprosić naszą „babcię” o taką bajkę?

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 47

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o czarodziejskim domu. Dom znajdował się w lesie. Było w nim zawsze ciepło i dużo przestrzeni. Parter był jak duża świetlica, a na górę nie można było wchodzić. Znajdowały się tam prywatne pokoje właściciela domu.

W wybranych dniach, w świetlicy-pracowni przebywała często grupa artystów. Właściciel domu był malarzem i rzeźbiarzem. Wraz z gośćmi potrafili rozmawiać przy kawie i herbacie oraz tworzyć nowe obrazy i dzbany.

Autor: Adam