W dolinie – 13

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, spało małe dziecko. Troskliwi rodzice zostawili mu zapaloną lampkę, żeby nie bało się, jeśli obudzi się w nocy.

Matce trudno było pogodzić się z tym, że dziecko w nocy jest samo, ale ojciec uznał, że już czas, by ich pociecha miała własną sypialnię. Dziecko również nie robiło problemów – głównie z tego powodu, że rodzice zawsze opowiadali mu bajkę i czekali, aż zaśnie. Dopiero wtedy wychodzili po cichutku i delikatnie zamykali za sobą drzwi.

Dziecku najczęściej śniło się, że bawią się z nim małe aniołki i wspólnie podróżują na chmurce, żeby poznawać rożne kraje. Najchętniej krainy, gdzie jest dużo ciekawych zabawek.

Srebrny księżyc często zaglądał przez okienko, żeby doglądać dziecięcego snu, a gwiazdy śpiewały dla dziecka swoją piękną kołysankę.

Autor: Ewa Damentka

W dolinie – 12

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, siedział młody przewodnik nad mapą Karkonoszy i układał trasy przejścia dla grupy studentów, których miał poprowadzić na dwudniowym rajdzie ekonomistów. Chciał, aby były to trasy ciekawe, z pięknymi widokami, o zróżnicowanym krajobrazie. Żeby nocleg był w klimatyzowanym schronisku, z miejscem na śpiewy, bajania i śmiech. Chciał w tych młodych ludziach rozbudzić miłość do gór, w ogóle do wędrówek – niekoniecznie górskich. Chciał, by wyrwanie się na rajd nie było tylko okazją do wypicia. Tyle chciał…

Autor: Felek

W dolinie – 11

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, dobry duszek szykował prezenty. Nie wiedział, dokąd trafią, bo roznosiły je Anioły. Dobry duszek lubił swoje zajęcie i każdy udany prezent dodawał mu wigoru, natchnienia i energii…

Autor: Jagódka

W dolinie – 10

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pewna kobieta siedziała zamyślona. Znieruchomiała w fotelu, gdy uświadomiła sobie, że ma dużo więcej powodów do wdzięczności i świętowania, niż jej się dotąd wydawało.

Obejrzała wieczorem wiadomości telewizyjne i, jak zwykle, spadł na nią zalew drastycznych zdjęć katastrof oraz morderstw czynionych w imię wyższych wartości. Pomyślała, że coraz ciężej jest na tym świecie. Przygarbiła się i zaczęła przygasać.

Wtem stało się coś niespodziewanego. Zobaczyła nowy obraz – jakby ktoś wyświetlał w jej pokoju zupełnie inne wiadomości telewizyjne. Zobaczyła mapę świata z zaznaczonymi punktami i obszarami, gdzie toczy się wojna. Oznaczono również obszary, gdzie wojny nie ma.

Zobaczyła też statystyki – ile ludzi wychodzi z domów rano i wraca wieczorem. Ile samolotów startuje, a ile ląduje, dowożąc pasażerów całych i zdrowych na miejsce.

Na ekranie wyświetlił się pasek z informacją, że my, ludzie, z jakiegoś powodu zniekształcamy prawdę i pokazujemy rzeczy najstraszniejsze. Dalej informacja głosiła, że nauczyliśmy się czynić zły użytek z naszej wyobraźni, bo zamiast myśleć, co zrobić, żeby pomóc tym, którzy są w kłopocie – myślimy, że jesteśmy bezradni i snujemy katastroficzne wizje wydarzeń.

Druga wiadomość adresowana była do kobiety – „A ty? Co robisz z tymi strasznymi informacjami ze świata? Pozwalasz, żeby cię przygniatały. Pomyśl, jakie masz szczęście, że żyjesz w spokojnym miejscu, spokojnym czasie, spokojnym kraju. Pamiętaj o tym i zacznij żyć na nowo! Jak będzie wyglądał twój dzień, gdy będziesz o tym pamiętać rano, po przebudzeniu się, i wieczorem, przed zaśnięciem”?

