Mała śnieżynka – 19

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Był to pierwszy duży śnieg w tym roku. Był późny wieczór, ale szybko stało się jasno, właśnie za sprawą owego śniegu, rozświetlonego przez miejskie latarnie.

Nie było dużego mrozu, więc sporo osób spacerowało po osiedlowych uliczkach. Bardzo zabawnie wyglądały młode pieski. Spacer po nowym podłożu był dla nich ciekawym przeżyciem. Pieskom rozjeżdżały się łapy, ale upadki były miękkie. Szczekanie na padający śnieg też było słyszalne. Jeden ze starych psów ciągnął w biegu dziecko jadące na plecach, ale trzymające w ręku smycz. Większe dzieci rzucały śnieżki.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 18

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Wśród nich pojawiały się wory, wypełnione obleśnym robactwem, które z plaskiem spadały w kałuże i znikały w nieznanych otchłaniach. Szybko miejsca po nich wypełniały się srebrzystymi płatkami. Atmosfera wokół robiła się jeszcze bardziej przejrzysta, a w tle, za spadającymi śnieżynkami, widać było świetliste słońce.

Tak właśnie Radość zaczynała wypełniać świat. Worów z robakami nikt nie rzucał, same wypadały z wnętrza ludzi, pragnących Światła.

A wtedy ludzkie serca cieszyły się dziecięcą radością i wypełniały się spokojem.

Autor: Hania

Mała śnieżynka – 17

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Przyglądały się kobiecej postaci, która na placyku przed swoim domem wykonywała piękne, powolne ruchy. Zachowywała się zupełnie inaczej niż inni ludzie.

Śnieżynka widziała, jak na ulicach miasta i różnych placykach przed domami ludzie stali, chodzili, biegali, rozmawiali ze sobą, gestykulowali, nosili torby z zakupami i wykonywali rozmaite czynności, ale nie tak, jak ta kobieta. Ona wydawała się inna. Jej ciemno ubrana sylwetka, wyraźnie odznaczająca się na tle śnieżnego placyku, poruszała się bardzo powoli. Kobieta podnosiła nogę jedną lub drugą, unosiła i cofała ręce i co chwila zastygała w bezruchu, jakby była rzeźbą, która przybiera co chwila inną formę.

– Co to jest? – zapytała śnieżynka.

– To tai-chi – odpowiedziały inne śnieżynki

– Tai… co?

– Tai-chi, to taka gimnastyka, dobrze robiąca ludziom. Są lepsi dla siebie samych i dla innych ludzi, gdy ją ćwiczą.

Zaciekawiona śnieżynka opadła na placyk, gdzie kobieta ćwiczyła tai-chi. Zajęła wygodne miejsce i bardzo uważnie przyglądała się tym ćwiczeniom.

Autor: Ewa Damentka

Mała śnieżynka – 16

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Ten wiatr bawił się nimi, popychał do przodu i do tyłu, unosił w górę i w dół. Niektóre śnieżynki zaczęły piszczeć z zachwytu. Inne – mocniej popchnięte przez silniejszy poryw wiatru – uniosły się wysoko w górę, zakręciły wokół siebie i stworzyły wirujący lej, który posuwał się wzdłuż parkowej alejki. Wiatr był zachwycony tym, co stworzył. Dał nurka w dół, w głąb śnieżynkowego leju, i rozpoczął superzabawę, jako śnieżynkowa trąba powietrzna.

Autor: Ela S

Mała śnieżynka – 15

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Spadały w stronę miasta, oświetlonego wieloma latarniami. Śnieżynki wirowały w powietrzu, nadając mu charakter bajkowego miasteczka.

Autor: Jagódka

Mała śnieżynka – 14

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Z tych śnieżynek zrobił się śnieg. Nikt nie przewidział, że mała śnieżynka może się „rozrosnąć” do dużego bałwana.

Jak dzieci go zobaczyły, to zaczęły go upiększać. Jeden chłopczyk przyniósł kapelusz, dziewczynka przyniosła marchewkę na nos. Inne dziecko przyniosło węgielki, które były wielkimi oczkami.

Radość była ogromna i na szczęście długo „trzymał” mróz, więc bałwan był też szczęśliwy.

Autor: Iwonna

Na dnie szuflady – 50

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia oraz stary drogi zegarek. Starzec, właściciel owych skarbów, systematycznie, ale rzadko otwierał szuflady szafy. Tam miał rekwizyty swojej przeszłości, która była dobra. Ów człowiek czuł się wiecznie młody lecz ostatnio odczucie to uległo zmianie. Przyszło znużenie. Rozpamiętywanie i spostrzeżenie, że zaczął żyć przeszłością. „A co z teraźniejszością?” – pomyślał. A że nie był człowiekiem gwałtownym, to w spokoju i przemyśleniu wyznaczył pierwszy krok do teraźniejszości.

