Gromadka dzieci – 39

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała bajkę o Brzozowej Bajdulce, wymyślającej bajki zarówno dla swoich najbliższych, jak i dla mniej znanych osób. Wystarczyło, że spojrzała na kogoś i już bajka układała się w jej głowie. A jak miała okazję, to ją opowiadała lub spisywała.

Ludzie mówili, że natchnienia dostarczała jej brzoza, która rosła przy jej balkonie. Bajdulka często brała krzesełko, siadała na balkonie, patrzyła na brzozę i zamyślała się, a brzoza delikatnie poruszała gałęziami i cicho szumiała. Podobno właśnie wtedy w głowie Brzozowej Bajdulki powstawały nowe pomysły. Potem wystarczał tylko lekki impuls… i tworzyły się nowe, niepowtarzalne bajki, które cieszyły serca słuchaczy i czytelników…

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 38

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o rycerstwie spod kresowych stanic, o obrońcach naszych granic. Snuła baje o krasnoludkach. Mówiła o królewnie Śnieżce. Wzbudzała u malców zaciekawienie.

– Co było dalej, babciu, co dalej?

Maluchy chętnie podejmowały wątek, próbowały inscenizować treści opowiadania. W chwilach grozy skupiały się blisko siebie, czując realnie czar słów babci.

Każde z dzieci ze spotkań z babcią wychodziło spokojne i zadowolone, pytając, kiedy znów będzie opowiadanie i czy można przyprowadzić kogoś bliskiego. Czasem psa lub kota. One też słuchały babci jak zaczarowane.

Autor: Celownik

Gromadka dzieci – 37

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o królowej śniegu, która miała serce z lodu. Wiało od niej chłodem, a każdy kontakt z nią był nieprzyjemny. Tak jakby ktoś wbijał w ciebie sopel lodu. Tym samym wszyscy adoratorzy byli tak jakby spuszczani ze schodów. Cieszyło ją to. Każde złamane przez nią serce dawało jej ogromną satysfakcję.

Pewnego razu pojawił się niepozorny młodzieniec, który stanął naprzeciw niej i zdołał oprzeć się jej wszystkim, nawet najbardziej wymyślnym, zagrywkom.

Wprawiło ją to we wściekłość, zakłopotanie.

– Jak to! – krzyknęła doniośle.

Młodzieniec nie skomentował, tylko uśmiechnął się spokojnie i zasugerował królowej przejażdżkę do miejsca, gdzie jest więcej ludzi, takich jak on.

– To niemożliwe – zawołała z niedowierzaniem.

Jednak poszła za nim, pełna zaciekawienia.

Zobaczyła miejsce magiczne. Pełne ciepła i życzliwych ludzi. Poczuła, jak coś zaczyna się w niej zmieniać i wewnętrznie chciała tu zostać lecz kłóciła się jeszcze z tą myślą przez moment.

Została i po jakimś czasie zmieniła się w najcieplejszą osobę na świecie.

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 36

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o królewnie, która wciąż była smutna. Dzień za dniem, tak że ów smutek stał się ogromnych ciężarem. Pewnego dnia, gdy spacerowała po królewskim ogrodzie, na jej dłoni przysiadł przepiękny motyl. Królewna skupiła na nim swoją uwagę. Odczuła jego lekkość i zapragnęła lekkości w swej duszy. Motyl wzniósł się w górę i przepięknie, lekko frunął przed nią, a ona szła za nim.

Nagle spostrzegła, że znalazła się w przepięknym miejscu, w zaczarowanym ogrodzie. Wszystko było w nim takie lekkie – podmuch wiatru, kołysanie drzew, krzewów i kwiatów. Lekko i przepięknie śpiewały ptaki, fruwały motyle.

W tym ogrodzie odmieniła się jej dusza. Królewna zaczęła odczuwać radość i lekkość. Rozpromieniła się jej twarz i oczy.

Radosna i wesoła wróciła do zamku. Wszystkim ludziom, przebywającym w zamku, rozpromieniły się twarze. I w całym królestwie zapanowała radość, lekkość i miłość.

I tak już zostało….

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gromadka dzieci – 35

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o pięknym ogrodzie. Ogród został kiedyś zapuszczony przez kolejnych ogrodników, którzy nie bardzo wiedzieli, jak się nim opiekować.

Był otwarty dla wszystkich i zdarzało się, że niektórzy goście dla zabawy niszczyli go. Podmieniali sadzonki i nawozy, zatruwali wodę, a ogrodnicy nie orientowali się, że ktoś sabotuje ich pracę.

Na szczęście kolejny ogrodnik zobaczył wyraźnie, że ogród niszczeje i trzeba go ratować. Zamiast działać od razu, ogrodnik postanowił przyjrzeć się temu, co dzieje się w ogrodzie i z ogrodem. Uważnie przypatrywał się, co robią pozostali ogrodnicy oraz goście. Zauważył, że woda do podlewania brana jest z zatrutych beczek, zatrutej studni i zatrutego wodociągu. Zobaczył, gdzie chowane są narzędzia, sadzonki i nawozy. Zauważył, że wielu gości zwyczajnie szarogęsi się w ogrodzie, niszcząc go jednocześnie.

