Księżyc wyszedł zza chmur – 25

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Szczęk łańcuchów dał się słyszeć nie wiadomo skąd. Krzyknął – z wyniosłych murów – rycerz, wsparty na ogromnym kosturze:

– To znów twój odgłos, twoje łańcuchy! Ha, słyszę ciebie, nawet w lochu zamknięty towarzyszysz mi, spotkamy się. Ale dziś pełnia…

Zniknął po tych słowach potężny mężczyzna.

Zgrzyt, stuki dochodziły teraz z ociemniałej nagle ściany. W fosie bulgotało Coś-niecoś, nie wiadomo:

– Nie – bul bul – opu – bul bul! – ścisz tego zamku – ssss. Bul bul bul! Fosa moja, otacza cię jak ta noc! Ciesz się pełnią, ciesz. Przyjdzie róż! Przyjdzie!

Bulgotnęło jeszcze raz, zapadła na chwilę cisza. Przymglone teraz światło księżyca wydobywało tylko kontury budowli.

Autor: Motyl

Księżyc wyszedł zza chmur – 24

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Postać w środku nocy budziła zdumienie.

Gimnazjalista, zwiedzający z rodziną ów zamek, postanowił nie dać się nabrać. Wymyślił sobie, że gdy będzie jeździł w nocy po zamku swoim rowerem, z latarką zaczepioną na kasku, to też będzie wzbudzał zdziwienie.

Rodzina chłopaka nie protestowała, bo była już przyzwyczajona do niecodziennych pomysłów Antoniego.

Antoni zrealizował swój pomysł i zastanawiał się nawet, czy nie zbliżyć się do nocnej postaci, ale zdecydował, aby ten drugi nocny podróżnik spokojnie przemierzał swoją drogę w swoim sektorze.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 23

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Duch, nie było wątpliwości.

Duch był tu, w tym zamku, na pewno. Widziało go wielu, wszyscy, którzy tu przybywali. Duch przechadzał się po krużgankach, po murach, zapalał światła w salach lub gasił nagle światło. A gdy był teraz na murach, co chwilę przystawał i patrzył się gdzieś długo w dal, czy zadzierał głowę do góry. Świetnie go było widać na tle nocy, ducha tego zamku, gdyż oświetlało go akurat lekkie intymne światło, idące z blasku księżyca i jakby z samych murów zamku. To był prawdziwy duch, nie było dwóch zdań i żadnej dyskusji. Duch.

Ludzie walili do zamku i koniecznie chcieli skorzystać na kontakcie z tym duchem. Notabene w zamku była świetna knajpka, w której można było zjeść bardzo dobre potrawy w przystępnej cenie, nie śpiesząc się z konsumpcją i cieszyć się czystym powietrzem. Można było też wynająć pokój w zamku, gdyż zamek udostępniał pomieszczenia gościom, a do tego wynajmowano tu rowery i rozdawano mapki z zaznaczonymi miejscowymi atrakcjami i trasami spacerów. A wieczorem można było porozmawiać ze współobecnymi na jakieś błahe, czyli najważniejsze tematy, pijąc lampkę wina i nigdzie się nie śpiesząc. Zyskiwały na tym głównie dzieci, wieczorem mogły się wyspać, by w dzień spędzać czynnie czas z rodzicami. Czasem w nocy robiono festyny, czy organizowano ucztę u księżniczki i wszyscy byli wtedy dziwnie ubrani, często w przez siebie przygotowane stroje i duch też był wtedy obecny. Duch był wszędzie. Pobliskie gospodarstwa oferowały swoje usługi i też tam pojawiał się duch, ten duch.

Wynajmowano dorożki, oferowano hipoterapię z koniem od wozu, naukę jazdy konnej, świeże mleko, wędzone ryby i sery. Wszystko doskonałe na piknik. Organizowano ogniska z napadem zbójników mieszkających pod zamkiem, a ostatnio duch zamku urósł na obrzeżach zamczyska i zorganizowano tu konkurencyjne noclegi na polu namiotowym dla biedniejszych klientów i powstała w pobliżu wiejska karczma; to wszystko przyciągało ludzi. Znaczy, ten duch przyciągał ludzi.

