Ciemność zgęstniała – 51

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i radość.

Kobieta wyszła ze swojej jaskini. Uznała, że nie chce się dłużej ukrywać i będzie odpowiedzialna za siebie. Wzięła stery swojego życia. Wyznaczyła kierunek myślenia i działania – wspierać i wzmacniać światło, a reszta sama się ułoży w jasny, świetlisty sposób, z pożytkiem dla niej i dla jej rodziny.

Autor: Zyta

Kustosz z zainteresowaniem – 19

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku unosi się chmura różnokolorowego pyłu i połyskuje we wpadających przez muzealne okno promieniach słonecznych. Zaskoczony wpatrywał się bez ruchu, ale z niejaką trwogą, w ten bezkształtny obiekt, przeczący prawom fizyki i zauważył, że chmura zmienia kolory, jak bańka mydlana.

Kiedy ochłonął, zorientował się też, że chmura zrobiła się jasna i emanowała fantazyjnym światłem, znacznie bardziej intensywnym, niż na początku. Gdy uspokoił się już na tyle, żeby przyciągnąć fotel i usiąść naprzeciwko tego nieoczekiwanego fenomenu, przyjrzał się mu lepiej i dostrzegł kolejne zmiany – krawędzie wygładziły się i wtopiły w muzealne powietrze pełne pyłu do tego stopnia, że sprawiały wrażenie, jakby chmura zawsze tam była, jak kurz, który zobaczyć kustosz mógł dopiero, kiedy zapalił w nim światło.

Im bardziej uspokajał się oddech kustosza i im większy był jego spokój, tym jaśniej połyskiwał złoty pył, aż oczom kustosza zaczęły ukazywać się ulepione z tej lewitującej materii kadry z życia, zanim zajął się pracą w muzeum i pomysły, których przez to nie miał czasu zrealizować, troszcząc się o stare eksponaty.

Wpatrując się w świetlisty pył, kustosz poczuł dawną energię, siłę i optymizm, jakich nie zaznał w ciągu dekad pracy, w tej zakurzonej graciarni. Poczuł wolę zmiany i kiedy właśnie zdał sobie z tego sprawę, chmura uniosła się, przesunęła się nad jego głowę i powoli opadła, spowijając go w światło.

Kustosz podjął decyzję.

Autor: Justyna Czekała

Czerwcowa noc – 49

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę, by uczestniczyć w wydarzeniu.

– To dobra odskocznia od codziennego pośpiechu, w jakim się często znajdujemy – zauważył młody człowiek.

Woda w rzece była ciepła i niektóre dzieci moczyły w niej nogi.

Mała dziewczynka, która przyszła tutaj z rodzicami, po raz pierwszy w życiu robiła zdjęcia ludziom puszczającym wianki.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 18

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest ryza papieru. Jest 500 czystych kartek bardzo dobrego papieru. Kustosz zdziwił się, ale pomyślał, że lepiej mieć ryzę papieru, niż jej nie mieć. Zadzwonił do ojca nadawcy i zapytał, co mały Grzesio chciał uzyskać.

– Tato, nie wiem, jestem zapracowany, ale syn mówił mi, że myśli o prezencie na Dzień Dziadka.

Autor: Adam

Ciemność zgęstniała – 50

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przywracając barwy.

Po tych wszystkich okropnościach trudno było uwierzyć w to, że zostanie tu na zawsze. Cienie przeszłości przykrywały je to z jednej, to z drugiej strony. Nawet wtedy, kiedy świeciło już swym pełnym blaskiem, pamięć o tamtym bólu i bezsilności wygrywała. Było to tak niedorzeczne, widzieć skulone postaci w jasnym i kolorowym świetle.

Były momenty, kiedy można było oddychać pełną piersią, ale szybko opadły. Czasem z powodu tego, co kiedyś było, a czasem dlatego, że z tej świetlistej rzeczywistości wyłaniał się ponury strzęp.

Z jednej strony przekonanie, że będzie dobrze. Z drugiej zmęczenie i strach.

