Mała ławeczka – 45

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często niechcący spacerowicze przechodzili obok tego magicznego miejsca, spotykając swoich znajomych.

Miejsce to przyciągało na spacer każdego – od dziecka do staruszka.

Wszyscy czuli się tam dobrze. Nastroje łagodniały, wielu spacerowiczów miało uśmiech na ustach.

Gdy była ciepła i słoneczna pogoda, w owym miejscu nie brakowało niczego. W pobliżu była woda, rowery do wypożyczenia i bar mleczny.

Autor: Adam

Duży stół wystawiono – 23

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który mógł przyjść. Dla gościa, którego wypatrywano od dawna.

Oczywiście, gospodarze wiedzieli, że zwyczaj każe zostawiać nakrycie dla niespodziewanego gościa – dla nieznajomego, którzy może zapukać do drzwi. Mieli jednak nadzieję, że ten niespodziewany gość będzie znajomy – że będzie to ich kuzyn, który kilka lat temu wyruszył w świat.

Ku zdziwieniu rodziny zrezygnował z etatowej pracy i zaczął szukać szerokich przestrzeni. Wybierał pustynie, płaskowyże i rozległe łańcuchy górskie. Dostawali od niego pocztówki z kolejnych krajów, z miejsc, o których dotąd nie słyszeli. Czasami przychodziły listy z załączonymi zdjęciami. Widzieli na nich szczęśliwego kuzyna, z roześmianymi oczami, pozującego na tle egzotycznych krajobrazów.

Mieli nadzieję, że chociaż na chwilę przyjedzie do nich. Niektórzy – zwłaszcza dzieci (ale nawet część dorosłych) – marzyli, że kuzyn zabierze ich ze sobą na swoją kolejną wyprawę.

Kolacja była prawie gotowa. Już mieli zasiadać do stołu, gdy zadzwonił dzwonek u drzwi. Gospodarze spojrzeli po sobie zaskoczeni, z nadzieją w oczach, i pośpieszyli sprawdzić, kto przyszedł…

Autor: Jagoda

Duży stół wystawiono – 22

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który mógłby się zjawić.

Wszyscy zasiedli do stołu. No, prawie wszyscy…

Dziadkowie i rodzice ze smutkiem patrzyli na drugie wolne nakrycie i puste krzesło przy nim. Należały do zbuntowanego nastolatka, który powiedział, że nie zamierza siadać z nimi do stołu. Aż wstyd powtórzyć, co przy tym powiedział o rodzicach, dziadkach i Wigilii.

Atmosfera była ciężka. Dorośli długo siedzieli przy stole, przygnieceni słowami swojego ukochanego wnuka i syna. Pierwszy oprzytomniał dziadek. Uśmiechnął się smutno do żony. Popatrzył czule na syna i powiedział:

– Teraz ty jesteś głową naszej rodziny. Może dasz sygnał, żebyśmy zaczęli dzielić się opłatkiem?

– Ależ, Tato…. – zaprotestował syn.

– Kochanie, co robisz? – zapytała zaskoczona żona.

Dziadek przytulił ją i patrząc jej prosto w oczy wyjaśnił:

– My już jesteśmy emerytami. Nasz syn ma problem, którego za niego nie rozwiążemy. Będziemy go wspierać, jak zawsze, ale rozwiązać musi go sam.

Znowu spojrzał na syna i powtórzył:

– Teraz ty jesteś szefem. Rozpoczynaj Wigilię…

Syn, trochę oszołomiony, wstał. Wziął talerzyk z opłatkiem i podszedł do ojca. Złożyli sobie życzenia. Potem podszedł do matki, następnie do żony. Zauważył, że żadne z nich nie poruszyło się, żeby złożyć życzenia innej osobie. Wszyscy stali i patrzyli na niego. Wskazał na talerzyk i leżący na nim kawałek opłatka mówiąc:

– Ten opłatek należy do Maksa. Podzieli się nim z nami, jeśli będzie miał ochotę.

Tymi słowami jakby odczarował rodziców i żonę. Zaczęli nawzajem dzielić się opłatkiem. Zanim usiedli przy stole, matka odłamała kawałek ze swojego opłatka mówiąc:

– Max, wybaczam ci. Wszystkiego najlepszego synu.

Pozostali zrobili to samo. Przebaczyli swojemu ukochanemu, zbuntowanemu nastolatkowi.

Autor: Ewa Damentka

Duży stół wystawiono – 21

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który tym razem znowu nie przyszedł. Dzieci były zainteresowane, czy ktoś jeszcze dołączy, ale były tylko telefony od dalszej rodziny zza granicy.

Tegoroczna Wigilia była zasilona dwiema rodzinami. Wszyscy zebrali się przed czasem. Dzięki temu zdążyli poruszyć wiele kwestii rodzinnych. Wszyscy docenili kulinarny kunszt pań, które przygotowały przepyszne potrawy. Pięknie i uroczyście wyglądał zastawiony stół. Dziadek powiedział nawet, że szkoda tego wszystkiego ruszać, ale może jednak czas zacząć.

Autor: Adam

Polną drogą – 54

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, iż wchodzi do lasu. Las był mieszany. Co nie tylko było widać. Woń drzew iglastych była inna niż liściastych. Jako że była jesień, pod drzewami leżały liście. Iglaki natomiast miały igliwie na sobie.