Wizja była zaskakująca i silna. Kobieta zamyśliła się nad swoim dotychczasowym życiem i nad tym, że dotąd wiele jej problemów nie było prawdziwymi problemami, tylko wymyślonymi.

Było dla niej oczywiste, że zastosuje się do rady, którą przeczytała przed chwilą. Obiecała sobie, że odtąd w codziennych modlitwach będzie dziękować Bogu za życie, zdrowie, pokój i bezpieczeństwo oraz będzie prosić o wskazówki, co może zrobić, żeby żyć jak najlepiej, z pożytkiem dla siebie i innych ludzi.

Zastanowiła się, co zmieni w swoim życiu? Uznała, że zacznie od sposobu myślenia. Zadała sobie pytanie: „Co to znaczy, zmienić sposób myślenia”?

Zaczęła przypominać sobie twarze osób, od których się oddaliła, często nie ze swojej winy i bez ich winy. Po prostu, tak się stało. Oddalili się bo byli zajęci swoimi sprawami.

Sprawdzi, jakie znajomości uda się odzyskać. Wyciągnęła notes i zaczęła zapisywać w nim imiona osób, do których zadzwoni z samego rana.

Autor: Jenczy

W dolinie – 9

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracował mądry człowiek. Kreślił, pisał, planował. Skupiał się na rzeczach ważnych. Jego życie było nieco proceduralne, ale zarazem bardzo efektywne. Rodzina mężczyzny przebywała na dole domu, a górna pracownia była jego skarbem i biurem jednocześnie.

Biuro miało zainstalowaną nowoczesną technikę, przydatną w pracy. Nie przeszkadzało to człowiekowi w byciu entuzjastą szeroko pojętej przyrody.

Autor: Adam

W dolinie – 8

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pisarka pracowała nad swoją najnowszą książką. Pisała skupiona i nawet nie zauważyła, że na krzesełku obok niej usiadła muza, która przyglądała się jej z sympatią i podpowiadała odpowiednie słowa. Pisarce bardzo dobrze pracowało się tej nocy. Zdawało się jej, że słowa same wypływały na papier.

Autor: Ewa Damentka

W dolinie – 7

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, w pięknym pomieszczeniu, większym niż można by przypuszczać, działy się przedziwne rzeczy.

Raz po raz dało się słyszeć delikatne odgłosy wiatru, szelest liści, dźwięk padających kropel deszczu, szmer strumienia, odgłos trzasku drew w ognisku, skrzypnięcia drzew w lesie, to znowu gwar szczebiotliwie śmiejących się dzieci, czułe westchnienia kochanków, kląskanie, świergotanie, szczebiot, kwakanie, gwizdanie ptaków, trzepot skrzydeł motyla oraz wiele innych cudownych dźwięków. Gra dźwięków niezwykła a zarazem piękna. Próżno by ktoś myślał, że jest to jakiś park, las, jezioro, czy może wielka majówka.

Dźwięki pojawiały się same… no może… nie jest to pełne i kompletne stwierdzenie, bo jednak te dźwięki były kreowane przy intonacji Magicznego Głosu, starożytnej praktyki magicznej. Autorką tych niezwykłych zdarzeń była niezwykła mistrzyni Magii Słowa. Mistrzyni ta to powszechnie szanowana w wiosce kobieta, zwana przez mieszkańców wioski po prostu EVA, a przez innych: Pani Głosu. Przyjaciele mówili do niej po prostu Ewa, Ewunia. Co dzień, gdy wszyscy usypiali, ona jedna nieustannie ćwiczyła, doskonaliła każdy magiczny szept, każde Słowo Aniołów, każde Prastare Słowo.

Posługiwała się swobodnie mową Aniołów, Elfów, Ludzi, Królewskich Zwierząt, Drzew Entów, Smoków, Wróżek i sam nie wiem jeszcze, jakimi starożytnymi językami władała. Niektórzy twierdzą nawet, że zna języki starych bogów z Przedczasu, oraz zapomniany język Tytanów z Bezkresu. Ludzie wiedzą, że choć nie mówi się o tym oficjalnie, to mogą polecić swe troski, z pomocą jej wiedzy, nawet samemu Arcyarchitektowi – Panu Wszelkiego – Wielkiemu Bogu Ludzi.

