Księżyc wyszedł zza chmur – 31

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Był to właściciel zamku, hrabia „co rozrabia”. Każdej nocy łaził po murach zamkowych, zastanawiając się, czy istnieją duchy. W czasie wędrówek oglądał krajobraz, skąpany w księżycowym blasku. I to mu się podobało. Wzdychał nieraz do księżyca i szpetnej budowli, z chęcią poznania przyjaznego ducha.

Pewnej nocy, gdy spacerował na wieży zamkowej, dostrzegł postać, która zbliżała się do zamku. Zbiegł szybko po schodach, aby zatrzymać nieznajomego. Zbliżający się człowiek pozdrowił hrabiego i zapytał, czy może przenocować w zamczysku. Hrabia miał chęć go przegnać, ale dostrzegł w oczach przybysza zmęczenie i coś nie pozwoliło mu odesłać wędrowca.

Zaprowadził go do pokoju gościnnego i tam długo ze sobą rozmawiali. Rozmowa dotyczyła życia. Hrabia zaproponował herbatę i wyszedł, by ją przynieść. Gdy wrócił, nie zastał w pokoju nikogo. Na stole pozostał, pozostawiony chyba przez nieznajomego, świecący kwiat.

Hrabia długo jeszcze siedział w pokoju, nie mogąc racjonalnie wyjaśnić sobie tego, co się stało.

Autor: Andrzej

Polną drogą – 47

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył dwie łąki, oddzielone od siebie pasem drzew. Na jednej łące pasły się krowy. Druga natomiast była pusta. Widok zastanowił wędrowca, ale pomyślał on sobie, że pewnie tak musi być.

Ów człowiek, korzystając z wolnej łąki, postanowił po niej pochodzić, z nadzieją odkrycia miejscowych prawidłowości. Po tym, jak zrobił obchód pustej łąki, podszedł do zwierząt, by w marszu, ale z pewnej odległości je obserwować. Zwierzęta były oswojone, więc turysta nie zrobił na nich żadnego wrażenia. Z punktu widzenia Wędrowca rzecz miała się zupełnie inaczej. Podczas bliskiej obserwacji zwierząt dostrzegł ich piękno, majestat i wielkość. Zauważył, że zachowanie zwierząt na łące nie jest przypadkowe, ale zgodne z rytmem przyrody.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 30

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Do owej postaci postanowiła dołączyć grupa studentów. Zrobili to jednak nie dosłownie, a korzystając z nocnej atmosfery zamku. Postanowili na oświetlonym księżycem dziedzińcu ustawić długi stół, tak aby wszyscy mogli przy nim usiąść.

Aby stół nie był pusty, zdecydowano się na wodę w dużych kuflach. Podczas nocnych emocji prawdopodobnie trudno by było coś zjeść, ale woda mogłaby się przydać.

Gdy byli już na miejscu, okazało się, że atmosfera wcale nie jest tajemnicza. Natomiast miejsce ma bardzo dużo dobrej energii.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 29

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Kobieta cofnęła się kilka kroków i przymrużyła oczy, przyglądając się dekoracji. Jej mąż majstrował przy mechanizmie przesuwającym kukiełki. Chciał go obsługiwać za pomocą pilota.

Instalowali teatrzyk kukiełek po cichutku, żeby nie obudzić dzieci. Sprawdzili wszystkie elementy i zasłonili teatrzyk parawanem, przed którym ustawili stolik z kwiatkami. Jutro, gdy nadejdzie odpowiedni moment, odsłonią teatrzyk i opowiedzą dzieciom bajkę, zilustrowaną kukiełkami.

Żona szepnęła do męża – „Dziękuję, makieta zamku wyszła wspaniale”. „Nic takiego” – odpowiedział mąż, ale widać było, że komplement sprawił mu przyjemność.

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 28

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Była to postać młodego chłopaka, który chciał długo żyć i zostać fajnym dziadkiem.

W nocy trudno było rozpoznać, ile postać ma lat, to znaczy, czy jest młoda, czy leciwa, i to bardzo pasowało młodemu człowiekowi, bo wtedy dobrze się realizował w swoim zamyśle.

