Morskie fale – 34

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżę ja, Felek, i rozmyślam, jak w tej scenerii, jednak dość monotonnej, bez atrybutów pomocniczych, uwieść mężczyznę mojego życia. Bez wina, świec, dobrego jedzenia i światła księżyca.

I wymyśliłam, ale to już jest moją słodką tajemnicą, co.

W każdym razie udało się i mam nadzieję wrócić tu za rok, żeby to powtórzyć i trochę urozmaicić. Żeby jeszcze raz wrócić i powtórzyć, i inaczej urozmaicić. Żeby była stałość i zmienność. Żeby była jasność i bezpieczeństwo.

Autor: Felek

Morskie fale – 33

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży schowaliśmy skarb. Mam nadzieję, że ostatnie huragany nie odsłonią wielkiej, okutej skrzyni. Musimy tylko wykopać ją. Zwracamy się do Czytelników – potrzebne są silne chłopy i baby do kopania, w warunkach tropikalnego klimatu.

Autor: Motyl

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 37

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła, że ten przygląda się jej z zainteresowaniem. Zobaczyła też, że w ręku trzyma książkę „Czego potrzebują kobiety”. Król pochwycił jej spojrzenie i pokazał jej kartki – puste kartki tej książki. Przekartkował całą książkę – były tam same puste strony! Przynajmniej tak jej się wydawało. Przyglądała się tej książce z zaciekawieniem, bo po co komu książka z czystymi, niezapisanymi kartkami?

Zauważyła jednak, że gdy król przystawał przy jakiejś kobiecie, to kartki książki zaczynały się zapełniać – najczęściej drobnym drukiem. Kobieta przyglądała się temu zdziwiona. Król podszedł do niej i powiedział:

– Kochana, ta książka jest zaczarowana i pokazuje to, czego potrzebuje konkretna kobieta. Każda z was jest niepowtarzalna i potrzeby też macie różne…

Przyjrzał się kobiecie i zapytał:

– Chcesz dowiedzieć się, czego ty potrzebujesz?

Skinęła głową na potwierdzenie i… zobaczyła, że na otwartej stronie wydrukowane zostało tylko jedno słowo. Po przekartkowaniu całej książki okazało się, że to słowo jest wydrukowane na każdej stronie. Król uśmiechnął się do niej i powiedział:

– Jesteś wymarzoną kandydatką na żonę dla większości znanych mi mężczyzn. Nie masz wygórowanych marzeń i łatwo cię zadowolić, bo potrzebujesz jedynie BEZPIECZEŃSTWA. Pomyśl o tym, co jest dla ciebie bezpieczne, czego chcesz i wyobraź sobie, że już to masz…

Kobieta nawet nie zauważyła, że król i sala balowa zniknęli. Rozmyli się w powietrzu. Leżała w swoim łóżku i wyobrażała sobie, że jest bezpieczna…

Obudziła się wypoczęta i w dobrym humorze.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Morskie fale – 32

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżała piękna rozgwiazda. Morskie fale wyrzuciły ją na brzeg i teraz wysychała w błyskawicznym tempie. Było bardzo gorąco i prawdopodobnie byłby to już koniec jej życia, gdyby nie zjawiła się pewna staruszka, która podeszła do niej razem z kilkunastoletnim wnukiem.

Staruszka stanęła tak, by jej cień padł na rozgwiazdę i popatrzyła prosząco na wnuka. Chłopak westchnął zirytowany i rozbawiony jednocześnie. Powiedział: „Na dziś to będzie ostatnia, OK?”. Babcia kiwnęła głową, a wnuk dodał: „Obiecaj, że to ostatnia. Głową kiwasz już od dwóch godzin, a potem ratujesz kolejne rozgwiazdy”.

