Morskie fale – 38

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży nadal siedziała smutna Syrena. Nie wiedziała, że jej ojciec szuka dla niej pomocy. Prawdę mówiąc, gdyby wiedziała, niewiele by to ją obchodziło. Siedziała zatopiona w swoim smutku i nie zwracała uwagi na otoczenie. Nie zauważyła nawet tego, że jej wyspa przestała być samotną wyspą, że ją zasiedlono i wybudowano na niej ośrodek wypoczynkowy, do którego zjeżdżały rzesze turystów.

Nie zauważyła więc również rodziców z małym dzieckiem, którzy rozłożyli się na białym piasku obok niej. Drgnęła, gdy piłka plażowa uderzyła ją w ramię. Dziewczynka, która ją rzuciła, grzecznie przeprosiła, zabrała piłkę i pobiegła z nią do wody.

Syrena zaczęła się jej przyglądać. Bezwiednie słuchała jednocześnie rozmowy jej rodziców. Trudno to nazwać rozmową, była to kłótnia. Najwidoczniej hamowana dotąd ze względu na dziecko. Ojciec, stojąc tyłem do morza, nie zauważył, że mała dziewczynka idzie w ich stronę, ze wzrokiem utkwionym w pięknej muszli. Syrena zobaczyła zaskoczenie i przerażenie na twarzy dziecka, gdy jej ojciec ze złością mówił do żony – „Zejdź mi z oczu. Mam cię dość. Nie chcę cię więcej znać”. Matka dziewczynki patrzyła na jej ojca z wściekłością i też nie zauważyła małej.

Dziewczynka stanęła jak wryta. Zaczęła dygotać i przerażonym wzrokiem patrzyła na ojca. Syrena delikatnie dotknęła jej ramienia i powiedziała: „Przestań, ojciec nie mówił tego do ciebie”. Zacietrzewieni rodzice kłócili się dalej, nie zwracając uwagi ani na Syrenę, ani na dziecko.

Syrena spojrzała błagalnie na swoje siostry, obserwujące całe wydarzenie z morza. Syreny zaczęły śpiewać i tańczyć. Tkały Pieśń Zgody i Spokoju. Rodzice dziecka przestali się kłócić. Zamilkli. Usiedli, a potem położyli się na białym piasku. Zasnęli.

Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Syrena tuliła ją i uspokajała, łagodnym głosem mówiąc, że to nie jest jej wina, to jakaś koszmarna pomyłka. Udało się jej uspokoić rozdygotane dziecko. Pomogły jej w tym siostry, które pokazały się małej w całej okazałości i zaprosiły do zabawy w morzu. Pomogły również delfiny. Jeden z nich wziął dziewuszkę na grzbiet i popłynął z nią daleko w morze, eskortowany przez syreny, trytony i inne delfiny.

Rozradowana dziewczynka, zmęczona wrażeniami dnia, wróciła na plażę i usnęła w ramionach Syreny, która zaśpiewała jej kołysankę. Syrena nie wiedziała, skąd wzięły się słowa tej pieśni. Wydawało się jej, że same wypływały z jej ust. Kołysanka była Pieśnią Zapomnienia, która wymazała z pamięci dziewczynki przykre wspomnienia i zastąpiła miłymi. Syrena kołysała się lekko w takt muzyki. Gdy skończyła śpiewać popatrzyła z sympatią na małą i szepnęła jej do ucha, że dziewczynka nie jest winna temu, że jej rodzice się kłócą.

Ponieważ rodzice małej zaczęli się budzić – Syrena wskoczyła do wody, by ukryć się przed ich wzrokiem. Obserwowała ich uważnie. Zobaczyła, jak obydwoje z czułością patrzyli na swoje dziecko. Ojciec wziął małą na ręce i wspólnie z żoną powędrowali do ośrodka wczasowego, w którym się zatrzymali.

Nie zauważyli, że z rąk dziewczynki wypadła piękna muszla. Była piękna, kolorowa i tworzyła barwną plamę na białym piasku. Przyciągała i kusiła swoim wyglądem. Chciało się ją podnieść i przyłożyć do ucha. Syrena zrobiła to machinalnie, bo czuła, że tak trzeba. Gdy przyłożyła muszlę do ucha, usłyszała głos swojego ojca – „To, co pamiętasz z dzieciństwa, to nieprawda. To nie jest twoja wina. Słyszałaś słowa mówione do kogoś innego, tak samo, jak ta malutka dziewczynka, której pomogłaś”.

