Mała śnieżynka – 34

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wiatr ucichł na chwilę, a śnieżynka opadła na płaszcz przechodnia. Uczepiwszy się go mocno, nastroszyła wszystkie części swoich płatków, bo bardzo chciała zobaczyć, co kryje się wewnątrz wielkich gmachów, do których śnieżynki nie docierają. One co najwyżej oglądają ziemię, a potem roztapiają się w kałużach, na chodnikach lub na ziemi. Teraz trafiła się okazja…

Wytężyła więc wszystkie siły i czekała, drżąc ze strachu, że spadnie i rozpuści się w najbliższej kałuży. Nie spadła i nie rozpuściła się. Przed właścicielem płaszcza rozsunęły się drzwi, otwierane przez automatycznego pilota i śnieżynka znalazła się wreszcie wewnątrz gmachu – w wielkiej chłodni, gdzie było mnóstwo innych śnieżynek, otulających ogromne zapasy mrożonek. Rozpoczęła nowe życie.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 13

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich pewna niepozorna postać. Drobna kobieta śpieszyła się gdzieś. Szła szybko, ze spuszczoną głową, nie zwracając uwagi na tłum ludzi dookoła. W pewnej chwili przystanęła, bo zaświeciło czerwone światło. Zatrzymała się wraz z innymi ludźmi i czekała na światło zielone, żeby przejść na drugą stronę ulicy.

Jednak, o dziwo, światło nie zmieniało się. Ciągle świeciło czerwone. Trwało to długo: minutę, dwie, pięć, dziesięć, piętnaście minut… Ludzie zaczęli się niecierpliwić. Niektórzy wskakiwali na jezdnię, lawirując między jadącymi samochodami. Inni zawracali, by pójść inną drogą. Kobieta dalej czekała ze spuszczoną głową… Minęła prawie godzina, a światło nadal było czerwone. Po pewnym czasie kobieta podniosła głowę i rozejrzała się dookoła. Wyglądała, jakby przebudziła się z głębokiego snu. Zdziwiona przyglądała się ulicy, chodnikom, budynkom…, jakby po raz pierwszy widziała ten plac. Zmarszczyła brwi i się nad czymś zastanawiała… Potem zawróciła.

A czerwona światło jakby na to czekało. Zmieniło się na zielone. Kobieta tego nie widziała, bo poszła swoją drogą, starannie wybierając chodniki i ulice, przez które przechodziła. W tej nowej wędrówce towarzyszyły jej już same zielone światła…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Przez kawiarniane okno – 12

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich zagubiony dobry duszek. Jego jasna postać wyraźnie odznaczała się na tle szarego tła. Zdawało się jednak, że nikt nie zauważa jego świetlistej osoby. Duszek natomiast wyglądał na zaskoczonego sytuacją, w której się znajdował.

Dziwiło go, że nie zwracano na niego uwagi. Był całkiem nie z tej bajki. Narastał w nim niepokój. Pobiegł przed siebie bez celu. Biegł do utraty tchu, aż dotarł do wyraźnej granicy świata. Po drugiej stronie zobaczył świetlistą rzeczywistość i smutnego, szarego duszka. Początkowo chciał zamienić się miejscami z szarym kolegą. Później przyszedł mu do głowy inny pomysł. Zaczął z całej siły pchać linię graniczną światów, niczym karuzelę. Światy zawirowały i zmieszały się ze sobą. I nagle było normalnie. To znaczy światło splotło się z szarością, jak złota nić z płótnem.

Rzeczywistość migotała i dawała schronienie. Oba duszki były zadowolone.

Autor: Wędrowny Grajek

Mała śnieżynka – 33

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Zza okna kamienicy dochodziły dźwięki muzyki. Śnieżynki sprawiały wrażenie, jakby ta muzyka podrywała ich do tańca. Pragnęły jak najdłużej uniknąć zderzenia się z ziemią, wzbijać się w powietrze i tańczyć – niczym motyle, które raz dotknięte, natychmiast gasną.

