Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a wokół okna latały motyle. Albo tylko tak to wyglądało. To w rzeczywistości były małe, kolorowe, latające wróżki.
Z wielką ciekawością zaglądały do okna. Wewnątrz pomieszczenia, na środku podłogi siedziała, otoczona świecami, szacowna trenerka magii wróżek, nazywana pieszczotliwie przez wróżki Borówką. Wykonywała właśnie rytuał przywoływania żywiołów. Na twarzy trenerki wróżek malował się spokój i rozbawienie zarazem. Czuła, że za oknem kłębią się maleńkie wróżki. Teraz jednak był dla niej czas. Czas na odnowę substancji żywiołów w organizmie. Stary, zapomniany rytuał. Dlatego małe wróżki muszą poczekać, co zresztą dobrze rozumiały. Ich trenerka musi mieć przecież wiele sił, aby nauczyć je trudnej magii. Po dłuższej chwili otwarła powoli oczy i spojrzała przez firankę na wpatrzone w nią małe istotki. Gestem przywołała je do siebie. Żadna z małych wróżek nie ociągała się. Wszystkie wkrótce siedziały u jej stóp.
Z otwartymi buziami przyglądały się swojej mistrzyni, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Borówka miała świetlistą skórę, roziskrzone radością oczy i promieniała zdrowiem i wewnętrzną siłą. Wróżki zaczęły radośnie klaskać w dłonie, kołysać się i podskakiwać. Borówka znów wykonała gest w powietrzu, rozpoczynający lekcję. Wróżki ucichły i uspokoiły się.
Borówka rozpoczęła wykład: „Praca dla ludzi, dbanie o ich zdrowie i szczęście, to niezwykle ważna sprawa. Jednak trzeba dbać zawsze więcej o siebie samego, bo tylko wtedy możemy siebie dać innym. Dziś obserwowałyście mnie przy rzadkim rytuale. Właśnie ten jest bardzo ważny. Dziś wszystkie nauczycie się go i codziennie, aż po kres waszych dni rytuał ten będziecie czynić. Podobnie jak ja, dzień po dniu…”
Dla kochanej Magdy napisał Marek Jasiński