Gromadka dzieci – 46

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o chłopczyku, który marzył o kwiatku do swojego kożucha.

Kożuch był ciepły, nawet bardzo ciepły, bo chłopczyk mieszkał w zimnym klimacie. Wszyscy ubierali się w kożuchy, żeby nie zamarznąć. Mieli również kożuszkowe rękawiczki, buty, spodnie, czapki… Mróz osiadał na ich brwiach i rzęsach, zabarwiając je na biało. Gdy rozmawiali – z ich ust wydobywała się para, która natychmiast zamarzała w powietrzu, tworząc dziwne kształty.

A chłopczyk marzył, że swój kożuszek ozdabia kwiatkami – świeżymi konwaliami, stokrotkami i innymi kwiatkami, które widywał w czasie krótkich wiosen, jakie czasami zdarzały się w jego krainie. I marzył, że konwalie, przypięte do jego kożuszka, zachowają świeżość i delikatność przez wiele dni. A ich piękny zapach będzie mu stale towarzyszył…

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 45

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o duchach ich rodzinnego lasu.

Pokój był pełen ruchu. Dochodziły do stołu nowe osoby – sąsiedzi, goście z miasta. Czworonogi lizały ich po rękach, łasząc się i przymilając…

Dom tętnił życiem, opowieściami, napełniany był ciepłem. Czy potrzeba czegoś więcej?

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 42

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest otoczona przez ludzi uśmiechających się do niej i akceptujących. Jak o czymś pomyślała, to wzrok kierował się w stronę, gdzie to leżało. Nie była pewna czy to dla niej, ale przyjazne uśmiechy otaczających ją ludzi upewniały ją, że tak, że to jest właśnie jej. Wzięła to i poczuła radość, i w tym momencie przebudziła się.

Autor: Andrzej B

Przy pięknej starej toaletce – 41

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że znalazła się w sterowni swojego życia – w sali, w której był wielki blat z parami przycisków. Każdemu przyciskowi z dłuższym podpisem towarzyszył drugi przycisk. O ile pierwsze miały różne nazwy, to drugie były nazwane identycznie – „STOP”.

Jako pierwszy zauważyła świecący się przycisk, podpisany „BOJĘ SIĘ SIEBIE”, a obok niego był ciemny przycisk nazwany „STOP”. Tuż obok tej pary przycisków znajdowała się kolejna para – ciemny przycisk „UFAM SOBIE” i świecący się przycisk „STOP”.

Obejrzała wszystkie przyciski umieszczone na wielkim blacie. Potem usiadła w wygodnym fotelu, by się zastanowić. Po dłuższym namyśle postanowiła sprawdzić, co się stanie, gdy zmieni niektóre z ustawień.

Zaczęła od pierwszej, zauważonej przez siebie, pary przycisków – świecący się przycisk „BOJĘ SIĘ SIEBIE” i towarzyszący mu ciemny przycisk „STOP”. Ostrożnie, ale zdecydowanie, wcisnęła przycisk „STOP” – natychmiast się rozjaśnił, a jednocześnie przycisk „BOJĘ SIĘ SIEBIE” zgasł. Kątem oka zauważyła migotanie pozostałych przycisków na wielkim blacie – niektóre zgasły, inne się zapaliły. Obejrzała je wszystkie, notując w myśli, co się zmieniło.

Znowu usiadła w fotelu, zastanawiając się, czy te zmiany jej odpowiadają. Jeszcze raz obejrzała wszystkie przyciski, żeby wytypować kolejny…

Uznała, że wciśnie go za parę dni, gdy zaobserwuje, jak na jej życie wpłynie dzisiejsza zmiana…

Autor: Jenczy

Przy pięknej starej toaletce – 40

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest królową, że nic nie musi. Ten sen rozluźnił ją i sprawił, że pomyślała, że w życiu codziennym też nic nie musi – robi to, co sprawia jej przyjemność. Nie boi się o tym mówić. Nie myśli o tym, co inni robią, sama wybiera. Sam wybór sprawia już, że czuje się wygrana.

Bo ona wie, że ten, kto wybiera, to zwycięzca.

Autor: Lejla

Przez kawiarniane okno – 39

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich słoń, który przed chwilą uciekł z wagonu z transportem cyrkowym. Biedak – usłyszawszy głośny sygnał klaksonu – wyrwał zbyt słabe zamknięcie zamka wagonu i nagle znalazł się w scenerii codziennego życia miasta, absolutnie poza jego sferą komfortu.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 38

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich dama z łasiczką – tak ta sama. Chciała się trochę rozprostować i przespacerować popołudniową porą ulicami waszego miasta.

Ktoś chciałby zaprosić ją na kawę?

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 37

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich samotność w tłumie. Wy – mieszkańcy miast – pewnie dobrze ją znacie. Jesteście tak zaganiani, że udajecie, że jej nie ma. Kiedy podejdzie do was na przystanku lub zapuka do drzwi – odwracacie się w drugą stronę lub pilnie sprawdzacie wiadomości w waszych telefonach.

Ona jednak nie odchodzi. Depcze za wami dokądkolwiek się udacie – nawet jeśli przyspieszacie kroku.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 36

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ONO – nijakie, szare, bez wyrazu. Takie byle jakie. Poszargane i zmęczone życiem. Z zaropiałymi oczami. Nieufne i smutne – głodne ludzkiej miłości.

Aż wyciągnęła w jego kierunku rękę i pogłaskała go, dała się obwąchać i polizać. Przyniosła miskę strawy i ciepły płaszcz. Nijakość i szarość zaczęły nabierać blasku, przeobrażając się już w coś innego – bardziej czegoś jakiegoś, niż byle jakiego.

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 39

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że płynęła łodzią po tafli jeziora, a naprzeciwko niej, w słomkowym kapeluszu, wiosłował mężczyzna. Dopłynął do białych lilii unoszących się na wodzie, wychylił się i zerwał je, po czym położył je u jej stóp.

Tak – były dla niej!

Autor: Ewa Majewska