Na dnie szuflady – 52

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia… Ach, te wspomnienia… Często do nich ostatnio wracała, brakowało jej czegoś, czegoś istotnego. Tylko ona sama wiedziała, że to coś malutkie, a ciężkie jak tona, ciągnie jej serce w dół, w otchłań. Nie umiała wyrwać się z tego marazmu, dlatego bardzo rzadko starała się wracać do tych dni, gdy była zakochana. Tęskniła za nim. Jej serce już na zawsze będzie wiedziało, że należy słuchać jego rytmu i kierować się nim. Serce nie rozum, sprawi, że niebo będzie na ziemi.

Autor: Lejla

Przez kawiarniane okno – 27

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich przemieszczał się słup ogłoszeniowy. Dziwnie wyglądał, gdy podczas chodzenia pokazywał ciemne półbuty, czarne skarpetki i ciemne nogawki spodni. Potem – gdy przystawał – już nie wzbudzał sensacji. Po prostu, słup jak słup. Ludzie podchodzili do niego, by czytać ogłoszenia, jakie były na nim naklejone.

„Fajny pomysł na biznes” – pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać, na jaki pomysł sama mogłabym wpaść.

Tymczasem słup podszedł bardzo blisko kawiarnianego okna i znowu zamarł. Spojrzałam na niego i zobaczyłam ogłoszenie. Wielkimi literami napisano w nim: „Zrób to, o czym marzysz. Zrealizuj marzenia swojego serca”.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 26

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Walerian Małolepszy – włamywacz. „Zmęczyłem się po ostatnim skoku” – rozmyślał – „Nie te lata! Jak ten rottweiler wyskoczył zza muru, myślałem, że to koniec. Gdyby nie pętko kiełbasy zabrane na przekąskę, byłoby po mnie. A tak, to on zeżarł moją kolację i jeszcze zdążył mi rozszarpać nogawkę od spodni, kiedy przechodziłem przez mur. Ale co robić, ryzyko zawodowe! Dobrze, że nie umiał wezwać policji! No cóż, trzeba się rozejrzeć za jakąś inną robotą, może coś bezpieczniejszego… już nie te wypasione rezydencje nowobogackich, a powiedzmy jakiś sklepik, o choćby taki jak ten”. Tu z uwagą spojrzał na mały antykwariat usadowiony między dwiema kamienicami.

Autor: Anna-Elżbieta

Na dnie szuflady – 51

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Mimo nawet długiego wpatrywania się w nią – nic nie dało się już na niej zobaczyć. Kiepski film, wywoływacz albo fotograf… Można było snuć domysły. Sądząc po pozostałych przedmiotach, zdjęcie to mogło się łączyć z historią miłości spełnionej lub nieszczęśliwej… Albo z zupełnie inną – nieoczywistą i trudniejszą do wymyślenia…

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 25

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wysoki mężczyzna z długą brodą. Na ramionach miał długi płaszcz, a w ręku trzymał złożony parasol, niezwykle długi.

Tłum zmierzał w kierunku estrady, jakby z desek. Na podium stało trzech mężczyzn, jeden związany, drugi – ubrany na czarno i w peruce oraz atletyczny typ z kapturem na głowie i toporem.

Osobnik w peruce odczytał parę zdań z rozwiniętego rulonu. Następnie atletyczny typ pociągnął związanego mężczyznę w stronę pieńka i podniósł topór. Wtedy wysoki mężczyzna w tłumie wyciągnął parasol i wysunął z niego trzonek, który okazał się laską z błyszczącym końcem. Uderzył nią w bruk, na co związany mężczyzna na estradzie zniknął z głośnym trzaskiem, a zaraz po nim – właściciel laski.

Autor: Marek

Przez kawiarniane okno – 24

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Jacek i jego rodzice. Jacek lubił gwizdać w każdym miejscu, gdzie się znajdował. Rodzicom nie było łatwo z takim zachowaniem chłopca, ale znaleźli pewien środek zaradczy. Na Jacka działała obietnica zjedzenia na ciepło jego ulubionych parówek. Wtedy przestawał gwizdać.

Dziecko było już całkiem duże i wraz z nasyceniem się parówkami, zniknęło też gwizdanie. W swoim kolejnym etapie wędrówki po tym świecie Jacek zaczął bardzo chętnie czytać książki.

Autor: Adam

Delikatna mgiełka – 44

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły, między konarami wielkich starych drzew i wśród szuwarów – jak każdego roku ptaki zakładały gniazda i wysiadywały je oczekując potomstwa. Gdy tylko wykluły się z gniazd, ich śpiew i świergot wtórowały głosom skowronka, ożywiając okolicę. W tym ptasim hałasie na prastarym brzegu Wisły panowała harmonia i spontaniczna radość, które miały cechę niewyczerpywalności.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 23

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich Baletnica. Tak nazywał się szef grupy rowerzystów. Grupa jeździła na wycieczki, robiła dużo kilometrów. Nieważne było dokąd jadą. Ważne, by przejechać jak najwięcej kilometrów. Baletnica szedł przodem, prowadząc swój wyczynowy rower, a za nim szła grupa piętnastu rowerzystów – też z rowerami.

Po zimnej podróży dobrze jest się ogrzać przy ciepłym ogniu. Ogień jest dobry, ale w bezpiecznej odległości. Patrząc na żywioł, oceń, w jakiej skali jest destrukcyjny, a na ile przydatny…

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 22

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewien roztargniony pisarz ze stertą papierów pod pachą. Właśnie uciekał przed deszczem, bo jak zwykle zapomniał parasola i w popłochu szukał suchego miejsca do schronienia. Jego wzrok zatrzymał się na oknie kawiarni. Wszedł do niej przez drzwi, otrzepał włosy i ubranie z deszczu – i z rozmachem usiadł przy stoliku, odetchnąwszy głęboko. Lekko zmoczone papiery, z zapiskami robionymi ołówkiem, rozłożył obok siebie. Zamówił mocną kawę i… zatonął w swoich rozmyślaniach.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 21

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich szedł mały, zgarbiony, czarniawy człowiek z wielkim plecakiem. Nogi miał cienkie, owłosione i wielkie, zakurzone buty, z których wystawały podarte skarpety. Szedł szybko, mijał wszystkich. Dokąd się śpieszył? Kim był? Ja go zobaczyłam, a on czy zauważył kogokolwiek wokół siebie…

Autor: Meidi