Gromadka dzieci – 56

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dworku. Pięknym, białym dworku uplasowanym nad jeziorem.

Mówiła, że przyszła tam kiedyś i wszystkim, którzy tam przyszli w gości – a było ich więcej niż dzieci na podwórku, więcej niż dzieci w całym osiedlu – wszystkim, było tam dobrze. Ten, kto umiał grać w piłkę koszykową – zaczynał również pięknie śpiewać (tutaj kilkoro dzieci zaśmiało się). Niejadkom nagle wszystko smakowało. Szpinak (rozumiecie, dorośli mają swoje wymagania) nagle smakował, tak jak lody. A lody, podane w srebrnych pucharkach, odrastały podczas jedzenia. Kiedy dziecko już nie chciało więcej – pucharek robił się pusty i całkiem czysty.

– A czy można tam było przyjść z pieskiem? – zapytała dziewczynka z kokardkami.

– Tak – uśmiechnęła się babcia i wyjaśniła z powagą:

– Tam był wspaniały tor przeszkód dla psów, wokół podwórka.

– A czy trzeba było zaraz już iść do domu? – zapytał Marek.

– Nie, Marku, tam każdy miał na noc swój pokoik z lampką.

– I misiem! – zawołała Zosia.

– Tak, Zosiu, z mruczącym misiem.

Dzieci zaczęły być senne…

Autor: Motyl

Gromadka dzieci – 55

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o schronisku górskim, które troszczyło się o swoich gości.

Leżało ono z dala od autostrad i szos. Nie można było do niego dopłynąć łódką, ani dojechać samochodem, wozem konnym lub rowerem. Trzeba było do niego dojść pieszo i samemu nieść własny plecak. Nawet, jeśli ktoś chciał dolecieć samolotem, to musiał lądować na odległej łączce.

Okolica była cicha i spokojna, szemrały strumyki, szeleściły drzewa… Zwierzęta ciekawie popatrywały na nielicznych turystów, którzy tu docierali.

Wieczorem wszyscy goście zbierali się we wspólnej sali. Czasami były to dwie osoby, czasem, pięć, sześć, osiem lub nawet kilkanaście. Bywało gwarno i wesoło. Ogień wesoło płonął na kominku, a ludziom rozwiązywały się języki. Opowiadali, opowiadali, opowiadali… Gawęda szła za gawędą, i w jakiś dziwny sposób, każdy z gości był uważnie wysłuchiwany, gdy dzielił się swoją opowieścią.

Rano większość wracała do swoich domów. Inni zostawali, by odbyć krótkie wycieczki po okolicy, i wieczór znów spędzić we wspólnej sali, w miłym towarzystwie.

Mimo, że każdy z gości wyruszał w powrotną drogę z tym samym plecakiem, z którym przybył, to większości ludzi wydawało się, że ich plecaki stały się dużo lżejsze.

Większość też wraca, by ponownie poczuć atmosferę schroniska i wspólnych rozmów. W końcu warto pamiętać o przyjaciołach, a schronisko troszczy się o wszystkich. Jest przyjacielem każdego ze swoich gości. I coraz więcej ludzi do niego zagląda.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 54

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kobiecie, która nie radziła sobie ze swoimi emocjami. Kiedy coś poruszyło jej serce, to albo kamieniała i zamrażała się, albo była o krok od szaleństwa.

Tak właśnie żyła. Pewien przypadkowo spotkany mężczyzna powiedział jej, że to kumulowanie w sobie emocji, z obawy przed cierpieniem, jej bardzo niebezpieczne i przypomina coraz mocniej buchający piec, który w końcu eksploduje.

Mocno ją to poruszyło. Zaczęli rozmawiać. Opowiedziała trochę więcej o sobie. Czuli się dobrze. Rozstali się w zgodzie, choć chłopak powiedział jej, że nie sądzi, że się jeszcze spotkają. Następnego dnia przesłali sobie wiadomości o swoich mieszanych uczuciach. Kolejnego dnia nastała cisza.

Dzieci pytały jedno przez drugie:

– Co dalej babuniu?

– Cóż, zobaczymy – odpowiedziała staruszka.

Autor: Wędrowny Grajek

Gromadka dzieci – 53

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o nadziei. Mówiła, że w życiu przytrafiają się różne trudne wydarzenia, ale jak ma się nadzieję, to człowiek potrafi się z nich wykaraskać.