Staruszka nie odpowiedziała, próbowała się schylić, ale to się jej nie udało. Wnuk podtrzymał ją jedną ręką. Drugą sięgnął po rozgwiazdę i rzucił daleko w morze. „Żyj długo i szczęśliwie” – pomyślał i popatrzył z rozczuleniem na swoją babcię. Zauważył, że była bardzo zmęczona, więc delikatnie wziął ją na ręce i zaniósł do domu. Obydwoje nie wiedzieli, że był to ich ostatni wspólny spacer…

Po śmierci babci chłopak często chodził na plażę. Wspominał babcię i ratował kolejne rozgwiazdy leżące na piasku.

Autor: Ewa Damentka

Czerwcowa noc – 46

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na deptak. Było wielu różnych przechodniów, wiele pokoleń… Tym samym nad deptakiem unosiło się wiele dobrych myśli…

Co prawda, myśli nie są widoczne, ale można w nie wejść. Osoba, która o tym wiedziała, weszła dosłownie w deptak myśli. Krążyła wokół ludzi i uśmiechała się z naturalną przyjemnością.

Niektórzy przechodnie odpowiadali uśmiechem, a inni relaksowali się w dobrej atmosferze.

Autor: Adam

Czerwcowa noc – 45

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę. Wianki oczywiście płynęły z prądem w dół rzeki. Dorośli patrzyli na to z radością i zrozumieniem, natomiast dzieci były zafascynowane takim zdarzeniem.

Wianki płyną zawsze z prądem, ale dzieci przeważnie są twórcze i chcą się uczyć przez doświadczenie. Pomaga w tym zabawa i przebywanie na łonie przyrody. Warto byłoby może przemyśleć, na jakie dobre kwestie wpływa obcowanie nas ludzi ze zwierzętami.

Autor: Adam

Czerwcowa noc – 44

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wieczorne imprezy. Również podmiejski las wypełniony był rozradowanymi ludźmi. Nikt nie zauważył Jagódki, która przeniknęła tu przez czarodziejski portal, z nadzieją na znalezienie kwiatu paproci. Wiedziała, że kwiat spełnia życzenia. Słyszała, że ludzie szukają go, bo marzą o dobrobycie. Ona chciała go znaleźć w innym celu. Zamierzała poprosić o zdrowie dla Borówki.

Wszyscy w Szkole Czarowania niepokoili się o Borówkę. Widzieli, jak niszczy ją straszna choroba, a światło jej życia stopniowo gaśnie… Jęczyduszka z Merlinkiem wyruszyli na poszukiwanie Wody Życia. Babcia Jaga z Jęczyduszą wertowały czarodziejskie księgi. Merlin zaszył się w laboratorium i pracował nad uzdrawiającą miksturą… Każdy jak mógł, szukał lekarstwa, które uleczyłoby Borówkę.

Jagódka nie mówiła nikomu o swoim planie, żeby nie zapeszyć. Teraz rozglądała się po podmiejskim lesie, pełnym rozchichotanych dziewczyn, pijących mężczyzn, śpiewających i rozgadanych ludzi. Zastanawiała się, czemu portal przeniósł ją właśnie tutaj, w środek gwarnego tłumu.

– To nie jest błąd portalu, właśnie tu możesz znaleźć kwiat – usłyszała Głos w swoich myślach.

– Ale… – zaskoczona chciała się spierać, gdy Głos dodał – Wiem, po co tu przyszłaś. Wysłałem twoim śladem Młodego Adepta. Razem macie większą szansę na znalezienie kwiatu. Udawajcie zakochanych, dzięki temu nie będziecie się wyróżniać w tym tłumie.

Jagódka poczuła, że ktoś przy niej stanął. Był to Młody Adept. Objął ją ramieniem i szeptem opowiedział, jakie instrukcje otrzymał od Głosu. Chwilę się naradzali. Następnie, trzymając się za ręce, spacerowali po lesie i rozglądali się za kwiatem paproci.

Znaleźli go zupełnie nieoczekiwanie, na skraju dużej polany. Nie przyciągnął go do niego ani jego blask, ani zapach. Ku ich zdziwieniu, kwiat nie pachniał i nie świecił. On po prostu… śpiewał. Śpiewał cichutko i bez słów.