Duch ożywiał ten zamek, remontował go, organizował życie w zamku i ten duch tu mieszkał. Niewątpliwie był tu obecny. I każdy, kto tu przybywał, chciał coś uszczknąć temu duchowi, dla siebie, a czym więcej brał dla siebie, tym duch zyskiwał i stawał się większy, i więcej mówiono o obecności ducha i to w różny sposób. Mówiono w opowieściach po zakończonym wypoczynku, mówiono o tym w tonie głosu, który był szczęśliwy i w błyskach w oczach, czy w zwykłym spokoju, spokoju symbolizującym szczęście. Przybywało więcej turystów i powracali ci, którzy tu już byli, z niepokojem czy duch jeszcze jest, czy ceny są nadal tak przystępne i zaczęto pisać o okolicy artykuły w gazetach. Nic innego, ale była to tylko, wiadomo, zasługa ducha zamku.

A teraz przechadzał się po murach zamkowych z kieliszkiem w ręku i zadzierając głowę ku górze, patrzył na miliony gwiazd. Czuł spokój, chłodne i czyste powietrze i czekał na Hermenegildę, znaczy na drugiego ducha, który na niego działał swoim duchem.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Księżyc wyszedł zza chmur – 22

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Do pierwszej postaci dołączyły kolejne. Byli to miłośnicy dawnych czasów, którzy przebierali się w historyczne, własnoręcznie szyte stroje, i korzystali z różnych okazji do wspólnej zabawy.

Teraz, we współpracy z zaprzyjaźnionym muzeum, szykowali kolejną imprezę. Przy okazji zaplanowali nocną zabawę we własnym gronie. Wszyscy czekali na sygnał do do jej rozpoczęcia. W tym roku miała go dać Borówka, przebrana za średniowieczną uzdrowicielkę.

Borówka dała znak muzykom i zaczęła tańczyć w rytm ich średniowiecznej melodii. Do roztańczonej Borówki szybko dołączyły kolejne osoby. Zabawa rozkręciła się w najlepsze…

dla Magdy-Borówki napisała Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 21

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach, niosąc przed sobą pochodnię. Kobieta, w bogato zdobionych szatach królewskiego Arcymaga, sprężystym krokiem szła w kierunku wieży magów. Zwana przez lud była z czcią: Panią Smoków i Władców Magii, a przez przyjaciół po prostu Borówką.

Niosła posłanie od samego Króla Markusa I Dobrotliwego do magów w zamku. Król przebywał ze świtą na łowach w dalekich borach Wirtualii. Polecenie było jasne: magowie królewscy mają zająć się ochroną króla i osób, towarzyszących mu w wyprawie, przed złem czającym się w mrocznych matecznikach borów.

Sama Arcymag miała w tym czasie udać się na poszukiwanie magicznego źródła Prawdy i Wiecznej Młodości. Czarodziejka miała stamtąd zaczerpnąć wody i zrobić magiczny koncentrat dla Króla i wszystkich jego królewskich poddanych. Borówka wiedziała, że sprawdzi moc tego napoju na sobie samej, zanim dostanie go ktokolwiek do spożycia. Tak postępuje odpowiedzialny Mag.

Magię zawsze należy sprawdzić na sobie. Poza tym trzeba pamiętać o swoich potrzebach, i dla siebie też wziąć nieco bezkresnej energii młodości, aby służyć z radością i w pełni sił, swoją wiedzą i mocą wszystkim, którzy o nią poproszą. Pani Smoków cieszyła się już na myśl o niezwykłej przygodzie. Radowała się również z niezwykłej mądrości króla, który bardzo dbał o swoich poddanych, nie zapominając nigdy o swoich przyjaciołach. Wszak zadowoleni, pełni sił przyjaciele, pomocnicy, słudzy to szczęście dla królestwa.

Borówka już wkrótce przekona się o mocy legendarnego źródła Prawdy. A może… po prostu przypomni sobie najstarszą magię, już otrzymaną, dawno, dawno temu, przekazaną jej przez nieśmiertelnego władcę nieba, niezrównanego jej Ojca, Wspaniałego Smoka – znanego pod imieniem: Lśniący Cień…

dla nieogarnionego mojego źródła wiedzy, jakim jest Magda-Borówka
Marek Jasiński

Księżyc wyszedł zza chmur – 20

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

By to dostrzegać i móc się nad tym zastanowić, trzeba mieć czas. Posiadanie czasu wynika z tego, że możemy spać, wstać i zaplanować dzień. Powinienem mądrze zjeść, mądrze przygotować pracę i ją realizować, tak by etapami doprowadzić do szczęśliwego końca. I nie jest ważne, jaka postać pojawia się w nocy na murach, bo równie pięknym zjawiskiem, które ludzie mogą dostrzegać, jest np. piękny zapach majowo kwitnących drzew.