Gdy uznał, że zebrał wystarczająco dużo informacji, zaczął rozmyślać, jak pomóc ogrodowi. Zatrudnił odpowiednich fachowców, również projektanta krajobrazu. Kazał zamknąć bramy i zarządził zebranie całego zespołu ogrodników. Wszyscy przyszli chętnie, bo sami wybrali go na swojego szefa.

Ponieważ ogród zdziczał, postanowili najpierw przywrócić jego walory krajobrazowe. Z pomocą architekta zieleni odsłonili pierwotną strukturę ogrodu. Była przepiękna, zachwycająca. Kiedy to zrozumieli, zyskali dodatkową motywację.

Z pomocą inżynierów uzdatnili studnię i wodociągi. Oddali odpowiednim służbom zatrute beczki, a u zaufanego dostawcy zamówili nowe, czyste.

Nauczyli się robić pomiary czystości i systematycznie kontrolowali stan wody.

Umiejętnie dbali o rośliny i pomagali im wyzdrowieć.

Po pewnym czasie otworzyli uzdrowiony ogród dla gości, ale tym razem pilnowali, by goście byli tylko gośćmi i nie dopuszczali ich do ogrodniczych prac.

Ogród piękniał. Rośliny rosły wspaniale, drzewa były mocne i zdrowe, kwiaty kwitły. Feeria barw i zapachów cieszyła zmysły.

Coraz więcej ludzi przychodziło, by spędzać w tym ogrodzie wolny czas. Niektórzy zgłaszali się do pracy, bo chcieli nauczyć się, jak być ogrodnikiem. Chcieli mieć udział w pielęgnacji tego cudnego ogrodu.

Dzieci zapytały babcię, czy też się tam razem wybiorą. Babcia oczywiście zgodziła się. Dzieci ucieszyły się bardzo. A ich radość jeszcze wzrosła, gdy usłyszały, że właśnie w tym ogrodzie poznali się ich rodzice.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 34

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o chłopcu, który był słabego zdrowia. Dużo chorował. Panowała w nim ciemność. Pewnego słonecznego dnia spojrzał przed siebie w dal. Podniósł wysoko głowę. W sercu odczuwał ogromną radość, a wraz z nią zapanowała w nim światłość. Budowała się w nim wiara w wyzdrowienie i światłość w jego duszy mościła się coraz bardziej. Z czasem chłopiec wyzdrowiał i był bardzo szczęśliwy i wdzięczny. Jego dusza bogaciła się radością, miłością i życzliwością.

W życiu chłopca działo się na co dzień coraz lepiej i lepiej…

Wydoroślał. Wyznaczał sobie kolejne cele, które osiągał. Był radosnym, szczęśliwym, już nie chłopcem, a mężczyzną.

Znalazł dobrą pracę, w której się spełniał. Spotkał mądrą i ładną dziewczynę. Ożenił się. Już zawsze był zdrowy, szczęśliwy i bogaty.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gromadka dzieci – 33

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o krecie. I nie było to opowiadanie o krecie z Czech, ale o naszym polskim krecie.

Owo zwierzątko miało liczną rodzinę, znaną z chęci do zabaw i robienia psikusów. Żarty dotyczyły głównie podkopów w miejscach najbardziej nieoczekiwanych, na działce właścicieli i ich znajomych.

Krety bardzo lubiły podkop obok piwnicy budynku, gdzie dziadek rodziny miał swój warsztat i zawsze włączone radio. Oczywiście głośno.

Rodzina krecia trochę nudziła się podczas słuchania audycji ekonomicznych czy politycznych. Te lubił dziadek. Zwierzęta natomiast odżywały podczas słuchania wiadomości sportowych, zwłaszcza wieczornych, po których szły spać.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 32

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o ufoludku, który kiedyś wylądował na Ziemi. Nie mógł wrócić do siebie, do domu, bo jego statek się zepsuł. Dryfował w kosmosie i przelatywał blisko Ziemi, która go przyciągnęła. Kiedy wleciał w ziemską atmosferę, statek spalił się, a on sam ledwo się uratował. Wyskoczył na spadochronie i wylądował na zielonej łące, niedaleko dużego jeziora. On też był zielony i do tego malutki, spadochron również, więc ludzie nie zauważyli jego przylotu. Ba… nawet mogliby go pomylić z żabą czy ropuchą, taki był nieduży…

Ufoludek zaprzyjaźnił się ze zwierzętami, mieszkającymi na łące i w pobliskim lesie, a nawet z pewną staruszką, która powiedziała, żeby nazywał ją Babcią Jagą. Często siadali w jej chatce, przy kominku, popijali pyszną herbatę i rozmawiali. Ufoludek opowiadał o swoich planach, o kosmosie i marzył, że kiedyś znów wróci do domu, a następnie wyruszy w kolejną międzygwiezdną podróż. Zaś staruszka opowiadała mu bardzo ciekawe historie o tym, jak czyjeś marzenia się spełniały. Więc ufoludek zaczął sobie przypominać sztukę budowania rakiety i zaczął zbierać materiały potrzebne do jej wybudowania…

Dzieci siedziały zasłuchane. Potem pobiegły do biblioteki swoich rodziców. Tam, w książkach i w internecie, wyszukiwały informacje o kosmosie, gwiazdach i statkach kosmicznych. Niektóre, korzystając ze swojego zestawu „Małego majsterkowicza” zaczęły taki statek budować…

Autor: Krasnoludek