Usłyszeli go, gdy stracili już nadzieję na jego znalezienie i zatrzymali się na chwilę, żeby się spokojnie zastanowić, co robić dalej. Wyciszyli swoje myśli, by w stanie wewnętrznej pustki usłyszeć głos intuicji. I właśnie wtedy usłyszeli kwiat paproci. Najbliższy kwiat paproci…, bo wkrótce usłyszeli ich więcej – cały koncert wykonywany przez kwiaty paproci, które zakwitły tej nocy w podmiejskim lesie.

– Pomóżcie Borówce, przywróćcie jej zdrowie – poprosili Jagódka i Młody Adept.

– Żądacie niemożliwego. Jej nie ma tu z wami, a my możemy spełnić tylko po jednym życzeniu dotyczącym każdego, z którym rozmawiamy.

Młody Adept spojrzał na Jagódkę, uśmiechnął się i powiedział:

– Moim życzeniem jest, byście podarowali mi jeden kwiat. Wezmę go ze sobą do Szkoły Czarowania i dam go Borówce.

– A ja proszę – dodała Jagódka – żeby ten kwiat spełnił życzenie Borówki. Niech ona sama zadecyduje, jak wykorzystać jego moc.

– Dobrze – zaszemrały kwiaty paproci – damy wam kwiat, który spełni życzenie Borówki.

– Już otworzyłem portal – odezwał się Głos.

Jagódka z Młodym Adeptem, objęli się, jak zakochani na spacerze, i wyciągnęli przed siebie wolne ręce, by utworzyć przestrzeń, do której zaprosili obiecany im kwiat paproci. Jeden z kwiatów przyjął to zaproszenie i podfrunął do nich. Oboje z wielką starannością i uwagą przekroczyli portal, chroniąc drogocennego pomocnika.

Stanęli przy łóżku Borówki i usłyszeli, jak kwiat śpiewa. Usłyszeli również polecenie Głosu:

– Zostawcie ją teraz, niech zdecyduje w spokoju.

Wyszli na korytarz i przyjrzeli się sobie uważnie, jakby zobaczyli się pierwszy raz w życiu. „Dobrze się nam współpracuje” – pomyślało każde z nich. I jednocześnie u każdego pojawiła się kolejna myśl – „Co z Borówką?”.

– Czas pokaże – odpowiedział im Głos.

Autor: Archiwista SC

Czerwcowa noc – 43

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wspaniałe tradycyjne obchody tego pięknego święta. Zebrana radosna gawiedź, świętowała pląsając na brzegu rozświetlonej rzeki.

Grupa przyjaciół oddzieliła się od bawiących się tu ludzi, zmierzając w kierunku pobliskiego lasu. Wiodła ich kobieta o srebrzystych włosach, cicho mówiąca coś o lesie, do którego zbliżali się. Widać było, że grupa przyjaciół pilnie słuchała jej opowieści, odnosząc się do niej z szacunkiem. Mówili do niej „Magdo” lub w ciepły sposób nazywali ją po prostu „Borówką”.

Borówka opowiadała przyjaciołom o magii sobótki, o historii z odległych czasów i o symbolice kwiatu paproci, dawniej zawzięcie poszukiwanego i upragnionego. Przyjaciele wymieniali między sobą wesołe uwagi o poszukiwaniach, sugerując, że i oni mogą spróbować i poszukać tego niezwykłego kwiatu. Borówka również z nimi się śmiała. Nagle powiedziała: „Wiem, myślicie, że to legenda. Jednak za chwilę poznacie niezwykłą prawdę. Legendą jest tylko przekonanie, że kwiat ten nie istnieje”.

Przyjaciele śmiali się jeszcze przez chwilę, ale zrozumieli szybko, że Magda nie żartowała. „Chodźcie za mną” – powiedziała. Zmieszani i zaciekawieni bardzo tym, co ich ulubiona przewodniczka powiedziała, w milczeniu już podążali za nią. Po niemal trzydziestu minutach dotarli na polankę. Światło księżyca srebrzyło trawy, krzewy i otaczające polankę drzewa. Grupa przyjaciół w tej scenerii wyglądała niemniej baśniowo.

