Mała ławeczka – 2

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często była świadkiem chwil pięknych i tych smutnych. W zasadzie każdego dnia… Nieraz obserwowała, jak te smutne zamieniają się w radosne, choć czasem było odwrotnie. Na szczęście tych dobrych momentów i zdarzeń było więcej…

Płacząca wierzba nieraz pomogła smutasom. Gładziła głowy i plecy siedzącym kłębkom nerwów, szemrała będącym w lęku. Była najdoskonalszym terapeutą.

Wraz z ławeczką, na której siadano, wierzba stanowiła rodzinę. Pełną, kochającą, tulącą…

Autor: Marek Jasiński

Mała ławeczka – 1

Mała ławeczka stała w parku od bardzo dawna. Płacząca wierzba, pod którą ją postawiono, zdążyła urosnąć i teraz jej gałęzie chroniły ławeczkę przed ciekawskimi spojrzeniami spacerowiczów.

Bardzo często siadywał na niej starszy pan, który przychodził do parku z dużą papierową torbą, pełną okruszków.

Siadał na ławeczce, wyciągał kilka okruszków i czekał na wróble, które zjawiały się bardzo szybko. Wyjadały mu okruszki z dłoni. Kiedy wróbli było już bardzo dużo, rozsypywał okruszki na ziemi przed ławeczką. Po zjedzeniu tych okruszków wróble jeszcze długo towarzyszyły starszemu panu. Siadały na jego głowie, ramionach i kolanach, siadały też na ławeczce i na ziemi. Czasem któryś podfruwał, by po chwili znów przysiąść. Ćwierkały, ćwirkały, czyrczyrikały, a starszy pan przysłuchiwał się tak, jakby rozumiał, o czym ćwierkają jego zaprzyjaźnione wróble.

Autor: Ewa Damentka

Wiosenny las – 41

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i gwizdał sobie cicho z zadowolenia. Właśnie szedł wypróbować swojego nowego drona i z lotu ptaka porobić zdjęcia do wiosennej galerii…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 43

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było dobrze mi znany miejski pejzaż…

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że życie trochę przypomina mi deszcz, a może raczej, że dni przemijają jeden po drugim, tak jak krople deszczu spadają kropelka po kropelce. Każdy jest taki sam, a jednocześnie bardzo się różnią. Jest ich bardzo dużo, ale nie trwają bez końca, bo życie kiedyś przeminie, a deszcz kiedyś się skończy. Może więc warto doceniać każdą kropelkę deszczu i każdy dzień, który został nam dany?

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 42

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było deszczowy, miejski pejzaż.

Babcia podeszła do okna, trzymając w ramionach małe dziecko – swoją wnuczkę. Zaczęła opowiadać małej o mgle, o mieście, o całym świecie… I nie zważała na to, że maleńka jeszcze nie umiała mówić, tylko patrzyła tak, jakby cały świat chciała wchłonąć swoimi oczami.

Babcia kołysała małą i mówiła, mówiła, mówiła…

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 41

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było delikatne cienie drzew. Zza chmur wychodziło słońce i krople rozświetlały się jak małe światełka. Po pół godzinie było już całkiem ciepło. Sąsiadka z pobliskiego domu wywiesiła pranie. „Pewnie szybko wyschnie, dzień dobry” – powiedział sąsiad. Na to sąsiadka zauważyła, że zaraz już będzie wieczór.

Trzeba jeszcze zrobić kolację i posprzątać kuchnię. Nie da się tego nie robić, gdy są małe dzieci. Czasem się to robi z przyjemnością, a czasami odruchowo.

Wtem na podwórze wjechało auto dostawcze pizzy. Problem kolacji został rozwiązany. Cała rodzina usiadła przy stole. Ojciec dał pomysł, że po posiłku każdy sam zmywa swój talerz i sztućce.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 40

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było witryny sklepu spożywczego. Kasjerka przerzucała towar przez kasę, a ludzie płacili. Kobieta chciała zrobić coś śmiesznego, by nie było nudno. Ale co to by mogło być? „Jestem przecież w pracy” – pomyślała. Może sposobem było zawieszanie nieco dłużej wzroku na osobach, które podchodziły i kasy i krótka rozmowa. Każda osoba była inna, ale każda płaciła i wkładała produkty do reklamówek. Z żartów nic nie wyszło, ale przyszła refleksja: „Każdy z klientów jest inny, ale cel ich pobytu w sklepie jest jeden – zakupy”.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 39

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było lejek. Duży lej, do którego spływała woda z dachów, a dalej – pionową rurą na ziemię. Ktoś wcześniej zbudował dach, by było sucho. Ktoś zbudował też pozostałe elementy domu. Dom buduje się od dołu do góry, po kolei. W domu są łazienki, gdzie można umyć ręce. Jest piec, by było ciepło. Są firanki. Jest urządzenie do prania, czyli pralka. W domu można zapalić światło i obejrzeć w TV prognozę pogody. Umyte talerze stoją w ociekaczu, a łyżeczki mogą być w szufladzie. W szafie jest koc, a na stole gazety. Kapcie leżą w przedpokoju, a na parapetach są kwiaty. Czasami w domu podlewa się kwiaty i wyciera kurze, a czyste okna wpuszczają do pokoi dużo wiosennego światła.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 40

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i krusząc kraty więzień przepełnionych niewinnymi. Powoli wychodzili więc, zrzucając kajdany z rąk i nóg, rozprostowywali skurczone członki i mrużąc oczy wpatrywali się w niebo. Nadzieja, wiara i miłość – od teraz będą już mocniej kultywowane i poddawane codziennej, niezmiennej i systematycznej pielęgnacji…

Autor: Ewa Majewska

Ciemność zgęstniała – 39

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wyzwalając chęć życia w istotach, które ocalały. Powoli rozpoznawały, kim są, co potrafią i jak mogą pomóc w budowaniu nowych struktur nowego świata. Miejmy nadzieję, że lepszego i bardziej trwałego od tego, który przeminął.

Autor: Ewa Majewska