Następnego dnia rano wymienił stary pasek zegarka na nowy. Zegarek zyskał na wizerunku. Starzec zrobił jeszcze dwie rzeczy, których nie robił od 50 lat: nakręcił zegarek i założył go na rękę.

Autor: Adam

Mała śnieżynka – 13

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr. Połyskiwały w promieniach zimowego słońca.

Przez pół dnia napadało dużo, dużo śniegu. Dzieci wybiegły z domu, ucieszone, że ten śnieg można zamienić w ślicznego bałwanka z czarnymi oczkami z węgielków i czerwonym nosem z marchewki. Tata przyniósł miotłę i kapelusz. Bałwanek był prześliczny. Dzieci radośnie tańczyły wokół niego. Cieszyły się, że nadejdą święta i pewnie przyjdzie Mikołaj, bo przecież były grzeczne…

Autor: Joanna

Mała śnieżynka – 12

Mała śnieżynka wolniutko opadała w dół. Towarzyszyły jej inne śnieżynki. Wszystkie tańczyły i wirowały w powietrzu, unoszone przez lekki wiatr…

Patrzyły na otaczający je świat i już się nim zachwycały. Było pięknie. Śnieżynka uwielbiała ten taniec i czuła się szczęśliwa i nie myślała wcale, jak się ta przygoda może skończyć. Najważniejsza była dla niej chwila, tu i teraz.

Autor: Alicja

Na dnie szuflady – 49

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia, przedstawiająca małą dziewczynkę i dużą lalkę.

Mama pokazała to zdjęcie swojej dorastającej córce. Obydwie zostały niedawno bardzo zranione przez babcię, która krytykowała je cały wieczór, mimo dyplomatycznych zabiegów swojego męża oraz zięcia.

Wnuczka, nie mogąc wytrzymać ostrych, niesprawiedliwych słów babci, zerwała się z płaczem i uciekła do drugiego pokoju. Jej mama pobiegła za nią, przytuliła i pocieszała, chociaż sama też cierpiała…

Dziadek zatrzymał babcię przy stole i nie pozwolił jej pójść za córką i wnuczką. Zięć z kolei nastawił głośniej telewizor, więc podniesione głosy dziadka i babci zostały nieco przytłumione i stały się mniej wyraźne.

– To moja starsza siostra – powiedziała mama – i jednocześnie jedyne idealne dziecko w naszej rodzinie. Zawsze była akuratna i zawsze spełniała oczekiwania naszej mamy.

– Twoja siostra? Przecież jesteś jedynaczką! – skomentowała zaskoczona dziewczyna.

– Zmarła, zanim się urodziłam. Nie wiadomo, czy rzeczywiście była idealna. Moja mama taką ją pamięta. Liściki siostra wysyłała z sanatorium gruźliczego, w którym spędziła ostatnie miesiące swojego życia. Kamyczek i fiołki są pamiątką z jednego z jej ostatnich spacerów…

Zapadło milczenie… Mama westchnęła i kontynuowała:

– Tata mówił mi, że mama bardzo zmieniła się po jej śmierci. Stała się zgorzkniała, zrzędliwa i zachowuje się, tak jakby chciała zapomnieć o miłości, a nawet jakby chciała ją na wszelki wypadek zabić, żeby już nigdy więcej nie być zranioną. Tato nie mógł tego znieść i myślał nawet, żeby się z nią rozwieść. Zaczął już czynić pierwsze kroki w tym kierunku. Przerwał te działania, bo zorientował się, że mama znowu jest w ciąży – ze mną. Ona chciała tę ciążę usunąć, a tata jej nie pozwolił. Musiała mnie urodzić i chyba dotąd ma mi to za złe. Zawsze okazuje mi swoje niezadowolenie. Krytykuje mnie ciągle i nie pamiętam, żeby mi cokolwiek dobrego powiedziała. Nie pamiętam też, żeby kiedykolwiek przytuliła mnie czy pocałowała…

– Nie wiedziałam… – szepnęła zaskoczona nastolatka i po namyśle dodała – przepraszam cię mamo za te wszystkie chwile, kiedy byłam dla ciebie okrutna, zła i niesprawiedliwa.

Przytuliły się, a każda miała łzy w oczach – dobre łzy wzruszenia…

Po dłuższej chwili nastolatka zapytała:

– Mamo, czy możemy jakoś pomóc babci?

– Nie wiem słoneczko – odpowiedziała mama.

– A dziadkowi i tacie?

– Pomożemy im, wracając teraz do nich i do babci.

– To chodźmy…

Trzymając się za ręce wróciły do pokoju, z którego uciekły. Babcia, jak zwykle, skrzywiła się na ich widok. Za to dziadek wyraźnie rozluźnił się i uśmiechnął się do nich. Tata nastolatki również…

Autor: Ewa Damentka