Borówka zatrzymała ich gestem. Rozejrzała się po polance i powiedziała: „Ludzie szukają od bardzo dawna tego magicznego kwiatu. Właśnie dlatego trudno go odnaleźć zwyczajnym ludziom, ponieważ szukają zwykłego kwiatu o niezwykłym wyglądzie, kolorze, kształcie. Nikt z poszukiwaczy kwiatu nie przypuszczał nawet, że był bliżej, niż wydawać by się mogło, prawdy o cudownym kwiecie. Zamknijcie na chwilę oczy” – mówiła dalej Magda – „oddychajcie powoli powietrzem lasu, głęboko wpuszczając w głąb brzucha, energię oświetlonych światłem księżyca drzew. Oddychajcie powoli”.

Stali tak przez kolejne dziesięć minut cicho i spokojnie oddychając. Magda powiedziała: „Otwórzcie powoli oczy i patrzcie na polanę nie patrząc wprost”. Zrobili, jak powiedziała. Przez chwilę słychać było niezwykłą ciszę wstrzymanych oddechów. Przecierali zdumione oczy. Nad polaną unosiły się drobniutkie światełka, układające się we wzór rozchylającego się ku niebu kielicha. Kielicha, przypominającego do złudzenia zwiewny, dostojny zarazem świetlisty kwiat. Był bardzo delikatny i w świetle księżyca czy gwieździstej nocy zazwyczaj niewidoczny.

Magda cicho kontynuowała: „Magiczny kwiat to nie roślina. To istota lasu, magiczna energia mieszkających tu istot ze świata roślin. Nieraz starszych niż większość z nas, a czasem nawet starszych niż najstarsi ludzie. Kiedy oddychacie energią lasu, powietrzem wysyconym fluidami drzew, możecie zacząć postrzegać tę inną rzeczywistość. Magiczną rzeczywistość. Tę jak najbardziej prawdziwą. To niestety rzekoma prawda jest iluzją, którą co dzień na nowo stwarzamy bez końca. Rugując oczywiście jednocześnie prawdziwy obraz rzeczywistości. Patrząc stajemy się niewidomymi. Czując, budzimy się do widzenia prawdziwego obrazu świata. Kwiat paproci jest magiczny i tak poszukiwany, ponieważ ten, kto go zobaczy raz, już nigdy nie będzie widział świata jako zwyczajny. Już nigdy nie pozwoli się oszukać. Utwórzmy teraz krąg, aby podziękować siłom przyrody za ukazanie prawdy”.

Chwycili się za dłonie w kręgu, skupieni…, a drzewa szepcąc, szumiąc i trzeszcząc, opowiedziały im resztę prawdy o rzeczywistości. Od tego czasu przyjaciele wiele razy spotykali się z Magdą w magicznym prawdziwym lesie, za każdym razem coraz silniejsi, pełni światła, miłości i zdrowej energii. Nigdy więcej iluzja już nie była dla nich rzeczywistością. Magda wiele razy pokazała magiczną prawdziwą rzeczywistość. Pokaże im jeszcze wiele cudów świata, bo to początek prawdy o ich świecie…

Najdroższej Nauczycielce uczeń Marek Jasiński

Czerwcowa noc – 42

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się, żeby świętować Sobótkę. Najwięksi śmiałkowie przeskakiwali ogień nad rozpalonymi tu i ówdzie ogniskami. W powietrzu roztaczała się aura tajemniczości.

Może, wypowiedziane w myślach, najskrytsze marzenia mogą się spełnić?

Autor: Ewa Majewska

Czerwcowa noc – 41

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na poszukiwanie szczęścia. Jedni odnajdywali go na chwilę – w uplecionym wianku rzuconym na wodę, który popłynął najdalej ze wszystkich. Inni szukali wśród uśmiechniętych twarzy pięknych nieznajomych, z nadzieją na znalezienie tej jednej jedynej lub jedynego…

Autor: Ewa Majewska