Codzienne ćwiczenia pozwalają panować jej nad wszystkim, co użyczył we władanie ludziom w swej Łasce Arcyarchitekt. Słowem potrafi gromadzić moc sił przyrody i przekazywać je potrzebującym, nieść ukojenie duszom cierpiących. Magiczny Głos potrafi powstrzymać burzę, klęski mniejsze i te nieco większe, pomaga przy codziennych sprawach i odświętnych zdarzeniach, rozświetla oblicza ludzi, budzi łzy radości. Głos leczy, wspiera, mobilizuje, podtrzymuje wszystko, co dane w doświadczenie było człowiekowi. Ale nie tylko ludzkie sprawy załatwia…, o nie. Niejedna baśniowa istota zawdzięcza jej swoje istnienie, gdy nadeszło niebezpieczeństwo ze strony Mroku.

Mrok…, dla wielu okropny, dla Pani Głosu zupełnie niegroźny, a nawet czasem bardzo zabawny. Nieraz, gdy szepnie Słowo, Mrok kuli się wystraszony, zmniejsza się i zamienia, transformuje zawsze w piękny czarny kryształ z prześlicznymi tęczowymi iskierkami.

Dlatego w okolicy wioski tak wiele pięknych czarnych kryształów. Mieszkańcy z dumą i wielką radością pokazują podróżnikom przybywającym do miasta te niezwykłe wzgórza czarnych kryształów. Odkąd mistrzyni Słowa zamieszkała z nimi, żyją pełnią życia, wolni, radośni i kochający, przekonani o swojej wartości. Sami też udzielają, jak mogą, pomocy w innych wioskach. Ale pomału coraz mniej mają do roboty z Mrokiem, bo Pani Głosu wszystko już zamieniła w cudowne i bardzo wartościowe czarne diamenty. Najpiękniejsze świadectwo Mocy Dzieci Wielkiego Boga i Łaski Arcyarchitekta, ofiarowanej Pani Słowa dla czynienia Pokoju i Miłości w jego Imieniu.

Nieraz z wielkim zachwytem słucham tych Słów…, siedząc na trawie pod rozświetlonym okienkiem na poddaszu…, patrząc w górę, w roziskrzone gwiazdami oczy Najwyższego.

Ewo to dla Ciebie z podziękowaniem – bo wiem, że masz tę… MOC.

Marek Jasiński

W dolinie – 6

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, spała Borówka. Nie zdążyła zgasić światła, gdyż zmorzył ją sen.

Książka, którą czytała przed zaśnięciem, wysunęła się jej z rąk i z głuchym stukotem opadła na podłogę. Był to sygnał, na który czekały elfy i inne uzdrawiające duszki, które przed chwilą wysyłały Borówce senne fale. Teraz unosiły się w powietrzu wokół niej i patrzyły na nią z wielką sympatią i uwagą. Szeptem naradzały się, co robić. Szybko ustaliły zakres obowiązków i wkrótce każde z nich zajęło się tym, co przypadło mu w udziale.

Niektóre z nich rozpylały czarodziejski pyłek, który osiadał na Borówce, jej łóżku, ścianach, podłodze i wszystkich przedmiotach, znajdujących się w pokoju. Inne rozpylały drobniutki pyłek, który unosił się w powietrzu. Trzecia grupa rozpylała kolejny, jeszcze drobniejszy pyłek, który przenikał do ciała Borówki i wnikał wewnątrz mebli, książek, podłóg, ścian – wszystkiego, co napotkał. Każdy z tych pyłków miał uzdrawiające własności i każdy robił co innego, działał w swoim zakresie.

Część uzdrowicieli wytworzyła pole siłowe wokół Borówki i jej łóżka. Dzięki temu chronili ją i kołysali do snu. Inna grupa elfów-uzdrowicieli pracowała nad każdym organem i każdą komóreczką ciała Borówki, uzdrawiając je i harmonizując ich działanie.