Sytuacja jednak nie była dobra, bo ów człowiek mógł być w pełni sobą tylko w nocy i tylko na zamku. Zdawał sobie sprawę, że nie może tam przychodzić każdej nocy i to go martwiło. Z drugiej strony, podczas nocnej wędrówki po zamku, czuł się radosny i spełniony. Ale w chwilę po powrocie z zamku do domu, radość pryskała.

Przyszedł moment, gdy postanowił znaleźć panaceum. Definitywnie i od razu. Swojemu staremu „ja”, które chodziło nocą po zamku, powiedział, że jeśli chce, to może tam zostać i robić swoje, a on sam wybiera nowe życie.

Jak powiedział, tak zrobił. Gwałtownie odwrócił się od zamku, zobaczył jasny świat i postanowił się skupić na swoim celowym działaniu, prowadzącym go do realizacji jego zamierzeń. Stare „ja”, pod wpływem doznanego wrażenia i po przemyślenia sytuacji, postanowiło scalić się z tą nową, jasną wizją kierunku i celowego działania.

Młody człowiek zostawił zamek i postanowił, że najpierw zostanie szczęśliwym ojcem, a dopiero później szczęśliwym dziadkiem.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 27

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Postać-zjawa, dawno zmarłej księżniczki o balsamicznym sercu, pełnym miłości. Miłości niespełnionej. Dla dobra kraju wyszła za mąż za królewicza, którego darzyła sympatią, ale nie miłością.

U schyłku życia postanowiła pomagać młodym, zakochanym, których miłość była trudna do spełnienia. Pragnęła, aby w grodzie leżącym wokół zamku panowało szczęście i kwitła miłość. Docierały do niej wieści z grodu przez posłańców. Na okazję połączenia zakochanych organizowała bale, podczas których miała możliwość rozwiązywania przeszkód.

Zanim odeszła w zaświaty, powiedziała swoim zaufanym, że zawsze będzie całym sercem z zakochanymi, aby ich miłość się spełniała. A na znak, że wszystko dobrze się ułoży, będzie pojawiała się o północy na zamkowych murach, w świetle księżyca wyraźnie widoczna dla zakochanych, których miłość się spełni i będzie trwać całe ich życie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Księżyc wyszedł zza chmur – 26

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to studentka historii sztuki, która po całym dniu myszkowania w bibliotece zamkowej, wyszła ochłodzić się w tę czarowną noc. I pomarzyć… O czym? O miłości, żeby spotkała ją tak mocna i radosna, jak księżniczkę, która tu przed wieki mieszkała.

I pomyśleć… O czym? O tym, jak ubrać w słowa, jak oddać tę atmosferę i historię tego zamku, żeby praca licencjacka, którą pisze, była wiarygodna i ciekawa.

Nie zdawała sobie sprawy, że gdy spaceruje po murach zamkowych, może być brana za zjawę. Że ktoś może uwierzyć, że jednak istnieją.

Autor: Felek

Księżyc wyszedł zza chmur – 25

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Szczęk łańcuchów dał się słyszeć nie wiadomo skąd. Krzyknął – z wyniosłych murów – rycerz, wsparty na ogromnym kosturze:

– To znów twój odgłos, twoje łańcuchy! Ha, słyszę ciebie, nawet w lochu zamknięty towarzyszysz mi, spotkamy się. Ale dziś pełnia…

Zniknął po tych słowach potężny mężczyzna.

Zgrzyt, stuki dochodziły teraz z ociemniałej nagle ściany. W fosie bulgotało Coś-niecoś, nie wiadomo:

– Nie – bul bul – opu – bul bul! – ścisz tego zamku – ssss. Bul bul bul! Fosa moja, otacza cię jak ta noc! Ciesz się pełnią, ciesz. Przyjdzie róż! Przyjdzie!

Bulgotnęło jeszcze raz, zapadła na chwilę cisza. Przymglone teraz światło księżyca wydobywało tylko kontury budowli.

Autor: Motyl

Księżyc wyszedł zza chmur – 24

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Postać w środku nocy budziła zdumienie.