Mur, jakim Syrena się otoczyła, runął. Syrena rozpłakała się i wyszeptała – „Chciałam tylko poznać swoje przeznaczenie”. „Wiem” – odparł ojciec – „Wiem. Przypłyń do nas. Płyta Rozpoznania czeka. My również”.

Autor: Jenczy

Księżyc wyszedł zza chmur – 4

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Jej pojawienie się było już stałym elementem w starym zamku. Można powiedzieć, że dużo bardziej zauważalne byłoby, gdyby postać którejś nocy nie była na swoim miejscu. Czasem ktoś zastanowił się, skąd się wzięła i jakie zwłaszcza ma zamiary, ale uśpiony powtarzalnością jej objawień przestawał ją zauważać.

Którejś nocy księżyc nie zaświecił jak zwykle. Okazało się, że całe jego światło wchłonęła tajemnicza postać. Miała ona teraz wielką moc stanowienia o losach ludzi i sterowania nimi. Ci zastanawiali się, jak mogło do tego dojść i nie mogli zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zainteresowali się postacią.

Być może wystarczyłoby tylko popatrzeć oczami dziecka i dzięki tej ciekawości dotrzeć do prawdy.

Autor: Wędrowny Grajek

Księżyc wyszedł zza chmur – 3

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Osoba ta wiedziała tylko tyle, że umówiony kod obliguje ją do obchodu zamku o północy. Pytana przez turystów, kim jest i skąd pochodzi, nie potrafiła odpowiedzieć. Ale mówić umiała. Potrafiła rozmawiać z różnojęzycznymi turystami, ale tylko o ich życiu. Na początku niektórzy trochę się bali nocnego tubylca, ale nie było to dużym problemem i szybko rozpoczynali pogawędkę.

Nocna postać była świadoma, że jest na zamku po coś i chce się dowiedzieć po co. Każdy z nas jest na „zamku życia” po coś. Odkrywajmy w dobrym towarzystwie nasze powołanie.

Autor: Adam

Morskie fale – 37

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży było wszystko, co jest potrzebne do szczęśliwego życia. Drzewa, owoce, zwierzęta, strumień ze smaczną wodą…

Współczesny człowiek powiedziałby, że to za mało.

Sekret jest prosty: to naprawdę jest wszystko, czego potrzeba do zdrowego życia. Trzeba natomiast ułożyć własną pracę, by dobra przyrody przekształcić w rzeczy niezbędne do życia.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 2

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to księżniczka, która wypatrywała swojego narzeczonego.

Młody książę pojechał na wojenną wyprawę wiele lat temu i dotąd nie wrócił, mimo, że już powrócili z niej jego sąsiedzi – inni książęta i rycerze.

Rodzina namawiała księżniczkę, by wyszła za mąż za któregoś z nich, ale ona odmawiała, bo w głębi serca czuła, że jej książę powróci…

Autor: Jęczyduszka

Księżyc wyszedł zza chmur – 1

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Nie był to bynajmniej duch zamku, lecz wiernie oddany swojej pracy kustosz muzeum. Wzrokiem gospodarza ogarnął jeszcze przygotowania do porannych warsztatów, na które to przybyć miały – jak co roku – grupy zaprzyjaźnionych miłośników spotkań z przeszłością.

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 47

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i opamiętanie.

Mężczyzna oprzytomniał, potrząsnął głową, jakby chciał wytrząsnąć z niej resztki koszmarnego snu i rozejrzał się dookoła. Zdziwiło go to, co zobaczył. Świat był inny niż pamiętał. On sam też wyglądał inaczej. Był dużo starszy niż mu się wydawało.

Z niedowierzaniem patrzył na swoje odbicie w lustrze. Spojrzał w swoje zmęczone, udręczone oczy i zrozumiał, że to jego własne skłonności – zaciekłość, sztywność poglądów, niektóre nawyki oraz stopniowo narastające przygnębienie – stworzyły wieloletnie więzienie, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy.