Autor: Adam

Księżyc wyszedł zza chmur – 19

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Był to piękny kot. Spacerował majestatycznie, wyciągał się, mył sobie łapki… Wyglądał jak czarna wycinanka kociej sylwetki na tle rozgwieżdżonego nieba. I tylko jego zielone oczy świeciły jak gwiazdy.

Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 18

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to duża Hanka, fajna babka, która trzymała za rękę małą Haneczkę. Z daleka widać było tylko postać dużej Hanki, bo główka małej Haneczki jeszcze nie wystawała ponad zamkowe obmurowania.

Obydwie Hanie wyszły na wieżę, żeby przy świetle księżyca obejrzeć swoje ziemie. Kiedyś były bezdomne. Duża Hanka opiekowała się małą Haneczką i walczyła o jej przetrwanie, a mała rozśmieszała, a czasami pocieszała zmęczoną dużą. Niedawno dowiedziały się o pewnym opustoszałym zamku. Kiedy do niego przybyły, rozpoznały go natychmiast. To był ich zamek! Ale nie pamiętały, kiedy go opuściły i czemu o nim zapomniały.

Zamek tymczasem pamiętał. Czekał cierpliwie i nikomu nie pozwalał do siebie wejść. Otworzył drzwi tylko przed obiema Hankami – dużą i małą.

Zamieszkały w nim ponownie i zaczęły uczyć się rozkładu pięter, schodów i komnat, które co jakiś czas się przemieszczały. Teraz światło pełni księżyca przypomniało im, że otoczenie zamku – porośnięte lasami wzgórza i cała dolina ze stawami, sadami i uprawnymi polami – również do nich należy. Księżyc jasno oświetlał wzgórza i dolinę. Obie Hanki nie mogły napatrzeć się na nie. Podziwiały ich wielkość i piękno. Duża Hanka ze wzruszeniem powiedziała do małej Haneczki – „Teraz to już rzeczywiście jesteśmy w domu”.

dla Hani napisała Kokoryczka

Księżyc wyszedł zza chmur – 17

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Tą postacią wcale nie był duch jakiejś tragicznie zmarłej postaci, strąconej z wieży, zatrutej cyjankiem, czy też potajemnie uduszonej.

To był Opiekun Małej Hanki, z którym kiedyś straciła kontakt. Duża Hanka zawsze kochała stare zamczyska, zwłaszcza te położone wysoko w górach. Niedawno dostała zdjęcie starego zamku na Węgrzech i długo wpatrywała się w zamek i jego przecudowne otoczenie. Duża Hanka jest szczęśliwa, uważa że piękne budowle są najczęściej dziełem dobrych ludzi, którzy mają potrzebę tworzenia. W Hance pojawiła się wdzięczność i radość. Jeszcze nie wybudowała Zamku, ale w jej sercu pojawiła się taka potrzeba. Zobaczyła swojego Opiekuna – tam na zamkowych murach i poczuła, że istnieje. Na pewno istnieje! Ta wewnętrzna radość jest dzięki Niemu.

Dzięki Opiekunom, których nie zawsze widzimy, chcemy tworzyć wokół Zamki Szczęścia. Bo tej prawdziwej, wewnętrznej Radości nie da się zatrzymywać tylko dla siebie. Chcemy się nią z wdzięcznością dzielić z innymi. Dziękuję!

Autor: Hania

Księżyc wyszedł zza chmur – 16

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Postać wolno zbliżyła się do najwyżej położonej części wieży, usiadła i głośno, żałośnie zawyła. Do tego skowytu dołączyły wkrótce inne czteronożne postaci i rozpoczął się nocny koncert przy księżycu.

Niewielu osobom mieszkającym przy zamku udało się zasnąć tej nocy.

Autor: Ewa Majewska