Mówiła też, że są sytuacje, w których nadziei nie ma, a mimo to ludzie działają, żyją i robią to, co trzeba, żeby zapewnić opiekę sobie i swoim bliskim. Wtedy prowadzi ich wewnętrzne poczucie obowiązku i sens.

Na koniec opowiedziała, że sens życia jest związany z misją życiową – specjalnym zadaniem, z jakim rodzi się każdy człowiek. Jeśli człowiek wie lub przeczuwa, po co żyje, to łatwo mu o nadzieję, zaradność i poczucie własnej wartości. I właśnie dlatego należy każdego człowieka traktować z szacunkiem, żeby mógł czuć się wartościowy i potrzebny.

Dzieci słuchały z uwagą. Czy zapamiętają tę bajkę? Zobaczymy…

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 52

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o pewnej przekornej księżniczce. Księżniczka ta nigdy nie chciała tego, co jej dawano, tylko zupełnie coś innego. Gdy dawano jej to coś zupełnie innego, to też tego nie chciała, bo mówiła, że coś jeszcze innego będzie lepsze. Nikt nie mógł jej dogodzić.

Przyszedł czas, gdy przekora księżniczki zaczęła przeszkadzać jej samej. Jeśli postanowiła, że coś zrobi, to nigdy nie osiągała zamierzonego rezultatu, tylko zupełnie przeciwny. Na szczęście znalazła na to sposób. Oczywiście przekorny. Myśląc o tym, co chciała osiągnąć, mówiła w myśli lub głośno: „Nie chcę tego, to mi zupełnie niepotrzebne”. I wtedy to realizowała!

Dożyła sędziwego wieku i była szczęśliwa. Zawdzięczała to temu, że poznała swoje ograniczenia i nauczyła się umiejętnie posługiwać swoją przekorą.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 51

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o królewiczach i królewnach, smokach i skrzatach – o bohaterach, z losami których utożsamiały się zasłuchane w tej opowieści dzieci.

Kiedyś królewny urosną i zamienią się w królowe, stojące ramię w ramię ze swymi bajkowymi rycerzami czy królami i będą razem iść przez życie wspólnie pokonując napotykane po drodze smoki. Królewicze zamienią się w silnych władców, zarządzających swoimi królestwami i podwładnymi. Będą szukać kandydatki na swoją królową, przyłączać nowe ziemie do swego królestwa i – miejmy nadzieję – rządzić mądrze, dobrze i sprawiedliwie – jak przystoi w najlepszych bajkach.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 50

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kocie, który lubił wspinać się po drzewach. Czasem wchodził tak wysoko, że bał się zejść na dół. Wtedy jego pan zakładał uprząż alpinistyczną, wchodził na drzewo i znosił kota na dół. Kot wierzgał i go drapał, bo się bardzo bał… Specjalnie dla kota została zaprojektowana ścianka wspinaczkowa w dużym pokoju, Kiedy na dworze było zimno, padał śnieg lub deszcz – to kot bawił się w domu, a jego pan korzystał z przyjemności domowego zacisza.

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 49

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o złotej rybce. Dwójka dzieci słuchała z wielką uwagą, ale najstarszy chłopiec zaprotestował. Powiedział, że bajki są bez sensu i że chce słuchać prawdziwych bajek o rybkach w morzu, o kutrach rybackich i rybach w sklepie, a nawet o wędkach.

Starsza pani, w związku z tym, tylko nieco zmodyfikowała opowieść, a chłopiec poczuł się doceniony.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 48

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o każdym z nich. Babcia miała taki niezwykły dar, że opowiadała bajkę dla każdego, kto tylko zechciał.

To była bajka, która dawała ukryte wskazówki, pocieszała albo dodawała sił.

Ktoś chciałby może poprosić naszą „babcię” o taką bajkę?

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 47

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o czarodziejskim domu. Dom znajdował się w lesie. Było w nim zawsze ciepło i dużo przestrzeni. Parter był jak duża świetlica, a na górę nie można było wchodzić. Znajdowały się tam prywatne pokoje właściciela domu.

W wybranych dniach, w świetlicy-pracowni przebywała często grupa artystów. Właściciel domu był malarzem i rzeźbiarzem. Wraz z gośćmi potrafili rozmawiać przy kawie i herbacie oraz tworzyć nowe obrazy i dzbany.

Autor: Adam