Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który mógłby się zjawić.
Wszyscy zasiedli do stołu. No, prawie wszyscy…
Dziadkowie i rodzice ze smutkiem patrzyli na drugie wolne nakrycie i puste krzesło przy nim. Należały do zbuntowanego nastolatka, który powiedział, że nie zamierza siadać z nimi do stołu. Aż wstyd powtórzyć, co przy tym powiedział o rodzicach, dziadkach i Wigilii.
Atmosfera była ciężka. Dorośli długo siedzieli przy stole, przygnieceni słowami swojego ukochanego wnuka i syna. Pierwszy oprzytomniał dziadek. Uśmiechnął się smutno do żony. Popatrzył czule na syna i powiedział:
– Teraz ty jesteś głową naszej rodziny. Może dasz sygnał, żebyśmy zaczęli dzielić się opłatkiem?
– Ależ, Tato…. – zaprotestował syn.
– Kochanie, co robisz? – zapytała zaskoczona żona.
Dziadek przytulił ją i patrząc jej prosto w oczy wyjaśnił:
– My już jesteśmy emerytami. Nasz syn ma problem, którego za niego nie rozwiążemy. Będziemy go wspierać, jak zawsze, ale rozwiązać musi go sam.
Znowu spojrzał na syna i powtórzył:
– Teraz ty jesteś szefem. Rozpoczynaj Wigilię…
Syn, trochę oszołomiony, wstał. Wziął talerzyk z opłatkiem i podszedł do ojca. Złożyli sobie życzenia. Potem podszedł do matki, następnie do żony. Zauważył, że żadne z nich nie poruszyło się, żeby złożyć życzenia innej osobie. Wszyscy stali i patrzyli na niego. Wskazał na talerzyk i leżący na nim kawałek opłatka mówiąc:
– Ten opłatek należy do Maksa. Podzieli się nim z nami, jeśli będzie miał ochotę.
Tymi słowami jakby odczarował rodziców i żonę. Zaczęli nawzajem dzielić się opłatkiem. Zanim usiedli przy stole, matka odłamała kawałek ze swojego opłatka mówiąc:
– Max, wybaczam ci. Wszystkiego najlepszego synu.
Pozostali zrobili to samo. Przebaczyli swojemu ukochanemu, zbuntowanemu nastolatkowi.
Autor: Ewa Damentka