Kiedyś dawno dawno temu – 47

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Na zewnątrz padał śnieg, a później deszcz. Świtało. Miejski ruch stawał się coraz większy. Rósł hałas dnia.

Przyjście dziecka na świat było poprzedzone remontem mieszkania. Teraz mieszkanie było czyste i przygotowane na młodego człowieka.

Nowe okna spowodowały, że po wietrzeniu mieszkania, można je było zamknąć tak, by hałas ulicy nie docierał do pokoju.

To było cudowne odczucie, możliwość oglądania tego, co się dzieje na zewnątrz, w ciszy domowego bytu.

Autor: Adam