Na szczęście światło już zawsze świeciło. To jednak nie wystarczyło. Trzeba było znaleźć sposób, żeby cieszyć się jego ciepłem. Czuć się dobrze i bezpiecznie.

Autor: Wędrowny Grajek

Kustosz z zainteresowaniem – 17

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku znajduje się druga paczka. W niej znajdowała się kolejna, a w tej jeszcze następna. Zaintrygowany kustosz wyjmował i otwierał paczkę za paczką. Wkrótce w całym pokoju pełno było otwartych paczek dużych i małych.

Kustosz nawet nie zauważył tego bałaganu. Był bardzo ciekawy, co znajdzie w środku. Zaś w środku, w najmniejszej paczuszce, znajdowało się małe puzderko, a w nim… pierścionek. Nawet nie był zabytkowy – zwykły, tandetny pierścionek, jaki można kupić na większości bazarów świata.

„Skąd się tu wziął? Czemu trafił do muzeum? Co jest w nim cennego?” – zastanawiał się kustosz. Przyjrzał się pierścionkowi, a potem obejrzał puzderko, mając nadzieję, że znajdzie jakąś wskazówkę – wyjaśnienie lub podpowiedź. Nic nie znalazł. Ze wszystkich stron obejrzał każde pudełko. I znowu nic… Każda paczka była obklejona naklejkami i znaczkami. Każda miała przybite pieczątki, ale nie miała niczego, co pomogłoby mu rozwiązać tajemnicę pierścionka.

Usiadł wygodnie przy biurku, żeby pomyśleć, jak rozwiązać tę zagadkę. I tak przesiedział dwa dni. Trzeciego dnia odebrał telefon od zaprzyjaźnionego kolegi, który pracował w muzeum, na innym kontynencie.

– Co robisz? – zapytał kolega.

– Myślę – automatycznie odpowiedział kustosz.

– A długo już myślisz? – zainteresował się kolega.

– Czemu pytasz? I dlaczego się śmiejesz? – zapytał podejrzliwie kustosz.

– Ja też myślałem dwa dni. I też nie znalazłem odpowiedzi, za to umysł mi się zresetował i teraz jest czysty i świeżutki jak skowronek.

Kustosz zacisnął zęby i siłą woli powstrzymał wypowiedzenie przekleństwa, które cisnęło mu się na usta. Milczał długą chwilę. Kolega uprzejmie czekał…

– Jak myślisz, kto wymyślił ten dowcip? – odezwał się wreszcie kustosz.

– Nie wiem, ale błogosławię go. Odpocząłem, i wymyśliłem projekt nowej wystawy. Mam jeszcze kilka innych pomysłów i usprawnień, które już wdrażam.

Dalsza rozmowa niezbyt się kleiła, więc się rozłączyli, a kustosz układał w myślach listę kolegów-muzealników z całego świata. Który z nich jest teraz najbardziej zapracowany?

Włożył pierścionek do puzderka, puzderko do najmniejszego pudełeczka, które zakleił i włożył to do trochę większego… i tak po kolei oklejał i wkładał do kolejnych pudełek. Największe pudełko włożył do nowego, jeszcze większego, które miał w szafie. Okleił go paroma muzealnymi naklejkami. I z dziką satysfakcją wpisał adres jednego ze swoich kolegów. Poszedł na pocztę i nadał paczkę.

Gdy wracał do muzeum, pojawiła się myśl, że może to właśnie ten kolega wymyślił zabawę z paczkami. Jednak niezbyt się tym przejął. W głowie zaczęły pojawiać się nowe, świeże, ciekawe pomysły. Przyspieszył kroku, żeby jak najszybciej dotrzeć do pracy. Rozpierała go chęć działania, a umysł rzeczywiście miał czysty i klarowny.

Autor: Ewa Damentka

Wiosenny las – 45

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i rozmyślał. Oddychał głęboko i nawet się lekko uśmiechał. Nucił swoją ulubioną piosenkę. Wędrowiec szedł poprzez wsie, choć mógł poruszać się autem.