Wędrowiec uzmysłowił sobie, że dając nazwę czemuś, można mówić zupełnie o czym innym, niż ktoś inny by pomyślał.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 54

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było postać kobiety ubranej w płaszcz przeciwdeszczowy i kalosze. Szła pod parasolem, w kierunku pobliskiego lasu, i prowadziła na smyczy psa. Lubiła chodzić na spacery w dżdżyste dni ze swoim czworonogim przyjacielem. Darzyli się wzajemną sympatią. Powietrze było wspaniałe, świeże, o zapachu żywicy. Jej serce, płuca i umysł dotleniały się i oczyszczały. Oddychała głęboko i pozostawiała w lesie swoje zmartwienia i troski. Las dawał ukojenie. Drzewa sosnowe tańczyły w rytm wiatru, lekko i spokojnie. Patrzyła na przepiękny taniec lasu i w sercu odczuwała lekkość, a promienie słońca wyłaniające się zza chmur ogrzewały jej ciało. Pies spojrzał na swoją towarzyszkę radośnie kręcąc ogonem. Tak, masz rację, wracamy do domu.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Polną drogą – 53

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył rozległą dolinę. Była dziwnie znajoma, choć nie mógł sobie przypomnieć, skąd ją zna? Czemu serce bije mocniej, a łzy wzruszenia same napływają do oczu?

Niepewnie zaczął schodzić do tej zielonej doliny, przeciętej wstążką połyskującej rzeki, ozdobionej domkami, ogrodami, połaciami lasów, łąkami i polami uprawnymi.

Nagle zaczął sobie przypominać. Wróciły do niego jego dawne marzenia, jego pragnienia, odsuwane kiedyś potrzeby. Powrócił szacunek do samego siebie, chęć życia i działania. Już wiedział, czego chce od siebie i życia.

Odzyskał siebie samego, a jego podróż dopiero się rozpoczynała.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 53

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było boisko z piękną murawą.

Nie było na nim piłkarzy, ale ktoś jeździł rowerem. Nie było to dobre dla trawy. Gdy już zaświeciło słońce, wyraźnie widać było „szlaki” rowerzysty.

Można powiedzieć, że robiąc to samo w różnych miejscach możemy być widoczni lub nie.

Autor: Adam

Polną drogą – 52

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, iż aura stała się wilgotna. Zaczęło padać. Mężczyzna nie miał parasola, więc wyciągnął z plecaka bluzę z kapturem. Po chwili wszystko przemokło. Wędrowiec przyspieszył, by się rozgrzać. I faktycznie, po kilkudziesięciu minutach jego ubranie zaczęło parować. Parował też pobliski las. Wtem do głowy wędrowca przyszła myśl, że „nasiąkamy” tym, co jest w naszym otoczeniu.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 52

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dwie postacie rozmawiające w parkowej alejce. Jedna z nich mocno gestykulowała, krzyczała, a nawet tupała. Druga postać stała nieporuszona i spokojnie przyglądała się pierwszej. Trwało to dłuższą chwilę. Krzyki trochę ucichły i gwałtowne gesty też straciły na zamaszystości.

Druga postać, patrząc pierwszej prosto w oczy, powiedziała:

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Spełniłaś swoje zadanie.

– Ale jestem ci potrzebna!

– Już nie.

– Pozwól mi sobie pomóc.

– Twoja pomoc teraz przynosi mi więcej kłopotów niż korzyści. Coraz więcej kłopotów…

– Jestem z tobą większość twojego życia…

– Dlatego, jeśli teraz odejdziesz, zachowam w sercu wdzięczność dla ciebie.

– A jeśli nie zechcę?

– Nie dajesz mi wyboru

– Więc zostanę.

– Nie uda ci się.

– Grozisz mi? To wojna!

– Nie. Już nie chcę walczyć.

– Ale potrzeba…

– Nie potrzeba.

– Przecież jestem twoją…

– … Złością, nienawiścią do świata i innych ludzi.

– Daję ci napęd. Wiesz, że jestem ci potrzebna.

– Już w ciebie nie wierzę. Nie wierzę, że złością i nienawiścią można cokolwiek zbudować. To prowadzi tylko do wojny i cierpienia, a ja wolę pokój.

– A gdzie go znajdziesz? – zapytała drwiąco pierwsza postać.

– Już znalazłam. W swoim sercu. Wystarczyło, że ciebie stamtąd usunęłam.

– Ale…

– Przykro mi. Już w ciebie nie wierzę.

– Ale…

– Żegnaj. Już cię nie potrzebuję. Nie wierzę w ciebie. Nie wierzę również w twoje istnienie. Po prostu już ciebie nie ma. Byłaś tylko złudzeniem. Nie istniejesz!

Pierwsza postać zaczęła się trząść i kurczyć. Znowu krzyczała, ale coraz ciszej. Druga postać stała nieruchomo i spokojnie patrzyła, jak pierwsza postać szarzeje, kurczy się, zanika i rozpuszcza w kroplach deszczu. Gdy rozpuściła się zupełnie, druga postać wróciła do swojego mieszkania, w którym krople deszczu nadal stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie, a przez lekko zamglone okno widać było park.

„Jak tu spokojnie” – pomyślała kobieta, zdziwiona trochę, że wystarczyło zrezygnować z własnej złości, by docenić piękno codziennych widoków. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła przy oknie i popijając małymi łyczkami ciepły płyn, zaczęła kontemplować widok zamglonego, deszczowego parku.

Autor: Jenczy