Gimnazjalista, zwiedzający z rodziną ów zamek, postanowił nie dać się nabrać. Wymyślił sobie, że gdy będzie jeździł w nocy po zamku swoim rowerem, z latarką zaczepioną na kasku, to też będzie wzbudzał zdziwienie.

Rodzina chłopaka nie protestowała, bo była już przyzwyczajona do niecodziennych pomysłów Antoniego.

Antoni zrealizował swój pomysł i zastanawiał się nawet, czy nie zbliżyć się do nocnej postaci, ale zdecydował, aby ten drugi nocny podróżnik spokojnie przemierzał swoją drogę w swoim sektorze.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 23

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Duch, nie było wątpliwości.

Duch był tu, w tym zamku, na pewno. Widziało go wielu, wszyscy, którzy tu przybywali. Duch przechadzał się po krużgankach, po murach, zapalał światła w salach lub gasił nagle światło. A gdy był teraz na murach, co chwilę przystawał i patrzył się gdzieś długo w dal, czy zadzierał głowę do góry. Świetnie go było widać na tle nocy, ducha tego zamku, gdyż oświetlało go akurat lekkie intymne światło, idące z blasku księżyca i jakby z samych murów zamku. To był prawdziwy duch, nie było dwóch zdań i żadnej dyskusji. Duch.

Ludzie walili do zamku i koniecznie chcieli skorzystać na kontakcie z tym duchem. Notabene w zamku była świetna knajpka, w której można było zjeść bardzo dobre potrawy w przystępnej cenie, nie śpiesząc się z konsumpcją i cieszyć się czystym powietrzem. Można było też wynająć pokój w zamku, gdyż zamek udostępniał pomieszczenia gościom, a do tego wynajmowano tu rowery i rozdawano mapki z zaznaczonymi miejscowymi atrakcjami i trasami spacerów. A wieczorem można było porozmawiać ze współobecnymi na jakieś błahe, czyli najważniejsze tematy, pijąc lampkę wina i nigdzie się nie śpiesząc. Zyskiwały na tym głównie dzieci, wieczorem mogły się wyspać, by w dzień spędzać czynnie czas z rodzicami. Czasem w nocy robiono festyny, czy organizowano ucztę u księżniczki i wszyscy byli wtedy dziwnie ubrani, często w przez siebie przygotowane stroje i duch też był wtedy obecny. Duch był wszędzie. Pobliskie gospodarstwa oferowały swoje usługi i też tam pojawiał się duch, ten duch.

Wynajmowano dorożki, oferowano hipoterapię z koniem od wozu, naukę jazdy konnej, świeże mleko, wędzone ryby i sery. Wszystko doskonałe na piknik. Organizowano ogniska z napadem zbójników mieszkających pod zamkiem, a ostatnio duch zamku urósł na obrzeżach zamczyska i zorganizowano tu konkurencyjne noclegi na polu namiotowym dla biedniejszych klientów i powstała w pobliżu wiejska karczma; to wszystko przyciągało ludzi. Znaczy, ten duch przyciągał ludzi.

Duch ożywiał ten zamek, remontował go, organizował życie w zamku i ten duch tu mieszkał. Niewątpliwie był tu obecny. I każdy, kto tu przybywał, chciał coś uszczknąć temu duchowi, dla siebie, a czym więcej brał dla siebie, tym duch zyskiwał i stawał się większy, i więcej mówiono o obecności ducha i to w różny sposób. Mówiono w opowieściach po zakończonym wypoczynku, mówiono o tym w tonie głosu, który był szczęśliwy i w błyskach w oczach, czy w zwykłym spokoju, spokoju symbolizującym szczęście. Przybywało więcej turystów i powracali ci, którzy tu już byli, z niepokojem czy duch jeszcze jest, czy ceny są nadal tak przystępne i zaczęto pisać o okolicy artykuły w gazetach. Nic innego, ale była to tylko, wiadomo, zasługa ducha zamku.

A teraz przechadzał się po murach zamkowych z kieliszkiem w ręku i zadzierając głowę ku górze, patrzył na miliony gwiazd. Czuł spokój, chłodne i czyste powietrze i czekał na Hermenegildę, znaczy na drugiego ducha, który na niego działał swoim duchem.

Autor: Janusz Nitkiewicz