Marsz jednak dobrze wpływał na jego samopoczucie, a czasu miał dostatecznie dużo.

Mężczyzna obserwował zwierzęta oraz pracujących w polu ludzi.

Wędrówka i obserwacja dawały mu poczucie bycia tu i teraz oraz wrażenie celowości tego, co się dzieje dookoła.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 16

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku jest maska, pochodząca prawdopodobnie z Afryki, ale zupełnie inna niż te, z którymi miał do tej pory do czynienia. Była wyrzeźbiona z cienkiego marmuru z wielkimi oczodołami i pękiem kolorowych piór z górnej części.

Przedstawiała kobiecą twarz – szamanki. Przywołał z pamięci rytuały, w których mogła być atrybutem, ale nie był w stanie umiejscowić jej. Westchnął ciężko, zamknął maskę w skrzyni i skierował swe kroki do domu.

Wieczorem przed snem przypomniał sobie jej wygląd i próbował sobie wyobrazić osobę, która mogła ją nosić na swej twarzy. Zasnął szybko, ale obudzenie przed świtem było niezwykłe i bardzo pasjonujące, ponieważ całą noc śnił o pięknej szamance przywołującej nad brzegiem skrzącego się jeziora dobre duchy przodków, które przynosiły piękno i dobro dla wszystkich z plemienia szamanki.

Autor: Dorothea

Kustosz z zainteresowaniem – 15

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku była mniejsza paczka. „Do licha, przecież mój brat miał przysłać mi książkę o Napoleonie”. Otwierał dalej i kolejnych paczek było jeszcze pięć. W ostatniej było coś, co przypominało układ scalony. Ale nie – to była malutka książeczka.

Kustosz wziął lupę i odczytał napis na mikroksiążce – „Napoleon”.

„Piękny żart” – powiedział swemu bratu przez telefon – „Ale ja naprawdę jestem zainteresowany działaniem tego człowieka, a nawet przez lupę nie odczytam treści. Chyba ci ją prześlę z powrotem”.

Przygotował paczkę zwrotną, w której wysłał swemu bratu trunek o nazwie „Napoleon”.

Autor: Adam

Kustosz z zainteresowaniem – 14

Kustosz z zainteresowaniem przyglądał się dużej paczce, która właśnie została dostarczona do muzeum. Było na niej wiele kolorowych naklejek i dużo pocztowych stempli – jakby przewędrowała pół świata.

Otworzył ją i zobaczył, że w środku były karteczki z życzeniami: „chciałbym nie wstydzić się, że brzydko jeżdżę na nartach”, „chciałabym odważnie bronić swojego zdania podczas rodzinnych spotkań”, „trudno mi ukończyć pracę – stale coś poprawiam, wyszukuję braki w czymś, co właściwie jest już gotowe”…

Tego typu życzenia, skargi i zwierzenia – na kartkach różnego koloru, oraz duże koperty różnej wielkości wypełniały pokaźne kartonowe pudło, owinięte w pakowy papier. W kopertach, jak przekonał się kustosz, również były tego typu życzenia, opowieści, wezwania jakby.

Kustosz zastanowił się, w wysokim stopniu zaciekawiony – „Czy ktoś traktuje mnie jak spowiednika? Czy to jakiś łańcuszek – bo przecież wygląda to tak, że liczne osoby otrzymały te kartki lub koperty, dodały swoje, wysłały dalej… I czy ja też mam wysłać? Ale do kogo? … Zastanówmy się…”

W tym momencie zadzwonił telefon.

– Czy to pan kustosz? – odezwał się energiczny, męski głos. W tle słychać było młode głosy, pełne radości, życzliwości, śmiechy jakieś ciche.

– Tak to ja, słucham?

– Przychodzimy do pana. Robimy u pana, panie kustoszu zebranie Klubu Ludzi Sukcesu. Na początek przerobimy garść problemów zgromadzonych na karteczkach!

– Świetnie – odparł kustosz – już nastawiam wodę na herbatę.

Autor: Motyl