Autor: Ewa Majewska

Przez kawiarniane okno – 11

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich piękna blondynka o bardzo długich nogach i promiennym uśmiechu. Skąd ja ją znam? Ach, to przecież moja faworytka w „Tańcu z Gwiazdami”, która zajęła drugie miejsce! Szła pewna siebie, przesyłając swój czarujący uśmiech przechodniom. Była szczęśliwa.

Autor: Danusia

Przez kawiarniane okno – 10

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich wesoło podskakując kroczył Błazen w cyrkowym stroju, takim z łatą na łacie, w ogromnych czarnych buciorach i z kulfoniastym, czerwonym nosem na twarzy. Miał wesołe oczy i podśpiewywał sobie skoczną melodyjkę.

Ludzie rozstępowali się przed nim z różnymi wyrazami twarzy. Niektórzy wesoło się do niego uśmiechali, inni pogardliwie spoglądali z góry, a jeszcze inni znacząco pukali się w czoło. Tylko mały chłopaczek, cały w piegach, spojrzał na niego wnikliwie, odwrócił i zaczął iść za nim śpiewając jego piosenkę. Dołączył jeszcze do nich mały kundelek, wesoło machając krótkim ogonkiem…

Autor: Ela S.

Mała śnieżynka – 32

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Wstawał dzień i kolory świata zmieniały się z niebieskich w jasnożółte. Zima dopiero się zaczynała, więc lekki mróz i padający śnieg były pożądane. Pomimo krótkiego dnia stało się jaśniej. Początkowo padający śnieg tworzył na ulicach jakby dywan. Po kilku dniach zalegały już jego zaspy.

Piękne słońce zachęcało do wyjścia z domów, które trzeba było jednak odśnieżyć.

Niektóre dzieci obserwowały zimę przez okno. Wnuczka, pomagająca swojej babci w kuchni, w pewnym momencie jakby zapomniała o sporządzaniu domowego makaronu i wpatrywała się w okno. Babcia zbytnio nie protestowała. Po kilku minutach zadała małej Basi pytanie – „Co tam jest takiego interesującego?” A dziewczynka odpowiedziała, że z zainteresowaniem ogląda ślady na śniegu.

Autor: Adam

Przez kawiarniane okno – 9

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich jamnik razem ze swoją właścicielką – małą dziewczynką, która w jednej rączce trzymała smycz, a drugą schowała w dużej dłoni dziadka, ubranego w szary płaszcz.

Pies miał na sobie jasnoniebieski kubraczek, a dziewczynka była w różowym paltociku. Wyglądali prześlicznie – tworzyli dwie kolorowe plamy na tle szarego placu i szarobrunatnych ubrań przechodniów. Uśmiech sam wypływał na usta, a serce się grzało na widok różowej dziewczynki i jej niebieskiego jamnika.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 8

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ja.

Szłam zajęta swoimi sprawami i nawet nie pomyślałam, że ktoś może mi się przyglądać. Zdziwiłam się, gdy zadzwonił telefon i koleżanka powiedziała, że siedzi w kawiarni i zaprasza na kawę. Miło spędziłyśmy ten czas.

Autor: Ewa Damentka

Przez kawiarniane okno – 7

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi, idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich byłam ja. Bardzo lubię obserwować przechodzących obok mnie ludzi. Zawsze cieszą mnie młodzi ludzie, czy to idący samotnie, czy też pary. Najczęściej emanują młodzieńczą energią i miło jest na nich patrzeć. Wzruszają mnie też osoby w bardzo zaawansowanym wieku, które mimo różnych dolegliwości, korzystając często z lasek, kul, a nawet balkoników, znajdują w sobie tyle chęci życia, żeby się przemóc i wyjść na ulicę. Chciałabym, żebym ja również potrafiła zawsze w ten sposób postępować, mimo różnych problemów zdrowotnych i nie najlepszego stanu psychicznego.

Autor: Alicja