Zaczął przyglądać się światłu. Nie wiedział, skąd przyszło, ale to mu nie przeszkadzało. Widział, jak światło potężniało i rosło, mimo że ciemność próbowała mu przeszkodzić. Światło zwyciężało i zdobywało coraz więcej przestrzeni. Przeganiało ciemność z jego myśli, jego serca i jego życia.

Mężczyzna obiecał sobie, że będzie to światło pielęgnował i zrobi co może, by odtąd światło zawsze było obecne w jego życiu. Sam siebie postawił na straży, by pilnować się przed wejściem w stare, szkodliwe nawyki. Również sam siebie zaczął motywować do wypracowywania nowych przekonań i nowych działań – a w konsekwencji nowych, zdrowych nawyków.

Dzięki światłu odzyskał siebie samego, odzyskał też nadzieję, poczucie sensu życia, możliwość zdrowego korzystania ze swojego umysłu oraz możliwość wpływania na własne życie. Powiedział sam sobie, że przecież życie ma tylko jedno, więc właśnie dlatego chce przeżyć je najlepiej, jak się da. Wziął się za siebie i zaczął żyć od nowa. Stwarzał warunki swojego nowego życia i jednocześnie na nowo budował siebie samego.

Tymczasem światło dalej rosło, dawało mu siłę, motywację do działania, radość życia i zaczęło napawać otuchą również ludzi w otoczeniu wyzwolonego przez siebie mężczyzny.

dla Andrzeja napisała Ewa Damentka

Morskie fale – 36

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżę ja. Jestem na wymarzonej wycieczce, ale tak samotna, aż boli.

Gdzie jesteście przyjaciele lub książę? Brak mi was. Na nic cudowne krajobrazy, bez ludzi przyjaznych mi. Nie musi być książę na białym koniu, ale pokrewna dusza, ktoś kto mnie rozumie, umie rozśmieszyć, ale też postawić do pionu.

Biała plażo, zamienię cię na Toruń lub Bieszczady – znajome mi miejsca.

Autor: Felek

Morskie fale – 35

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży spotkałam przyjaciela. Nawet nie wiedziałam, że to przyjaciel.

Początkowo patrzyłam na niego nieufnie, bo nie wzbudził mojego zaufania swoimi słowami, zachowaniem i wyglądem. Nie podobało mi się też to, że cuchnął. Pierwsze spotkanie zostawiło niesympatyczne wrażenie. Natomiast późniejsze okazje – kiedy widziałam go między ludźmi lub spacerującego po plaży, spowodowały, że stopniowo zmieniałam zdanie.

Dużo, dużo później dowiedziałam się, że kilka dni przed naszym spotkaniem został zdradzony i porzucony. Odeszła od niego wymarzona kobieta jego życia. Przez kilka dni pił, stąd jego niechlujny wygląd, cuchnące ubrania, zmierzwione włosy i dziwny wzrok. Potem wziął się w garść i odzyskał swoje życie. Pomaga wielu ludziom i właśnie przy okazji wspólnych działań miałam okazję poznać go na nowo.

Teraz, gdy widzę niechlujnych, cuchnących ludzi, powstrzymuję się przed pochopną oceną. Nie znam ich historii, tak jak nie znałam historii mojego przyjaciela, gdy spotkałam go pierwszy raz.

Autor: Ewa Damentka

Wiosenny las – 44

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i głęboko oddychał. Zatapiał się w wiosennej aurze. Był pełen harmonii, choć czasem czuł się samotny.

Tego dnia spotkał kobietę. Jego oddech przestał być miarowy. Serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Chciał dalej spokojnie oddychać, ale już nie potrafił. Wpadł w panikę i uciekł.

Kobieta, którą spotkał, zauważyła to i posmutniała.

Kolejne dni były dla nich udręką. On walczył z rozchwianym oddechem, ona ze smutkiem i tęsknotą.

Spotkali się po paru dniach na tej samej leśnej dróżce.

Tym razem kobieta dotknęła dłoni mężczyzny, zanim ten uciekł.

Jego oddech się uspokoił. Przestał czuć się samotny. Kobieta była szczęśliwa.

Autor: Wędrowny Grajek