– „Borówko, zdrowiej, jesteś nam potrzebna. Świat, ludzie i zwierzęta też cię potrzebują” – szeptały małe elfiątka, które z racji młodego wieku jeszcze nie dostały innego przydziału.

Twarz Borówki rozjaśniała się. Jej ciało zaczęło się rozluźniać. Ból zniknął, a oddech stał się głębszy. Zasnęła regenerującym snem.

Elf zarządca zgasił lampkę nocną, której nie zdążyła wyłączyć Borówka i zapalił malutkie latarenki, które elfy przyniosły ze sobą – a może to nie były latarenki, tylko świetliki? Tego nie wiem…

Elfy dbały o Borówkę i często do niej przychodziły. Po ich nocnych uzdrowicielskich i opiekuńczych zabiegach Borówka budziła się zwykle rześka, wypoczęta i z radością rozpoczynała nowy dzień.

dla Magdy-Borówki napisała Brzozowa Bajdulka

W dolinie – 5

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, stała kobieta, Magda – zwana Borówką, Panią Smoków.

Wokół jej wzniesionych rąk falowało, pulsowało i błyszczało powietrze. Smoki, namalowane na ścianach, wydawałoby się, jakby poruszały skrzydłami. Powietrze iskrzyło coraz mocniej. Silne strumienie białego światła pojawiały się ze wszystkich stron. Powietrze lśniło coraz mocniej wokół Magdy. Ściany pokoiku zaczęły falować, jakby poruszały się.

Smoki na ścianach naprawdę poruszały się i przybywało ich, jak gdyby wychodziły z głębi ścian. Wreszcie oderwały się od materii ściany, wirując wokół Smoczej Mistrzyni coraz ciaśniej i ciaśniej, siadając jej na ramionach, owijając się wokół całego ciała. Światło stało się bardzo jasne, a oplatające Magdę smoki stapiały się ze sobą, tworząc świetlistą, żywą, smoczą zbroję. Zbroja ta łączyła się z jej ciałem.

Smoki pochłaniały wszystkie nieczyste substancje, zamieniając je w dym, który ulatywał, a miejsce tych zajmowało światło, iskrzące tęczowo, białe światło.

Smocza Pani rosła w siłę, jakby unosząc się w powietrzu. Opuściła wolno ręce, kładąc je na sercu. Stała znowu na środku całkiem zwyczajnego pokoiku na poddaszu, tylko jakby wyższa, jaśniejsza, radośniejsza.

dla Borówki napisał Marek Jasiński

W dolinie – 4

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, mieszkał chłopczyk, który nie wychodził na zewnątrz. Wierzył, że tylko w tym pokoiku jest bezpieczny. Mimo tego, że miasteczko słynęło ze spokoju, nikomu do tej pory nie udało się namówić chłopca do wyjścia na zewnątrz. Opiekowano się nim troskliwie, ale każdy już dawno stracił nadzieję, że chłopiec zaczerpnie kiedyś świeżego powietrza.

Któregoś razu na parapecie jego okienka usiadł piękny, kolorowy ptak. Strzepnął pióra i odleciał. Chłopiec podszedł do okna i zobaczył miliony świetlistych drobinek na miejscu, gdzie siedział ptak. Sytuacja się powtórzyła i chłopiec miał już cały słoiczek cennych drobinek, które zbierał po każdej wizycie ptaka.

Zaczęło w nim kiełkować marzenie, aby dowiedzieć się, skąd przybywa niezwykły nieznajomy. W końcu zdecydował się podążyć za nim. Biegł bardzo długo i dotarł do pięknej krainy, gdzie zobaczył mnóstwo kolorowych ptaków, roślin i wartkich strumyków. Był tak podekscytowany, że zupełnie zapomniał o swym strachu, a następnego dnia przyprowadził do tego miejsca swoich przyjaciół, których radość była wielka.

Autor: Wędrowny Grajek